Nie blokujcie miesięcznic!
2017-07-10 18:09:42
Nie jestem fanem tzw. miesięcznic smoleńskich. Uważam ja za przede wszystkim partyjne wydarzenie, dzielące ludzi w których epatuje wroga narracja, pełna nienawiści i chęci zemsty. Ale blokowanie uważam za pomysł zupełnie absurdalny i bezsensowny, który tylko konserwuje sztuczny podział między PiS a PO.

Jarosław Kaczyński i jego najbliższe otoczenie systematycznie od katastrofy smoleńskiej buduje swój mit założycielski z fałszywą tezą o wybuchu i rosyjskiej odpowiedzialności. To szkodliwe dla polskiego państwa i polskiego społeczeństwa. Dochodzi wówczas do scen niegodnych i urągających pamięci ofiar i ich najbliższych, którym nie zależy na takim uczczeniu ich pamięci. Jarosław Kaczyński uwielbia podziały, rozbudzać lęki i strach. Jest w tym faktycznie naczelnikiem polskich obaw. Tym bardziej nie rozumiem, po co opozycja wpisuje się w ten scenariusz?

Od jakiegoś czasu miesięcznice smoleńskie blakły, traciły na znaczeniu, nie było wielkich tłumów, umarłyby śmiercią naturalną. PiS zdobył władze, nie było więc potrzebny śpiewać pieśni typu „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Przychodzili tam w większości najwierniejsi zwolennicy PiS będący pod urokiem prezesa, który w słowach pełnego skupienia i powagi rugał polityków opozycji. Jest to jednak dzień, który dla sporej grupy ludzi jest po prostu ważny i tak już pozostanie. Odbywa się wówczas msza święta w intencji ofiar, odmawia się różaniec, wspomina zmarłych. Blokowanie tego typu uroczystości to dla tej części społeczeństwa nie tylko nieporozumienie, ale akt barbarzyństwa, co jestem w stanie zrozumieć. Jak bowiem można blokować pamięć czy chęć wspominania tych, którzy byli z nami? Wiece i pochody można przecież uprawiać każdego innego dnia, bez tworzenia napięcia i podwyższonego ryzyka. Demokracja działa, choć trwa jej demontaż.

Blokowanie miesięcznicy to wyraz bezradności pewnej części opozycji, która nie ma pomysłu na państwo. Jej jedyną odpowiedzią jest powrót do tego, co było. To już nie działa. PiS ma swoją wizję państwa, można się z nią nie zgadzać, nawet trzeba, ale opozycja kompletnie zatraciła poczucie tożsamości i odpowiedzialności. Polityka ciepłej wody w kranie nie może być zastąpiona przez zimny prysznic, jaki funduje nam obecny rząd. Od polityków opozycji wymagam odpowiedzialności i realnej alternatywy a nie emocji, które tylko umacniają PiS. Nie trzeba być bowiem szczególnie bystrym żeby wiedzieć, iż taki konflikt jest władzy na rękę. Tak samo było z blokowaniem tzw. Marszy Niepodległości i tak samo z blokowaniem Sejmu. Polskie społeczeństwo tak to odbiera, choć kompletnie nie potrafi zrozumieć tego liberalny mainstream. Aż 60% Polaków nie popiera blokowania miesięcznic. PiS ma ogromne szczęście do fatalnej opozycji.

Kiedy upadła komuna?
2017-06-04 09:51:24
Dzień 4 czerwca jest w liberalnym mainstreamie wielkim świętem. Czci się upadek wrednej komuny, jako wielkie zwycięstwo polskiej demokracji. To mit założycielski elit po 1989 roku.

Ta data to doskonała okazja do bilansu polskiej transformacji. Tego jednak nie będzie, bowiem z jednej strony liberalny przekaz, który dominuje w mediach, jest głuchy na argumenty, z drugiej strony, konserwatywna partia rządząca podważa ówczesne reformy mając na uwadze jakiś wyimaginowany układ, choć sam Lech Kaczyński uważał, że nic takiego nie miało miejsca. A przecież można było inaczej. Bez takich kosztów, bez błędów, bez cięż, bez wyrugania ogromnej części społeczeństwa z tortu, jakim była ogromna prywatyzacja. To, co zbudowała komuna, sprzedano bardzo szybko. Owszem, nie wszystko było rentowne, ale dla liberałów niemal wszystko co publiczne, jest nierentowne. Prof. Tadeusz Kowalik należał wówczas do nielicznego grona intelektualistów, którzy przestrzegali przed pójściem w neoliberalny dogmat.

O ewentualnym sukcesie transformacji należy również patrzeć poprzez pryzmat społeczeństwa obywatelskiego. Pod tym względem jesteśmy w czarnej dupie. Na wybory chodzi garstka ludzi, rządzi więc nami mniejszość. I to praktycznie od samego początku. To jest praktyczny wymiar tej wolności. Obywatele nie mają zaufania do państwa i jego instytucji. Nie mówiąc już o ogromnej fali emigracji. Z Polski wyjechało więcej ludzi, niż podczas Stanu Wojennego, co się rzadko podkreśla. A to jest pewien symbol. Z polskiego „cudu gospodarczego” ludzie spieprzają tam, gdzie państwo nakłada na ludzi wyższe podatki. Bowiem to mit, że państwo ma być tanie. Tani, to może być barszcz. Państwo ma być efektywne. Kolejki po mięso zastąpiły kolejki po życie.

Ówczesne tuzy podkreślają dziś, przynajmniej ich znacząca część, że się pomylili. Marcin Król napisał bardzo ciekawą książkę pod znamiennym tytułem "Byliśmy głupi". Wydaje się, że jest dziś tylko jedna osoba w państwie, która nie wyciągnęła wniosków i jest ślepa na to, co dzieje się w świecie. To Leszek Balcerowicz, który trwa przy swoim.

Cztery lata po wyborach z 4 czerwca lewica wygrała wybory. Równie demokratyczne i wolne, które przerżnęła w 1989 roku. Taka była społeczna ocena reform Leszka Balcerowicza. To nie ruiny mury berlińskiego są symbolem wolności. To ruiny Stoczni Gdańskiej.
Hajnówka
2017-02-23 15:25:35
Ulicami Hajnówki przejdzie II Marsz Żołnierzy Wyklętych. Sąd Okręgowy w Białymstoku odrzucił apel zarówno burmistrza jak i rady miasta, która była przeciwna. To policzek wymierzony w rodziny ofiar „Burego” oraz zwyczajna prowokacja, która ma na celu promocję nacjonalizmu w wykonaniu neofaszystowskiej organizacji ONR.

Od kilku lat w wyniku intensywnie prowadzonej polityki historycznej, której rzecznikiem i strażnikiem jest IPN, promuje się żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Dochodzi niekiedy do kuriozalnych wniosków i interpretacji. Wszystkich tych, którzy walczyli z władzą ludową wrzuca się do jednego, patriotycznego worka. Nie ważne, że niektórzy odpowiadają za śmierć ludzi, w tym kobiet i dzieci, za spalone wsie. Ważne, że walczyli z „komuną”. I tak dziś jednym z bohaterów został Romuald Rajs „Bury”, który odpowiada za śmierć kilkudziesięciu osób i pacyfikację prawosławnych wsi na Podlasiu. Każda legenda ma swoją ciemniejszą stronę.

Jednak ten sam IPN przeprowadził drobiazgowe śledztwo dotyczące zbrodni „Burego” i jego żołnierzy. Nie miał wyjścia, bowiem zgłaszały się coraz liczniej rodziny ofiar, które milczały kilkadziesiąt lat. Znalazło to potwierdzenie w źródłach, nie przekonuje to zwolenników „żołnierzy wyklętych” . Co ciekawe, o ludobójstwo oskarża go nie „komunistyczna propaganda”, „rodziny rzekomych ofiar” tylko sam IPN, strażnik antykomunistycznej rewolucji. Warto zatem przytoczyć kilka zdań z tego śledztwa. „Nie kwestionując idei walki o niepodległość Polski prowadzonej przez organizacje sprzeciwiające się narzuconej władzy, do których należy zaliczyć Narodowe Zjednoczenie Wojskowe należy stanowczo stwierdzić, iż zabójstwa furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu lutym 1946 r. nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym też wypadku nie można tego co się zdarzyło, usprawiedliwiać walką o niepodległy byt Państwa Polskiego”. Łącznie ofiarami „Burego” było niemal 80 osób. W Zaleszanach, gdzie spłonęło żywcem 14 osób, w tym siedmioro dzieci w wieku od dwóch tygodni do 16 lat. Czy polski patriotyzm musi mieć wymiar nacjonalizmu i krew na rękach dwutygodniowego dziecka? Jakby tego było mało, ostatnio opublikowany raport CIA z 1947 roku demaskuje znaczną część polskiego podziemia. Amerykanie sami używają zwrotu „bandy”.

Dziś „żołnierzom wyklętym” stawia się pomniki, nastoletni druhowie i druhny zaciągają pod nimi honorowe warty, płoną znicze, młodzież z dumą nosi koszulki z podobiznami „Burego, „Łupaszki”, „Ognia” i innych i tylko gdzieś na obrzeżach tej chwały i sławy snują się potomkowie „zhańbionych i niegodnych” przeciwników owych „prawdziwych patriotów”. Określenie „żołnierzy wyklętych” mianem bandytów to nie tylko wymysł komunistycznej propagandy, ale również narracja w wykonaniu wolnego świata, czego dowodzą dokumenty CIA. Nacjonaliści w Hajnówce testują polską demokrację i społeczeństwo. Jak daleko jeszcze brunatna ideologia może się posunąć? Marsz ONR z portretami „Burego” w tym miejscu, to brak poszanowania pamięci i bólu rodzin. To tak, jakby we Lwowie pod oknami polskich rodzin, przeszli nacjonaliści z portretami Stepana Bandery.




Rok Czarzastego
2017-01-23 16:54:28
Rok temu delegaci na Kongres SLD wybrali Włodzimierza Czarzastego na przewodniczącego SLD. Po raz kolejny wielu składało Sojusz do grobu. Tymczasem partia okrzepła i ma się dobrze.

Po wyborczej klęsce i rozsypce wyborczego projektu pod nazwą Zjednoczona Lewica, poprzez własne błędy po raz pierwszy lewica nie miała swojej reprezentacji parlamentarnej. Zabrakło niewiele, jednak to w polityce ogromnie dużo. Wybór Włodzimierza Czarzastego na funkcję przewodniczącego SLD rysował nową perspektywę dla partii, która po wyborczej klęsce, znalazła się na dziejowym zakręcie. To był wybór również istotny dla całej lewicy, której Sojusz pozostaje przewodnią siłą. Zakończył się jednocześnie proces erupcji i dekompozycji w partii, którą wielu skazało już na straty. Na Kongresie SLD, szef mazowieckich struktur SLD pokonał byłego wicemarszałka Sejmu, Jerzego Wenderlicha. Wynik więc nie był do końca przesądzony, bowiem obaj kandydaci dysponowali sporym poparciem wśród delegatów. Jerzy Wenderlich to bowiem postać, która mogła się pochwalić najlepszym wynikiem wyborczym wśród wszystkich kandydatów Zjednoczonej Lewicy w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych. Pokonał on, w wyjątkowo trudnym dla lewicy regionie toruńskim, wszystkich kandydatów z PiS, PO i Nowoczesnej. Obecnie został wiceprzewodniczącym partii, co świadczy o zaufaniu do jego osoby.

Istotne było również to, iż przewodniczącego partii wskazali sami członkowie Sojuszu. Siłą każdej partii politycznej są przede wszystkim struktury i aktywni członkowie. Sojusz ma tę cechę, co pozwoliło mu przetrwać w najtrudniejszych chwilach. Nie jest bowiem sztuką być w partii, która rządzi bądź współrządzi i jest reprezentowana w Sejmie. Sztuka jest w niej być, kiedy nie idzie. Zostają bowiem zawsze najcenniejsi. Warto bowiem zauważyć na pewną analogię, która wówczas wystąpiła. W szeregach SLD ostało się ponad 20 tysięcy członków, którzy wiążą z partią nadzieję, którzy chcą w niej działać i chcą być potrzebni. Na nowego przewodniczącego zgłosiło się dziesięć osób. To świadczy o tym, że funkcja szefa SLD, mimo, że partii nie ma w Sejmie, nadal jest atrakcyjna. Jest jeden wódz PiS, był jeden wódz w PO i mamy 10 kandydatów na szefa SLD. To o czymś świadczy. W wyborach na przewodniczącego frekwencja wyniosła 64,5% aktywu SLD, kilka miesięcy po tym, jak SLD wypadł z Sejmu. To nie jest masa upadłościowa, jak chcieliby niektórzy. Liczba członków SLD przekracza 24 tysiące osób. Ten wynik ma jeszcze jeden ważny element. W podobnym czasie na funkcję przewodniczącego w wyborach powszechnym, zdecydował się PO, która przez osiem lat sprawowała władzę. Tylko 50 % członkiń i członków PO zdecydowało się wziąć udział w wyborach, czyli zaledwie osiem tysięcy osób spośród 17 tysięcy. Grzegorz Schetyna nie miał ponadto kontrkandydata. To wynik zdecydowanie na korzyść SLD, który świadczy o przywiązaniu do barw i sztandaru, jednym słowem, spuścizny partii.

Włodzimierz Czarzasty został liderem Sojuszu w najtrudniejszym dla partii momencie. Musiał w pierwszej kolejności zatrzymać rozpad partii, bowiem wielu rozgoryczonych działaczy, nie widząc dla siebie szans na profity polityczne, postanowiło Sojusz opuścić. Nie był to jednak odpływ masowy, choć wielu o tym marzyło. Wyborcy SLD to jedyny, choć kurczący się, elektorat lewicy w Polsce. SLD dziś to swoisty pociąg, jeszcze stoi na peronie, choć wycofał się do zagajnika. Pasażerów ma sporo, bo ponad milion tych, którzy zdecydowali się zagłosować na lewicę w październiku. To nie może być osierocony elektorat. Jeśli ci wyborcy zostaną pozostawieni sami sobie, to nikt po SLD płakać nie będzie. Nie warto. Do dziś członkowie SLD nie mogą zrozumieć, jak kierownictwo partii mogło zafundować im kandydaturę Magdaleny Ogórek, wymytej z lewicowych postaw, gwiazdę prawicowych mediów. Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że następnego kandydata na urząd Prezydenta RP wskażą sami członkowie w prawyborach. To dobra decyzja. Członkowie SLD muszą być siłą sprawczą działań własnej partii.

Nowy lider SLD okazał się dobrym organizatorem. Odwiedził wszystkie struktury Sojuszu w partii, namawiając i nakłaniając swoich członków, aby nie składali broni. Sojusz jest w opozycji pozaparlamentarnej, musi więc być bardziej wyrazista i skonsolidowana. Musi być partią alternatywną zarówno wobec PiS, który skupił wokół siebie elektorat socjalny, jak i liberalnej opozycji, zarówno PO jak i Nowoczesnej. Pierwsza partia chce budować sprawiedliwość społeczną na dewastacji państwa prawa, na ciągłej kłótni i zemście, która jest cechą charakterystyczną dla prezesa PiS. SLD musi pokazać, że nie ma sprawiedliwości społecznej bez wolności i na odwrót. Socjaldemokratyczna polityka społeczna to coś więcej niż program 500 plus, niestety nie widać takich przykładów w wykonaniu liderów SLD. Program 500 plus to największy po 1989 roku transfer socjalny w Polsce, który wymusi na rządzących dalsze takie posunięcia. Ludzie będą chcieli od państwa więcej. Społeczeństwo uwierzy, że pieniądze są i się da. I tu lewica powinna zaistnieć i przedstawić kompleksowy program. Samo negowanie PiS niczego nie zmieni. Należy budować własną narrację.

Jest coś, na co SLD powinien postawić, to polityka historyczna. To dla elektoratu tej partii bardzo ważny czynnik. Sojusz jest dziś jedyną partią, która broni honoru ludzi, którzy odbudowali kraj po zgliszczach II Wojny Światowej. Robi to jednak bojaźliwie i mało przekonująco. Ustawa dekomunizacyjna, którą rząd dobrej zmiany zafundował, napiętnuje wszystkich, którzy przed 1989 rokiem starali się dobrze służyć i pracować. To był czas, który SLD powinien wykorzystać z całą mocą. Polskie społeczeństwo nie jest tak antykomunistyczne, jakby chciało kierownictwo PiS. Każdy wie, że polskie państwo po wojnie mogło być tylko takie, jakie było. I była to decyzja wielkich mocarstw, nie samego ZSRR. Włodzimierz Czarzasty, znany z ciętego języka, powinien o tym mówić prosto, dobitnie i wyraziście, dla prawicy i tak będzie komuchem.

W ostatnich sondażach SLD cieszy się stabilnym poparciem społecznym, który pozwala marzyć o powrocie do Sejmu. W 1993 roku Sejm był bez prawicy. Tęsknota za komuną przyszła równie szybko, jak obrzydzenie solidarnościowymi elitami, które za sprawą reform Leszka Balcerowicza pozbawiły pracy trzy miliony obywateli. Prawica jednak tego okresu nie przespała. Przegrupowała się i zyskała na sile. Warto odrobić tę lekcję. SLD czeka jednak długi marsz.

Tomek
2017-01-17 09:19:10
Wiadomość o śmierci Tomasza Kality był dla mnie ciosem. Nie był oczywiście ze mną spokrewniony, nie byliśmy nawet przyjaciółmi. Byliśmy po prostu znajomymi, a takich znajomości człowiek zawiera setki w swoim życiu. Ale to nie więzy krwi sprawiają, że jesteśmy sobie bliscy, tylko takie wartości jak przyjaźń, szczerość, otwartość, ideowość, wiara we wspólne cele.

Tomek zawsze jawił się w mojej pamięci jako człowiek niesłychanie zabiegany i zapracowany. Nieodłącznym jego atrybutem był telefon, bez którego zapewne się nie rozstawał. Nie był typem polityka, który dąży po trupach do celu, to nie ta osobowość, to nie ten charakter. Wierzył, że polityka może być inna, bardziej ludzka, bez ciągłego wyścigu szczurów. Być może te jego cechy niektórzy nazwą naiwnością, ale nie można oszukiwać samego siebie. Przez to był zapewne niezrozumiany przez wielu, także we własnym środowisku.

Był człowiekiem niesłychanie ideowym i ciekawym świata. Ktoś kiedyś powiedział mi, żeby unikać ludzi, którzy wszystko wiedzą, którzy znają odpowiedź na każde pytanie. Tomasz Kalita przeczył takiemu obrazowi. Lubił słuchać innych i czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Człowiek uczy się całe życie. Nie był osobą konfliktową, raczej koncyliacyjną, łączącą, pełną empatii i zrozumienia. Pokazywał to wiele razy na forum publicznym, ale i prywatnie

Jest tylko jedna rzecz, która może pokonać śmierć, to ludzka pamięć. Tomek pozostanie w mojej pamięci jako rzecznik SLD, partii, która była wówczas w trudnym momencie, to z pewnością odbiło się na jego zdrowiu, pochłaniało bowiem masę czasu, nerw i poświęcenia. Myślę, że nie jeden jego następca na tej funkcji, mógłby się od niego uczyć. Pełniąc tę funkcję, nie miał przecież wcześniej takiego doświadczenia, sprawdził się jednak w tej funkcji. Myśląc o nim myślę również o jego politycznej spuściźnie, a to przede wszystkim Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. To było jego oczko w głowie. Mówił mi kiedyś, że pasjonuje go historia, zwłaszcza historia II RP, gdzie historia PPS złotymi zapisała się zgłoskami. Zdradził mi również, że pisał pracę magisterską o zamachu majowym, był więc człowiekiem przygotowanym, zarówno praktycznie jak i ideowo, starał się do działalności SLD dokooptować najpiękniejsze wartości i spuściznę PPS. O Ignacym Daszyńskim rozmawialiśmy, kiedy robiłem z Tomkiem wywiad dla Przeglądu Socjalistycznego. Imponował mi wiedzą, erudycją i zwykła ludzką życzliwością, nigdy nie powiedział: nie mam czasu, choć to tak częste u polityków.

Ostatni jego etap życia to choroba. To ostatnia walka jaką stoczył. Mimo nierównej szansy, nie poddał się i walczył, nie tylko o swoje zdrowie, ale również o zdrowie innych. Tym bowiem była jego praca na rzecz zalegalizowania medycznej marihuany. Tzw. ustawa Kality trafiła nawet do Sejmu. Jest wiec szansa, że następni ludzie, będą mieli szansę skorzystać z tej metody leczenia. Głęboko wierze, że kiedyś się jeszcze spotkamy. Do zobaczenia, Tomku!
Odpieprzcie się od generała!
2016-12-16 11:18:50
Pomysł zdegradowania gen. Wojciecha Jaruzelskiego to akt politycznej zemsty małych i zawistnych ludzi, którzy nie dorastali generałowi do pięt.

Ewentualna degradacja to naplucie w twarz wszystkich żołnierzom i oficerom Wojska Polskiego, którzy pełnili swoją służbę w latach Polski Ludowej. Co więcej, to oznaczałoby również, że zdrajcami byliby wszyscy żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, nasi dziadkowie, ojcowie, bracia. Antykomunistyczna histeria nie zna granic. Szef MON, znany ze swojego bohaterstwa, Antoni Macierewicz, powiedział, że „zdrajcy powinni być pozbawieni stopni generalskich”. Pytanie, kogo zdradził gen. Wojciech Jaruzelski? Czy zdradził swoich towarzyszy broni? Czy złamał przysięgę wojskową? Służył takiej Polsce, jaka była, realnej a nie wyimaginowanej. Gen. Wojciech Jaruzelski należał do tego pokolenia Polaków, któremu przyszło żyć w pojałtańskiej rzeczywistości. Był realistą i wiedział, że Polska po II Wojnie Światowej będzie tylko taka, na jaką zgodzili się alianci. Można było tę Polskę odbudowywać bądź z nią walczyć. On wybrał tę trudniejszą misję. Bowiem zawsze trudniej jest budować, niż niszczyć. Po najstraszliwszej w dziejach wojnie, kraj był w gruzach, śmierć poniosło blisko sześć milionów obywateli. I o tę historię toczy się dziś na naszych oczach najbardziej namiętny spór, który rozpala wyobraźnię i pozwala na bardzo krzywdzące opinie. Im bowiem dalej od tych czasów, tym bardziej rewolucyjne będą tezy.

Jeśli chodzi o zdradę, to nasuwa się inna postać, chodzi o dzisiejszego gen. Ryszarda Kuklińskiego, byłego bliskiego współpracownika gen. Jaruzelskiego. Jakże inne są dziś oceny tych dwóch postaci. To gen. Ryszard Kukliński złamał przysięgę wojskową, w której przysięgał bronić PRL w braterskim sojuszu z Armią Radziecką. Zapomina mu się jego przeszłość. Swoją wojskową karierę zaczynał przecież tuż po wojnie. Historycy są zgodni, że Ryszard Kukliński mniej więcej od 1962 roku współpracował z kontrwywiadem wojskowym, jako oficer sztabowy przygotowywał plany inwazji Wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku. W latach 60-tych pracował już w Sztabie Generalnym. Cała swoją karierę wojskową spędził w Ludowym Wojsku Polskim, zdobywając stopnie wojskowe, awanse, odznaczenia i sowitą gażę. W listopadzie 1981 roku postanawia opuścił kraj, łamiąc jawnie przysięgę wojskową i narażając państwo na ogromne straty wojenne. Czy przekazując USA tajne dokumenty wojskowe i będąc oficerem Wojska Polskiego, państwa bądź co bądź wrogiego obozu, służył swoim narodowym interesom? To amerykańskie bomby spadałyby na Warszawę w czasie ewentualnego konfliktu zbrojnego z ZSRR. Wątpię, aby mieszkańcy Warszawy czy innych polskich miast, uznali je za oswabadzanie spod jarzma komunizmu. Jeśli Ryszard Kukliński kreowany jest na bohatera, to w porządku, ale amerykańskiego, bowiem interesom tego państwa zasłużył się najbardziej, narażając własne państwo. Amerykańskich szpiegów w Wojsku Polskim było więcej, jednak to Ryszard Kukliński kreowany jest na bohatera, dlaczego? To jedna z tajemnic CIA. Czy wobec tego ucieczka z kraju owianego złą sławą pułkownika Józefa Światły, również zasługuje na patriotyczne uniesienie? Ten stalinowski oficer również otrzymał opiekę amerykańskich służb, również przyczynił się do upadku systemu, zwłaszcza w jego stalinowskim wymiarze. Może zasługuje zatem na pomnik, albo wręcz awans?

Generał Wojciech Jaruzelski był przede wszystkim wojskowym a jego dokonania na wojennym szlaku, powinny budzić podziw. Zaczynał jako żołnierz gen. Berlinga, wojska, które tworzone było w ZSRR. Była to jedyna szansa dla tych ludzi, wydostania się z nieludzkiej ziemi. Wczorajsi zesłańcy na Sybir, takim był również gen. Wojciech Jaruzelski, mieli okazać się w przyszłości wyzwolicielami narodu spod jarzma niemieckiego okupanta. Generał przeszedł wraz z cała 1. Armią Wojska Polskiego szlak bojowy. Z bronią w ręku stanął w roku 1944, kiedy to brał udział przy forsowaniu Wisły. Następnie uczestniczył w pomocy powstańczej Warszawie, zostając nawet rannym. Gen. Jaruzelski brał udział w defiladzie w zgruzowanej Warszawie w styczniu 1945 roku. To musiało być bardzo symboliczne, sam przecież był warszawiakiem, tu się wychował, to kształcił, widział upadek tego miasta i państwa. Walczył następnie o przełamanie Wału Pomorskiego. Był kilkakrotnie wymieniany w rozkazach dowódcy dywizji jako zasłużony w walkach. Za likwidację granatami stanowiska niemieckiego ckm podczas akcji wywiadowczej w okolicach Borujska, został ponownie odznaczony Srebrnym Medalem Zasłużonym na Polu Chwały. Po raz trzeci został odznaczony tym medalem za marcowe walki pod Dziwnówkiem nad Morzem Bałtyckim. 15 marca bierze udział w uroczystości zaślubin z morzem mających symbolizować przyłączenie tych terenów do państwa polskiego. W maju 1945 roku jest już w Niemczech, gdzie jest jednym z tych tysięcy polskich żołnierzy, którzy przyczyniają się do klęski III Rzeszy. Moment, kiedy powiewa biało-czerwona flaga nad Reichstagiem, jest symbolem polskiego zwycięstwa w tej wojnie. Następnie, przecząc niejako polskiej historii, decyduje się na Okrągły Stół, czyli pokojowe przekazanie władzy. To rzadkie w naszej historii.

IPN lansuje pogląd, iż gen. Wojciech Jaruzelski „kazał wysyłać Polaków przeciwko Polakom”. A co z zamachem majowym i ich głównym wykonawcą, Marszałkiem Józefem Piłsudskim? W ciągu tylko trzech dni zamachu majowego zginęło ok. 400 osób, pamięć o tych ludziach jest żadna, nie mają żadnego pomnika czy tablicy pamiątkowej a II RP przedstawiana jest jako państwo idealne. Sam Piłsudski nigdy za zamach nie przeprosił, uważając ten temat za zamknięty. Po stanie wojennym nastąpił okrągły stół, a wcześniej Polska była już krajem bez więźniów politycznych, po zamachu majowym rządy Sanacji dopiero się „rozkręcały”, ich następstwem była min. Bereza Kartuska – ośrodek dla politycznych więźniów i przeciwników reżimu Piłsudskiego. Według Komisji Jana Rokity, w wyniku Stanu wojennego, śmierć poniosło 14 osób. To dużo, choć trzeba pamiętać, że trwał on aż półtora roku, a zamach majowy tylko 3 dni. Marszałek Józef Piłsudski jest dziś mężem stanu, nie odpowiada za śmierć około 400 osób. Gen. Wojciech Jaruzelski to zdrajca. Historię zawsze piszą zwycięscy.

Gdzie jest dziś SLD, gdzie są ludzie, którzy powinni bronić honoru generała i całej jego epoki? Obowiązkiem Sojuszu jest dziś stanąć w obronie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, ale nie tylko werbalnie, brylując na konferencji prasowej. To nie działa! SLD powinien wyjść na ulice i głośno wykrzyczeć swoje oburzenie. Niemal 60% ankietowanych uważa, że odebranie stopnia generalskiego Wojciechowi Jaruzelskiemu to absurd. SLD miał okazję zbudować własną tożsamość i narzucić własną narrację, ale zachował się w myśl przesłania red. Ewy Milewicz- „SLD wolno mniej”. Nikt za takim SLD płakać nie będzie.

Ostatni rewolucjonista
2016-11-27 13:43:15
Śmierć Fidela Castro kończy pewną epokę. Symbolizował on wszystko to, co w ruchu rewolucyjnym piękne i wzniosłe- ideały równości i sprawiedliwości.

Przyszło mu żyć i walczyć w zatrważających warunkach i iście partyzanckich okolicznościach. Ten wykształcony adwokat i syn plantatora cukrowego dorastał i wiedzę zdobywał w szkołach jezuickich. Widząc nędzę i wyzysk, postanowił, niczym XIX-wieczny romantyk, chwycić za broń i spróbować porwać tłumy a potrafił to robić jak nikt inny. Miał wizję swojej Kuby, niepodległej i niezależnej. Chciał wyrwać ją spod panowania amerykańskiego kapitału, który zrobił sobie z Kuby, ale również innych państw Ameryki Środkowej i Południowej, folwark. Amerykański stosunek do Latynosów był niemalże pańszczyźniany. Stąd ich szczera nienawiść i wielokrotna próba zabicia ojca kubańskiej rewolucji. Na szczęście bez skuteczna.

Nie godził się na dyktaturę Fulgencio Batisty, który oprócz autorytarnej władzy przyniósł Kubańczykom dalsze zniewolenie ekonomiczne, pogłębił ich zapaść. Głód i duża śmiertelność wśród dzieci, nie są wymysłem socjalistycznej propagandy. To fakty, który sprawiają ból dupy imperialistycznym sługusom, dla których wyzysk i bieda są naturalnym porządkiem świata. Kubańska rewolucja nie przyszła ze wschodu, lecz z samego serca kubańskiego narodu. Nie na sowieckich bagnetach, tylko na kubańskiej pięści i sprzeciwie.

Największą zdobyczą rewolucji okazała się służba zdrowia, która może być dziś przykładem i wzorem. Obecnie jest ona jednym z najlepszych na świecie, o czym mówią wszystkie statystyki. Przed rewolucją w ogóle nie było systemu ubezpieczeń zdrowotnych – leczenie było płatne i drogie, co w praktyce pozbawiało niższe warstwy społeczeństwa dostępu do profesjonalnych usług medycznych. Jest to jedna z przyczyn bardzo wysokiego poziomu umieralności niemowląt w połowie lat pięćdziesiątych – sto na tysiąc mieszkańców. Pośród wszystkich krajów Ameryki Łacińskiej to właśnie Kuba ma najniższy poziom umieralności niemowląt – siedmioro na tysiąc mieszkańców (dla porównania w Rosji ten wskaźnik wynosi osiemnaścioro na tysiąc). Więcej, uboga z punktu widzenia standardów europejskich Kuba corocznie przyjmuje i z powodzeniem leczy tysiące maleńkich pacjentów z całego świata, przy czym w większości przypadków leczenie odbywa się całkowicie bezpłatnie. Kubańscy lekarze są światowymi liderami w wielu dziedzinach medycyny, np. ortopedii, leczenia zapalenia opon mózgowych, zapalenia wątroby typu B, raka piersi, choroby Parkinsona i szeregu innych ciężkich schorzeń. I to wszystko mimo amerykańskiego embarga, która nie tylko odciąć miało Kubę od cywilizacji, ale przede wszystkim ją upodlić. Nie udało się to kolejnym amerykańskim prezydentom i szefom CIA.

Ryszard Kapuściński tak opisywał postawę rewolucjonistów, takich jak Fidel Castro- „Ta zasada moralnej uczciwości jest cechą lewicy latynoamerykańskiej. Jest częstą przyczyną jej porażek w polityce, w walce. Ale trzeba zrozumieć sytuację. Młody człowiek w Ameryce Łacińskiej dojrzewa otoczony światem skorumpowanym. To świat polityki robionej za pieniądze i dla pieniędzy, świat rozpasanej demagogii, świat morderstw i terroru policyjnego, świat rozrzutnej i bezwzględnej plutokracji, zachłannej na wszystko burżuazji, cynicznych wyzyskiwaczy... Młody rewolucjonista chce ten świat odrzucić, chce go zniszczyć, a nim będzie do tego zdolny – chce mu przeciwstawić świat inny, czysty i uczciwy, chce mu przeciwstawić siebie. W buncie lewicy latynoamerykańskiej występuje zawsze ten czynnik moralnego oczyszczenia, poczucie moralnej wyższości, dbałość o utrzymanie moralnej przewagi nad przeciwnikiem. Przegram, zginę, ale nikt nie będzie mógł powiedzieć, że naruszyłem reguły walki, że zdradziłem, że zawiodłem, że mam brudne ręce".

Kubańska rewolucja przetrwała w XXI wieku, nawet po upadku ZSRR. Fidel Castro pozostanie w pamięci milionów jako ten, który stał się symbolem poświęcenia w dobrej sprawie. Żegnaj, El Comandante!



Wygrał Putin
2016-11-09 19:51:40
Wygrana Donalda Trumpa zatrzęsła politycznym establishmentem USA. Wygrał kandydat nie mający żadnego doświadczenia politycznego. W komentarzach panuje strach i obawa przed tą prezydenturą. Strach zwykle ma duże oczy.

W przeważającym tonie komentarzy przeważa opinia, że wygrana Donalda Trumpa to sukces polityki Władimira Putina. To sformułowanie pada w niemal każdej stacji telewizyjnej, na wszystkich stronach internetowych. Odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Dotyczy to wszystkich dziennikarzy, zarówno liberalnego centrum, prawicowych jak i lewicowych. Jest to wyraz lęku i niedojrzałości politycznej, niekiedy występującej w parze ze zwierzęcą rusofobią. To bardzo niebezpieczne połączenie. Powoduje ono brak trzeźwej oceny sytuacji międzynarodowej. Niestety, jest to połączenie dość powszechne i globalne.

Nie podzielam tej opinii. Owszem, po Donaldzie Trumpie można spodziewać się wszystkiego, ale dlaczego od razu wszystkiego najgorszego? Czy poprzedni republikański prezydent był taki doskonały? Wplątał USA w niezakończone wojny, okrył hańbą, kiedy wyszło na jaw jawne łamanie praw człowieka, których Amerykanie rzekomo importują w świecie. Amerykańska polityka charakteryzuje się przewidywalnością a Prezydent USA jest w amerykańskiej polityce skazany na Kongres, nie jest dyktatorem, mimo takich zapędów nowego prezydenta. Zderzy się on z szarą rzeczywistością, gdzie rządzą służby i potężne finansowe lobby. USA nadal będą chciały zachować status globalnego mocarstwa, gdyż bez tego, nie byłoby sukcesu amerykańskiej gospodarki. Dialog z Rosją jest wskazany dla wszystkich, a dla Polski szczególnie. Pisząc te słowa zostanę uznany za frustrata. Ale nie to jest najgorsze, lecz fakt, iż duża część opinii publicznej jest głęboko przekonana, że Rosja potrzebna jest światu na kolanach. To przekonanie nader nierealistyczne a przez to szkodliwe.

Należy rozróżnić nastawienie antyrosyjskie i rusofobiczne. To pierwsze jest niekiedy trafne i potrzebne, bowiem różne bywają interesy. Gorzej jeśli mamy do czynienia z uprzedzeniami i lękami, czyli rusofobią, która dominuje w tej chwili w polskiej polityce zagranicznej, ze szkodą dla państwa i jego obywateli. Odnoszę wrażenie, iż straszenie Putinem potrzebne jest elitom do zachowania statusu quo. W USA to już nie działa, w Polsce ma się dobrze. I w ten oto sposób Polska znów zostanie sama, kiedy cały świat, po raz kolejny, będzie z Rosją robił interesy, mimo zaklinania rzeczywistości.

W amerykańskiej polityce zagranicznej nie zmieni się bowiem nic. Inaczej mogę rozłożyć się tylko akcenty, ale poważnych zmian nie będzie. To dobry czas do tego, ale to lewica była prawdziwą antysystemową zmianą. Pokazał to Bernie Sanders, który zgromadził wokół siebie masę ludzi, którzy uwierzyli w jego wizję bardziej sprawiedliwych USA i bardziej rozłożonych sił na świecie, bez jednego tylko policjanta, który stoi na straży ładu międzynarodowego. W grupie do 30 roku życia, Bernie Sanders miał największe poparcie i to było widać podczas jego konwencji i spotkań. To wielki kapitał polityczny, którzy może zaowocować w przyszłości. Zgromadził niemal 12 milionów głosów. Jak na socjalistę w USA, to wręcz rewolucja.

Sławomir Sierakowski powiedział- „Do władzy doszedł absolutny wariat. Ta wygrana to zaproszenie Rosji do naszego regionu”. A ja myślałem, że ona jest tu od zarania.


Piewcy niepodległości
2016-11-07 08:41:32
Odzyskanie przez Polskę niepodległości było w dużej mierze zasługą socjalistów. Czerwone flagi nie były wówczas synonimem bolszewizmu. W odróżnieniu od prawicy, kolaborującej z zaborcami i zerkającej na obce mocarstwa, to socjaliści 7 listopada 1918 r., nie oglądając się na nikogo, stworzyli pierwszy polski rząd gwarantujący prawo do strajku, 8 godzinnego dnia pracy i równości płci.

W narodowe święto niepodległości nie usłyszymy o zdobyczach socjalnych pierwszego niepodległego rządu polskiego, na czele którego stanął Ignacy Daszyński z PPS. Socjaliści, bili się nie tylko o niepodległość, ale również o kształt państwa. Ich główny postulat to przekształcenie państwa w demokratyczną Republikę Ludową. W myśl manifestu wszyscy obywatele mieli otrzymać równouprawnienie pod względem politycznym i obywatelskim, co miało wyrażać się wolnością sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, pochodów, zrzeszeń, i strajków. W ramach dążeń do poprawy warunków socjalnych zapowiedziano ośmiogodzinny dzień pracy w przemyśle, handlu i rzemiośle. To była rewolucja!

Jako jeden z pierwszych rządów na świecie Tymczasowy Rząd Ludowy potwierdza i gwarantuje prawa wyborcze kobiet, wyprzedzając tym samym większość państw europejskich, a także USA. Manifest ustala 8-godzinny dzień pracy w przemyśle, rzemiośle i handlu. Rząd deklaruje natychmiastowe przystąpienie do reorganizacji organów samorządu terytorialnego i utworzenie milicji ludowej. Zobowiązuje się wnieść do Sejmu Ustawodawczego projekty reform dotyczących: przeprowadzenia reformy rolnej; upaństwowienia niektórych działów przemysłu i komunikacji; udziału robotników w administrowaniu prywatnymi przedsiębiorstwami; wprowadzenia prawa o ubezpieczeniach i ochronie pracy; powszechnego, świeckiego i bezpłatnego nauczania w szkołach.

Odezwa „Do ludu Polskiego” nie pozostawiała wątpliwości, jaki charakter mieć będzie przyszła Polska- „Nad skrwawioną i umęczoną ludzkością wschodzi zorza pokoju i wolności. W gruzy walą się rządy kapitalistów, fabrykantów i obszarników, rządy militarnego ucisku i społecznego wyzysku mas pracujących. Wszędzie lud pracujący dochodzi do władzy. I nie zaświta lepsza dola nad narodem polskim, jeżeli rdzeń i olbrzymia jego większość, lud pracujący, nie ujmie w swoje ręce budowy podwalin naszego życia społecznego i państwowego.”

Zdezorientowana prawica, która skompromitowała się współpracując z zaborcami, m.in. podczas rewolucji 1905 roku, przystępuje do działania. Nie zgadza się na rewolucyjne zmiany, jakie postulowani socjaliści. Narodowa demokracja przeciwna była m.in. prawem do głosu dla kobiet oraz dalszą klerykalizacją kraju. Ignacego Daszyńskiego zastępuje inny socjalista, Jędrzej Moraczewski, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego. To wówczas powstają dwa poważne dokumenty- Dekret o ośmiogodzinnym dniu roboczym" oraz „Warunki służbowe minimalne dla niższej służby folwarcznej (parobków)", które zostają zatwierdzone przez Piłsudskiego. Dla robotników i chłopów, ważna była wszak nie tylko odzyskana niepodległość, ale przede wszystkim warunki, jakie stworzy niepodległe państwo. Czy miała to być w dalszym ciągu pańszczyzna, 16-godzinnny czas pracy bez możliwości strajku, czy demokratyczne i egalitarne państwo?

Mało kto dziś pamięta, że PPS, wraz z innymi lewicowymi środowiskami, obchodziły święto niepodległości właśnie 7 listopada, w rocznicę powstania rządu lubelskiego. Od kilku lat tzw. Marsze Niepodległości, nie mają nic wspólnego z patriotyzmem. Nacjonalistyczne środowiska zawłaszczyły, jak to ma w swojej tradycji prawica, tradycję święta niepodległości. Nacjonaliści zawsze stawiali na naród, lewica powinna stawiać na obywateli, nie wykluczając nikogo. Dlatego warto powrócić do tej idei i przypomnieć o co walczyła lewica przez stulecia, bowiem program pozostaje niezmienny. To m.in. walka o 8-godzinny czas pracy, który dziś jest fikcją. To jest nasz patriotyzm! Walka o godną przyszłość dla ludzi pracy.


Aborcja SLD
2016-09-27 09:55:08
Polskie społeczeństwo jest umiarkowanie konserwatywne. Lewicę pogrążają spory kulturowe, które szkodzą i nie przynoszą korzyści. Widać to na przykładzie SLD, który zajmuje się tematami zastępczymi, odległymi od tradycyjnego lewicowego elektoratu.

Kiedy Włodzimierz Czarzasty obejmował schedę po Leszku Millerze, wydawało się, że jest to jedyna postać, która może SLD postawić na nogi. Patriota SLD, a to w tym środowisku bardzo ważne, były przewodniczący KRRiT, doświadczony biznesmen. Miał świetny wynik w swoim okręgu wyborczym, mając trzykrotnie lepszy rezultat, niż cztery lata temu zebrał tam Sojusz. I najważniejsze, to sami działacze i działaczki partii wybrali go na to stanowisko. Nowy lider SLD zachowywał wstrzemięźliwość wobec KOD-u a niekiedy nawet wręcz krytyczne-
„ To środowisko trochę syte. Ja tam strasznej biedy i wykluczonych nie widzę. SLD do tego ręki nie przyłoży”- mówił. Następnie z tym samym KOD-em wszedł w koalicję pod nazwą „Wolność, Równość, Demokracja”. Tym samym wpisał SLD w ulubione dla liberalnego centrum tematy, wokół których organizuje swój elektorat, daleki od postkomunistycznej lewicy.

Partia taka jak SLD, z ogromnym dorobkiem i niebanalną historią, nie może sobie pozwolić, aby zniknąć ze sceny politycznej. Tak, przegrane wybory rysują nową perspektywę, ale bycie poza Sejmem nie oznacza, że przez cztery lata nie można budować partii, tym bardziej, że w skali kraju Sojusz ma swoich radnych, na różnych szczeblach samorządu, ma swoich burmistrzów, starostów. Pod tym względem jest drugi po Platformie Obywatelskiej. Ma kilku posłów do PE. To baza na której można coś budować, pod warunkiem jednak, że dobrze zaplanuje się cztery lata w pozaparlamentarnej opozycji. Projekt pod nazwą Zjednoczona Lewica się nie sprawdził i należy nazwać to po imieniu. Na klęskę SLD duży wpływ miało fatalne w skutkach, wskazanie wiadomej kandydatki na urząd prezydenta, a potem innej kandydatki na urząd premiera. Tego elektorat SLD nie kupił. Pytanie tylko, czy liderzy Sojuszu potrafią z tego wyciągnąć wnioski.

Włodzimierz Czarzasty znalazł się najtrudniejszej sytuacji w całej historii SLD. Obejmując fotel przewodniczącego, musiał rozstrzygnąć czy lewica w Polsce operować będzie wokół, jak chce tego liberalny mainstream, wokół spraw światopoglądowych, czy będzie śmiało zgłaszać socjalne postulaty, których rząd PiS spełnić nie będzie potrafił. Socjaldemokratyczna polityka społeczna to przede wszystkim obrona resztek tego, co państwowe. Mamy dziś bowiem do czynienia z demontażem resztek państwa opiekuńczego, które odziedziczyliśmy po PRL-u. Od szefa lewicowej formacji elektorat wymaga w pierwszym rzędzie zajmowaniem się kwestią bezrobocia, edukacji, służby zdrowia, transportu publicznego, poprawy losu polskiego pracownika. Tymczasem SLD wikła się w spory dotyczące aborcji czy in vitro, tematów ważnych, ale z punktu widzenia elektoratu, to mało istotne. W bipolarnej debacie publicznej SLD powinien stawiać czoła zarówno liberalnej opozycji w postaci PO i Nowoczesnej, jak i konserwatywnemu rządowi. Program 500 plus to największy po 1989 roku transfer socjalny w Polsce, który wymusi na rządzących dalsze takie posunięcia. Ludzie będą chcieli od państwa więcej. Społeczeństwo uwierzy, że pieniądze są i się da. I tu lewica powinna zaistnieć. Dodatkowo PiS to daleko posunięta polityka historyczna, która stałą się narzędziem władzy. Nie jest bowiem przypadkiem, że młode pokolenie, gloryfikujące tzw. „żołnierzy wyklętych” i krzyczące „precz z komuną” ma dziś poglądy niemal wyłącznie prawicowe. Dojście PiS w 2005 roku do władzy na nowo wskrzesiło historię jako oręż do bieżącej polityki. Słabością lewicy było to, że nie potrafiła, bądź też nie chciała, przeciwstawić się temu zjawisko. Lewica nie ma powodów, aby wstydzić się swoich korzeni, swoich tradycji i wartości. Chodzi zarówno o spuściznę PPS, jej walki o niepodległości i prawa robotników oraz czasy Polski Ludowej, tak zohydzanej dziś przez wielu. To nie była czarna dziura w historii, to były lata, kiedy miliony ludzi wydostało się z biedy, nauczyło się czytać i pisać, mogło pójść na studia. Młodzi na samą myśl słowa lewica mają skojarzenia tylko i wyłącznie z wredną komuną. I choć to osoby starsze jeszcze chcą głosować na SLD, to nie można młodych oddać w ręce prawicy. Edukacja to klucz do zwycięstwa. Trzeba nastawić się na tytaniczną prace u podstaw. Sojusz ma jeszcze pieniądze, pytanie, czy ma ochotę i determinację na to, aby się zmienić.

To nie PiS chce zaostrzenia prawa aborcyjnego. To nie od tej partii wyszedł taki projekt. Gdyby Jarosław Kaczyński chciał jej zaostrzenia, zrobiłby to w tydzień. Beneficjentem sporu aborcyjnego w Polsce będą tylko dwa bieguny- liberalny i konserwatywny.


Wielki człowiek w Polsce
2016-08-23 17:59:41
Jarosław Kaczyński to najbardziej skuteczny polityk po 1989 roku. Czy to się komuś podoba czy nie, wie jak zacząć i nie zamierza skończyć. Wiadomo, kawaler, ci mają więcej siły. Po raz drugi ma swojego prezydenta i swojego premiera, od zawsze ma kota. Ma też ludzi fanatycznie sobie oddanych, co cechuje naprawdę mocnych polityków.

Determinacja i ideowość, połączona z walecznością, to cechy rasowego polityka. Żadem polski polityk po zmianie ustroju, nie wykazał tych cech. Co więcej, żaden nawet nie próbował tego zrobić, co potwierdza tylko, iż były premier, jest człowiekiem wielkiego formatu. Można się z nim nie zgadzać, można go wyśmiewać, obrzucać błotem, ale jedno trzeba mu oddać, jako jedyny potrafił skupić na sobie uwagę opinii publicznej na tyle, aby przez ćwierć wieku nie zniknąć, a po ośmiu latach upokarzających klęsk, kiedy to partii groziło rozbicie, wrócił na szczyt. To potrafi tylko on.

Prezes ma politycznego nosa. Dwukrotnie wskazywał na osobę, która jego zdaniem zasługuje na najwyższy urząd w państwie. Obaj prezydenci byli mu za to dozgonnie wdzięczni. Pierwszy meldował mu wykonanie zadania. Drugi, składał peany na jego cześć, kiedy powoływał rząd Beaty Szydło, który ma spory problem z prawem i sprawiedliwością. Ale taki właśnie jest Jarosław Kaczyński. Mistrz drugiego planu, który potrafi panować nad ludźmi.

Katastrofa w Smoleńsku wstrząsnęła nami wszystkimi. Jarosław Kaczyński postanowił wykorzystać ją do swoich partykularnych interesów. Nie dziwię mu się, taki już ma charakter. W tej katastrofie zginął jego brat bliźniak, ma więc prawo o niej mówić, wręcz krzyczeć na cały świat, obchodząc kolejne miesięcznice. Dzielenie społeczeństwa zawsze było skuteczne. Jedna część rodaków ma Cię za idiotę, ale druga, za wodza, za którym wskoczy w ogień. Wydawało się, że po porażce z Bronisławem Komorowski, nie wróci już na szczyt, tym bardziej, że z jego partii odeszło wówczas wiele bliskich mu osób. Po raz kolejny zaskoczył.

Nie jestem jego wyborcą. Co więcej, jestem osobą, która ma zupełnie inny światopogląd, inną wizję państwa i demokracji, inne spojrzenie na świat. Ale być może to ja żyję w jakimś wyimaginowanym świecie marzeń i złudzeń, z pewnością nie nadaję się do polityki. Jarosław Kaczyński jest emanacją współczesnego Polaka- to dumny patriota, oczywiście wierzący, który oczekuje od państwa pomocy i wsparcia. Polacy czują się przegrani podczas transformacji, zdegradowani przez międzynarodowy kapitał, nie czują dumy z państwa, które istnieje rzekomo jako teoretyczne. Szukają silnego przywódcy. Takiego, który nie pęka. W Polsce toczy się obecnie spór dwóch prezesów- Kaczyńskiego i Rzeplińskiego. W wojnie na wyniszczenie, ten pierwszy ma większe szanse, choć to ten drugi otrzymał medal za zasługi dla Kościoła i Papieża, więc nie jest na straconej pozycji.

Demokracja to taki ustrój, w którym możemy mieć pewność, że nie będziemy rządzeni lepiej, niż na to zasługujemy.

Mit Solidarności
2016-08-16 17:44:30
W Polsce nie brakuje mitów. Są one swoistym spoiwem, które łączyć ma elity z resztą społeczeństwa. kolejna rocznica powstania NZSS „Solidności” to kolejny mit, który ma sprawić, że poczujemy się lepsi, pewną wspólnotą. Mity jednak powinny być tam, gdzie ich miejsce. W mitologii.

Powstaniu Solidarności towarzyszyła euforia związana z poluzowaniem autorytarnego gorsetu. To swoisty fenomen, że do związku zawodowego należało 10 milionów członków. Dziś to nie do powtórzenia. Bowiem dziś przynależność do związku zawodowego to odwaga, za którą niekiedy wylatuje się z pracy, w najlepszym wypadku pracownik zgadza się na jawny wyzysk, gdyż wie, że nie ma innego wyjścia a na jego miejsce są kolejni. Co rusz chce ograniczać się ów mityczne przywileje związkowe. Co ciekawe, najchętniej robią to ci, którzy w każda rocznicę powołują się na „dziedzictwo Solidarności”.

Tak, te 10 milionów członków Solidarności to fenomen. Fenomen to tym większy, iż to głównie robotnicy wynieśli intelektualistów do władzy, ponieśli największy koszt. Bowiem po 1989 roku politycy związani z obozem solidarności rządzili, z marnym skutkiem. Ciekawe, czy tak ochoczo poparcie uzyskał by dziś program, który doprowadził trzy miliony obywateli do bezrobocia oraz wyprzedaży majątku narodowego. Dziś polskie państwo może szczycić się tanią siłą roboczą oraz byciem montownią Europy. Lech Wałęsa obiecał każdemu po 100 milionów. Starczyło tylko dla niego.

Nieżyjący już prof. Tadeusz Kowalik, ekonomista związany z Solidarnością, zauważył- „Najbardziej masowy ruch pracowniczy dokonał przewrotu, z którego wyłonił się jeden z najbardziej niesprawiedliwych ustrojów społecznych, jakie zna historia powojennej Europy”. No, ale niesprawiedliwość to cecha charakterystyczna dla naszego społeczeństwa, które ceni sobie egoizm i indywidualizm. Jakie społeczeństwo, takie dziedzictwo mitycznej „Solidarności”.

Kiedy związkowcy podpisywali porozumienia sierpniowe, byli bohaterami. Protestując dziś, są menelami, roszczeniowcami, którzy domagają się respektowania praw pracowniczych w kraju, gdzie jest to niewskazane.


Bernie Sanders już wygrał
2016-06-24 10:25:21
Mimo, że Hilary Clinton nie zdobyła jeszcze oficjalnej nominacji Partii Demokratycznej do ubiegania się o fotel Prezydenta USA, to jest to już tylko kwestią czasu. To jej rywali, Bernie Sanders, osiągnął więcej, niż wszyscy się spodziewali.

Przed kampanią wyborczą mało kto wiedział w ogóle kim jest 76-letni senator ze stanu Vermont. I choć jest najdłużej zasiadającym senatorem w amerykańskim Kongresie, znany był przede wszystkim swoim wyborcom. Poprzez swoją wyrazistą i energiczną kampanię, zyskał wielu sympatyków i zadał kłam tym wszystkim, którzy uważali, że nie ma najmniejszych szans w starciu z amerykańskim establishmentem. Otwarte deklarowanie swoich socjalistycznych poglądów to w USA wielki wyczyn. Co więcej, zdawać by się mogło, że bez wsparcia wielkiego biznesu i grup interesów, gdzie jak gdzie, ale w USA polityki zrobić się nie da, a już na pewno bez większego sukcesu.

W ojczyźnie neoliberalizmu, poglądy Berniego Sandersa miały odbić się o ścianę, narazić go na śmieszność i pogardę. Nic z tych rzeczy. Konsekwentna krytyka ustroju, nie pozbawiona racjonalnych przesłanek, zyskała wielu zwolenników, zwłaszcza wśród młodego elektoratu, co jest nadzieją na przyszłość. Z uporem maniaka mówił o błędach amerykańskiej polityki międzynarodowej, która nie tylko osłabiła pozycję USA, ale poprzez błędne działania której, tuż pod jej nosem, narodziło się Państwo Islamskie. Zaproponował on Amerykanom zupełnie inną politykę ekonomiczną, bardziej sprawiedliwą, opartą na zrównoważonym rozwoju. Rozwarstwienie społeczne w USA, choć o tym się nie mówi, jest jednym z najwyższych w świecie. I choć w USA każdy może zrobić karierę, to amerykański sen nie daje równych szans wszystkim obywatelom. W rzeczywistości dzieci urodzone w biednych rodzinach mają mniej niż 3 proc. szans na osiągnięcie sukcesu. Badania wykazują, że nierówność koreluje z niskim poziomem zaufania społecznego, a także ma wpływ na zdrowie i samopoczucie. Co więcej, USA są wśród trzech krajów na świecie, które nie gwarantują płatnego urlopu macierzyńskiego (dwa pozostałe państwa to Papua Nowa Gwinea i Suazi). Oznacza to, że wiele biednych amerykańskich matek musi wybrać między wychowaniem dzieci a utrzymaniem pracy czy nauką. System edukacji w USA jest nękany przez uprzedzenia rasowe, szkoły są finansowane na poziomie lokalnym, a nie krajowym. Departament Edukacji potwierdził, że szkoły z wysokimi odsetkiem ubogich studentów mają zwyczajowo niższy poziom finansowania. Badania z zeszłego roku wykazały, że w wielu amerykańskich stanach, zwłaszcza na głębokim Południu, długość życia jest niższa niż w Algierii, Nikaragui czy Bangladeszu. USA są jedynym krajem rozwiniętym, które nie gwarantują opieki zdrowotnej wszystkim swoim obywatelom. Batalię o poprawę tej sytuacji stoczył Barack Obama, napotykając na wielki sprzeciw. USA ma również bardzo wysoką śmiertelność niemowląt, a także najwyższy wskaźnik ciąż u nastolatek. Na te i inne patologie amerykańskiego systemu zwracał uwagę, czym zyskał ogromną sympatię tych wszystkich, których nie dotknął „amerykański sen”.

Bernie Sanders przypomniał tym samym, że Partia Demokratyczna jest partią lewicową i te wartości w swojej kampanii podkreślał. Warto bowiem przypomnieć, że prekursorem demokratów w lewicowej wizji USA, był Franklin Delano Roosvelt i jego „New Deal”, czyli państwowy interwencjonizm i wielkie publiczne inwestycje, który pomogły USA wydostać się z Wielkiego Kryzysu, przywracając milionom obywateli nadzieję, na lepsze jutro. Zgromadził wokół siebie masę ludzi, którzy uwierzyli w jego wizję bardziej sprawiedliwych USA i bardziej rozłożonych sił na świecie, bez jednego tylko policjanta, który stoi na straży ładu międzynarodowego. W grupie do 30 roku życia, Bernie Sanders miał największe poparcie i to było widać podczas jego konwencji i spotkań. Przewaga nad byłą pierwszą damą była ogromna, wynosiła ona 43 proc. To wielki kapitał polityczny, którzy może zaowocować w przyszłości. Zgromadził niemal 12 milionów głosów, przy 15,5 miliona głosów dla Hilary Clinton. Hasła i program Berniego Sandersa będą musiały być widoczne u byłej sekretarz stanu, bowiem bez tego, wyborcy senatora z Vermont mogą podczas wyborów zostać w domu. Nie jest bowiem tajemnicą, że dla wyborców Berniego Sandersa, kandydatura Hilary Clinton nie jest wymarzona, jest bowiem ona reprezentantką starego ładu, amerykańskiego establishmentu, który z taką zaciekłością atakował jej partyjny rywal.

Bernie Sanders zmienił amerykańską politykę. Jego idee będą musiały zostać wkomponowane w politykę Hilary Clinton. Warto przypomnieć, iż, gdy ta przegrała walkę o nominację Partii Demokratycznej z Barackiem Obamą, została następnie szefową amerykańskiej dyplomacji. Nawet jeśli tylko część postulatów Berniego Sandersa zostanie wcielona w życie, to będzie on wielkim wygranym amerykańskich wyborów.


Krzysztof Dunin-Wąsowicz
2016-05-09 08:35:43
W ostatnich latach furorę robi słowo „niezłomny”. Odmieniane jest przez wszystkie przypadki, przez polityków i publicystów. Nawet Prezydent RP uważa się za niezłomnego, choć nikt nie wie, co to właściwie znaczy. Ma to dziś wymiar wyłącznie prawicowy, dlatego warto dziś, w trzecią rocznicę śmierci prof. Krzysztofa Dunin-Wąsowicza, przypomnieć jego dorobek. Wierność ideałom czyni z niego niezłomnego socjalistę.

Przyszedł na świat w Warszawie w rodzinie inteligenckiej o tradycjach piłsudczykowskich. Jego ojciec był dziennikarzem oraz żołnierzem Legionów Polskich, matka - pedagogiem i publicystką.

Ukończył gimnazjum i liceum im. ks. Józefa Poniatowskiego na warszawskim Żoliborzu. Maturę uzyskał już jako uczestnik tajnego nauczania: studiował na tajnych kompletach Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w 1946 roku. W trakcie II wojny światowej walczył w szeregach Armii Krajowej jako podchorąży pułku „Baszta” kompanii K4.

W trakcie wojny był członkiem redakcji pisma „Płomienie” a także organizacji młodzieży socjalistycznej pod tą samą nazwą. Pomagał ludności żydowskiej - był współpracownikiem Rady Pomocy Żydom „Żegota”.

13 kwietnia 1944 roku został zatrzymany przez Niemców za działalność konspiracyjną. Po areszcie w Alei Szucha i na Pawiaku, przewieziono go do obozu koncentracyjnego Stutthof. Pracował w biurze raportowym, zmuszony do uczestniczenia przy selekcji osób, przybyłych w transportach z innych obozów. Z obozu uciekł podczas ewakuacji, w lutym 1945 roku.

Po wojnie działał w Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej i PPS. Uczestniczył również w spotkaniach wolnomyślicielskiego Klubu Krzywego Koła.

Za ratowanie Żydów w czasie niemieckiej okupacji w 1982 roku izraelski Instytut Yad Vashem przyznał Duninowi-Wąsowiczowi oraz jego matce Janinie tytuł „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. 25 lat później, w 2007 r., za pomoc ludności żydowskiej podczas II wojny światowej prezydent Lech Kaczyński uhonorował Dunina-Wąsowicza Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W latach 1988-90 Dunin-Wąsowicz był członkiem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Mimo pięknego życiorysu i niebagatelnego dorobku, nie zabiegał o laury i zaszczyty. Nigdy nie był na świeczniku historii, choć to ona pochłonęła go bez reszty. Dziś, w czasach zanikających autorytetów i wszechobecnego indywidualizmu, postać Krzysztofa Dunin-Wąsowicza budzi podziw. Jego życiem można by obdzielić kilka życiorysów. Wierność ideałom PPS wyróżniała jego postawę, której odzwierciedleniem była jego działalność w czasach okupacji. Etosowi PPS pozostał wierny do końca życia. Odebrał w partii niezwykle pozytywną rolę, występując w roli mediatora, który scalał odradzającą się PPS.


Wyzwolicielom, pięknie dziękuję
2016-05-07 19:55:41
Kolejna rocznica zakończenia II Wojny Światowej powinna stać się w pierwszym rzędzie podziękowaniem weteranom za ich męstwo, poświęcenie i przelaną krew. Z drugiej strony ostrzeżeniem, że pokój nie jest dany raz na zawsze. U nas z pewnością polityka zastąpi prawdę historyczną.

Usłyszymy zapewne, że II WŚ dla Polski skończyła się w 1989 roku, a Armia Czerwona, która wyzwoliła Polskę, to przeklęty wróg, który niby wyzwolił a jednak zniewolił. Zapomina się o udziale rodzimych wojsk, które wraz z ZSRR wyzwalała kraj spod nazistowskiej okupacji. Nie usłyszymy nic o 1. Armii Wojska Polskiego, która zdobywała Berlin i łopoczącej nad stolicą III Rzeszy biało-czerwoną flagą. Niektórym widocznie flaga państwowa przeszkadza i odczuwają lęk przez jej propagowaniem. To powinien być powód do dumy!

To radzieccy i polscy żołnierze wyzwolili kraj spod trwającej prawie sześć lat okupacji. Czy to się komuś podoba, czy nie. Realia kończącej się wojny były bezlitosne. Polska mogła być tylko taka, jaka powstała. Uznana przez ONZ i cały cywilizowany świat. Po wojnie mogły powstać nowe fabryki, utworzono nowe uczelnie, umożliwiono młodzieży wiejskiej, na masową skalę, dostęp do edukacji i kultury. Mówiono po polsku, śpiewano Mazurka Dąbrowskiego. Awans cywilizacyjny proletariatu to nie banał, ale fakt. Zlikwidowano analfabetyzm, który był plagą patriotycznej II RP. Ludzie chcieli pracować i żyć, cieszyć się, że to już koniec.

Na defiladzie zwycięstwa w Moskwie nie zabrakło Wojska Polskiego, które przyczyniło się do rozgromienia nazistowskich Niemiec. Był to jednocześnie ukłon ze strony ZSRR dla powstawałego z ruin państwa. Godne to i sprawiedliwe. A co zrobili nasi zachodni sojusznicy? Parada w Londynie była jednym wielkim policzkiem dla Polski. Zabrakło podczas wspomnianej defilady reprezentacji Wojska Polskiego. Tego samego, które walczyło w Bitwie o Anglię walnie przyczyniając się do sukcesu. O nich Winston Churchill natychmiast zapomniał . Polacy stali się wrzodem i jednocześnie wyrzutem sumienia. Na londyńskiej paradzie nie zabrakło np. reprezentacji wojsk z Fidżi. To prawdziwy wymiar dziejowej sprawiedliwości.

Dziękuję jednocześnie prof. Szewachowi Weissowi, który stwierdził- „To Armia Czerwona wyzwoliła moją rodzinę, bez ZSRR nie byłoby wolności”. Dziś takie słowa są synonimem odwagi a wiem, że takich jak były ambasador Izraela w Polsce, jest więcej.

Sponiewieranym przez prawicową politykę historyczną żołnierzom, dziękuję i składam głębokie uznanie.


Etos i patos
2016-04-10 09:16:01
Smoleńska katastrofa, która wstrząsnęła nami wszystkimi, stała się bardzo szybko upolityczniona i zawłaszczona przez PiS. Depozytariuszem tej fragmentarycznej pamięci, chce być partia Jarosława Kaczyńskiego. Nic nie pozostało z tamtej atmosfery jedności i pojednania.

Jarosław Kaczyński od samego początku postanowił zbudować mit, na którym będzie budował fundament swojej partii i swojego obozu politycznego. Odrzucam fantazje Antoniego Macierewicza i zbliżonych do niego „ekspertów” o zamachu. Kalkulując na chłodno, należy postawić pytanie, po co Rosji byłaby śmierć 96 osób, polskich elit? Jakie korzyści miała z tego powodu? Lech Kaczyński wówczas nie był najlepiej ocenianym przez rodaków prezydentem. Miał marne szansę na reelekcję. Dorobek jego prezydentury, zwłaszcza jeśli chodzi o politykę zagraniczną, był fatalny. Postanowił on bowiem postawić na sojusz z Gruzją, na czele której stał Micheil Saakaszwili, dziś obywatel Ukrainy, oskarżany przez gruzińską opozycję za autorytarne zapędy, w wyniku jego decyzji 500 osób trafiło do szpitala, kiedy to opozycja wyszła na ulice, protestując przeciwko aferom i korupcji. Podobnie rzecz miała się z Wiktorem Juszczenką, który nie cieszył się zbytnim poparciem swoich obywateli a na odchodne, wymierzył wszystkich Polakom srogi policzek, ogłaszając Stepana Banderę mianem "Bohaterem Ukrainy" tym samym rozgrzeszając bandy UPA. Pochówek Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, wywołał ogromny sprzeciw społeczny. Kardynał Stanisław Dziwisz, broniąc decyzji o pochówku na Wawelu, stwierdził, iż „Lech Kaczyński zginął po bohatersku”. Tragiczna śmierć w wypadku lotniczym to bohaterstwo?

To, co jest najważniejsze po tej tragedii, to wyciągnięcie wniosków. I to jest zadanie najtrudniejsze. W polskiej mentalności króluje brawura i nonszalancja. Brak kontroli i przestrzeganie zasad są odbierane jako słabość. Polak potrafi, oczywiście do czasu. Błędów proceduralnych i szkoleniowych było w tej katastrofie aż nadto. Ilość głupstw i zwyczajnych kłamstw, jakie wylane były przez prawicowych publicystów przy okazji katastrofy, była porażająca. Czasami jednak lepiej milczeć i być podejrzewanym o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości. W tej sprawie każdy ma swoją prawdę. Tu wiara zastępuje wiedzę. To było szaleństwem, kiedy PiS był w opozycji. Dziś, po dobrej zmianie, to już nie są brednie opozycyjnych polityków, to obecnie staje się doktryną państwową. Retorykę katastrofy zastępuje retoryka zamachu. I będzie ona tak długo powtarzana, aż ciemny lud to kupi. Teoria o zamachu jest jednocześnie dla PiS doskonałym paliwem rusofobicznym. Oskarżanie Rosji o zamach to zdejmowanie odpowiedzialności z własnych błędów i rażących zaniedbań. Jakież to wygodne.

W katastrofie zginęło 96 różnych osób, chcąc oddać hołd zamordowanym polskim oficerom w Katyniu. Tylko Wasza śmierć jest prawdziwa, reszta to już polityka.


Mój Jan Paweł II
2016-04-02 07:42:43
Mija 11 lat od śmierci polskiego Papieża. Jan Paweł II został ogłoszony świętym. Nie lubię patosu, ale odnoszę wrażenie, iż ów zachwyt nad Karolem Wojtyłą wziął się przede wszystkim z racji funkcji jaką pełnił, Polak na tronie Watykanu to przecież wielki prestiż. Czy jednak coś więcej pozostawił po sobie niż tylko pełne uroku, słodkie obrazki z kolejnych pielgrzymek do Ojczyzny?

Nowy papież Franciszek uchodzi za skromnego, jest w tym uroczy, dużo bardziej niż polski Episkopat, który „ nie jest organizacją charytatywną”. Przepych i blichtr biskupów razi w oczy bardziej niż jaskra. Mocno kibicuję nowemu papieżowi, może zmieni oblicze biskupów, tych biskupów. Ale nie tylko przepych kuje w oczy, również, a może przede wszystkim, język. Apele biskupów są zawsze porażające, pełne nienawiści, ostrzeżeń, zagrożeń i moralnych nakazów. Co słowo to obelga! Dlaczego listy biskupów, ich odezwy do wiernych, nie mogą być pełne miłości, mądre, piękne, szlachetne, będąc niczym wyciągnięta dłoń do słabszych a nie laga na pozostałych?

Nowy papież postawił na skromność, nie tylko chyba w wyniku światowego kryzysu. Obrane imię nie jest chyba przypadkowe. Papież pochodzi wszak z Argentyny, kraju, gdzie bieda i rozwarstwienie społeczne są częścią składową tamtejszego krajobrazu. Jan Paweł II również bardzo często kładł nacisk na biedę i wykluczenie, które przecież nie zniknęło, a które się powiększa. Nauka społeczna papieża Polaka może niektórych szokować, ale to jest właśnie jego spuścizna, którą chce pamiętać, a której upowszechnienie nie jest dziś łatwe. Łatwiej bowiem popaść w rytuały niż zastanowić się nad przesłaniem , które nam zostawił. Jest z pewnością również inspiracją.

„Zwolennicy kapitalizmu (...) zapominają o rzeczach dobrych, zrealizowanych przez komunizm: walce z bezrobociem, trosce o ubogich...”- mówił Jan Paweł II. Odnoszę podobne wrażenie. Krytyka kapitalizmu nie była jednorazowa- „ U źródeł licznych poważnych problemów społecznych i ludzkich, jakie trawią obecnie Europę i świat, znajdują się także zdegenerowane przejawy kapitalizmu. Naturalnie dzisiejszy kapitalizm nie jest kapitalizmem z czasów Leona XIII [tj. końca XIX w.]. On się zmienił, a w dużej części jest to zasługą myśli socjalistycznej. Kapitalizm jest dzisiaj inny, wprowadził społeczne amortyzatory, dzięki działalności związków zawodowych wprowadził politykę socjalną, jest kontrolowany przez państwo i przez związki. W niektórych państwach na świecie pozostał jednak w stanie dzikim, niemal taki, jak w ubiegłym stuleciu”. „Są »ziarna prawdy« nawet w programie socjalistycznym”, „ziarna te nie powinny zostać zniszczone, nie powinny się zagubić...”. Zapewne zmartwiłem tym cytatem zwolenników niekontrolowanego kapitalizmu, czym akurat wcale się nie przejmuję. Rola związków zawodowych- tak szargana obecnie- również została przez papieża doceniona. Niech to będzie memento dla wszystkich, którzy widzą w nich tylko i wyłącznie balast dla swoich antypracowniczych rozwiązań.

O roli pracy w życiu społecznym, Jan Paweł II nauczał bardzo często- „ „Z sytuacją bezrobocia jest związane takie podejście do pracy, w którym człowiek staje się narzędziem produkcji, zatracając w konsekwencji swą osobową godność. W praktyce zjawisko to przybiera formę wyzysku. Często przejawia się on w takich sposobach zatrudniania, które nie tylko nie gwarantują pracownikowi żadnych praw, ale zniewalają go poczuciem tymczasowości i lękiem przed utratą pracy do tego stopnia, że jest pozbawiony wszelkiej wolności w podejmowaniu decyzji. Wielokrotnie ów wyzysk przejawia się w takim ustalaniu czasu pracy, iż pozbawia się pracownika prawa do odpoczynku i troski o duchowe życie rodziny. Często też wiąże się z niesprawiedliwym wynagrodzeniem, zaniedbaniami w dziedzinie ubezpieczeń i opieki zdrowotnej. Wielokrotnie w przypadku kobiet jest zaprzeczeniem prawa do szacunku dla osobowej godności”. Kłaniają się umowy śmieciowe. Wyzysk to jednak nie wyimaginowane słowo, ale realny problem, na który uczulał Karol Wojtyła.

Polscy przedsiębiorcy, którzy łamią prawo nie wypłacając na czas wynagrodzeń, powinni z kolei zapamiętać słowa papieża Polaka skierowane właśnie do nich- „ Nie dajcie się zwieść wizji natychmiastowego zysku kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku!”. Gdyby to w końcu dotarto...

Papież nie był oczywiście przeciwnikiem wolnego rynku. Był jednak na jego kontrolą, co wielokrotnie podkreślał. Wolny rynek nie może być pozostawiony sobie, gdyż nie widzialna ręka rynku, nie tyle, że narobi głupstw, to co gorsze, wyrządzi ogromną społeczną krzywdę, spychając ludzi do katakumb. Neoliberalny kapitalizm, jaki ma miejsce obecnie w Polsce, był również ostro krytykowany przez Jana Pawła II- „ W wielu krajach kontynentu amerykańskiego coraz bardziej dominuje system znany jako „neoliberalizm”. System ten, czerpiąc z wąsko pojętego ekonomizmu, ogłasza zysk i prawa rynkowe jako absolutne kryterium, ze szkodą dla poszanowania osoby ludzkiej i całych narodów”. Wzywał bogate państwa do „rozwiązania problemu zadłużenia zagranicznego” i „korekty istniejącego porządku”, które „zapobiegną powtórzeniu się tego typu sytuacji przy okazji przyszłych pożyczek”.

Naszym rządzącym dedukuję papieskie motto- „Sprawiedliwa płaca staje się w każdym wypadku konkretnym sprawdzianem sprawiedliwości całego ustroju”. Amen.

Nie oczekuję od Kościoła, aby zmienił zdanie w sprawie homoseksualizmu, choć język by mógł, przyznaję, in vitro, rozwodów itd. Kompletnie mnie to nie interesuje. Każdy ma swój rozum i wolna wolę. Kwestią podstawową jest troska o słabszych. Jan Paweł II był rzecznikiem tych ludzi, o czym chyba się dziś zapomina, wynosząc na piedestał ową nieszczęsną kremówkę. Ceniłem i cenię do dziś Jana Pawła II za mądry patriotyzm, nie żadną megalomanię. Jego miłość do Ojczyzny objawiała się umiłowaniem przyrody, krajobrazu, kultury. Bardzo mi tym imponował. Przekazał mi również bardzo cenną wskazówkę. Otóż oswoił mnie ze śmiercią, ze starością, z niedołęstwem. To więcej warte niż wszystkie papieskie encykliki. Wielkość człowieka to przecież nie dokumenty a świadectwo. To nie do przecenienia. Takiego go chcę zapamiętać, mimo wielu różnic.


Kapłan sytych
2016-03-28 11:05:50
Ks. Jacek Stryczek nie przestaje szokować. W świątecznej atmosferze stwierdził, iż Chrystus nie kazał się dzielić. I dodaje, że jego zdaniem, to mit. Twierdzi, że ludzie, którym nie podoba się zbytnie rozwarstwienie płac to nie katolicy a katomarksiści. Nijak ma się to do rzeczywistości.

Przykładów świadczących o tym, iż Chrystus pokochał biednych i wykluczonych jest aż nadto dużo. Ks. Jacek Stryczek widocznie nie odrobił lekcji swoim seminarium. Mamy przykład młodzieńca, który chciał podążać za Jezusem, jednak, co zastrzegł Chrystus, najpierw musi oddać swój majątek. A zalecenie by jeśli ktoś ma dwa płaszcze jeden oddał biednym nie jest nakazem dzielenia się posiadanym mieniem? Weźmy przykład cudownego rozmnożenia chleba i ryb. Czy wówczas Jezus zjadł to sam, czy podzielił się ze wszystkimi? Święty Piotr z kolei uważał, iż źródłem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Papież Franciszek podkreśla, że chcę Kościoła dla ubogich. W Ewangelii wg. Św. Mateusza mamy czytelny zapis- „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”.

Zastanawiam się, jak ks. Jacek odnosi się do Społecznej Nauki Kościoła, które idzie w kontrze do tego, co głosi kapłan. Wszak głosi on m.in. iż ktoś, kto nie może znaleźć pracy, musi się przekwalifikować, że nie ma nic niemoralnego w tym, że prezesi banków zarabiają gigantyczne pieniądze. Św. Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens, pisał: Rzeczą najważniejszą wydaje się to, ażeby człowiek pracujący poza swym ojczystym krajem, czy to jako stały emigrant, czy też w charakterze pracownika sezonowego, nie był w zakresie uprawnień związanych z pracą upośledzany w stosunku do innych ludzi pracy w danym społeczeństwie. Emigracja za pracą nie może w żaden sposób stawać się okazją do wyzysku finansowego lub społecznego. O stosunku do pracownika – imigranta muszą decydować te same kryteria, co w stosunku do każdego innego pracownika w tym społeczeństwie. Wartość pracy musi być mierzona tą samą miarą, a nie względem na odmienną narodowość, religię czy rasę. Tym bardziej nie może być wyzyskiwana sytuacja przymusowa, w której znajduje się emigrant. Wszystkie te okoliczności muszą stanowczo ustąpić – oczywiście przy uwzględnieniu szczegółowych kwalifikacji – wobec podstawowej wartości pracy, która związana jest z godnością ludzkiej osoby. Trzeba przypomnieć tu raz jeszcze podstawową zasadę: hierarchia wartości, głęboki sens samej pracy domaga się, by kapitał służył pracy, a nie praca kapitałowi.”

Jan Paweł II był pod tym względem pionierem. Doskonale bowiem zdawał sobie sprawę z wyzysku: Zwolennicy kapitalizmu (…) zapominają o rzeczach dobrych, zrealizowanych przez komunizm: walce z bezrobociem, trosce o ubogich…”- mówił Jan Paweł II. Odnoszę podobne wrażenie. Krytyka kapitalizmu nie była jednorazowa- „ U źródeł licznych poważnych problemów społecznych i ludzkich, jakie trawią obecnie Europę i świat, znajdują się także zdegenerowane przejawy kapitalizmu. Naturalnie dzisiejszy kapitalizm nie jest kapitalizmem z czasów Leona XIII [tj. końca XIX w.]. On się zmienił, a w dużej części jest to zasługą myśli socjalistycznej. Kapitalizm jest dzisiaj inny, wprowadził społeczne amortyzatory, dzięki działalności związków zawodowych wprowadził politykę socjalną, jest kontrolowany przez państwo i przez związki. W niektórych państwach na świecie pozostał jednak w stanie dzikim, niemal taki, jak w ubiegłym stuleciu”. „Są »ziarna prawdy« nawet w programie socjalistycznym”, „ziarna te nie powinny zostać zniszczone, nie powinny się zagubić…”

O roli pracy w życiu społecznym, Jan Paweł II nauczał bardzo często- „ „Z sytuacją bezrobocia jest związane takie podejście do pracy, w którym człowiek staje się narzędziem produkcji, zatracając w konsekwencji swą osobową godność. W praktyce zjawisko to przybiera formę wyzysku. Często przejawia się on w takich sposobach zatrudniania, które nie tylko nie gwarantują pracownikowi żadnych praw, ale zniewalają go poczuciem tymczasowości i lękiem przed utratą pracy do tego stopnia, że jest pozbawiony wszelkiej wolności w podejmowaniu decyzji. Wielokrotnie ów wyzysk przejawia się w takim ustalaniu czasu pracy, iż pozbawia się pracownika prawa do odpoczynku i troski o duchowe życie rodziny. Często też wiąże się z niesprawiedliwym wynagrodzeniem, zaniedbaniami w dziedzinie ubezpieczeń i opieki zdrowotnej. Wielokrotnie w przypadku kobiet jest zaprzeczeniem prawa do szacunku dla osobowej godności”. Kłaniają się umowy śmieciowe. Wyzysk to jednak nie wyimaginowane słowo, ale realny problem, na który uczulał Karol Wojtyła.

Polscy przedsiębiorcy, którzy łamią prawo nie wypłacając na czas wynagrodzeń, powinni z kolei zapamiętać słowa papieża Polaka skierowane właśnie do nich- „ Nie dajcie się zwieść wizji natychmiastowego zysku kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku!”.

Ks. Jacek Stryczek zamienił naukę społeczną Kościoła na nauki Leszka Balcerowicza. Ku własnej zgubie i wbrew nauczaniu Chrystusa.



Faszyści w polskiej szkole
2016-03-17 18:40:06
W Płocku, w jednej z najstarszych szkół w Polsce, zawitali działacze ONR. Przyszli na zaproszenie tamtejszej dyrekcji, aby promować patriotyzm. Wszystko z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych. Czy wobec tego, kolej na getta ławkowe?

Prawica powoli, lecz konsekwentnie buduje swoją rzeczywistość i narzuca własną narrację. Fakt, iż działacz ONR był prelegentem i nauczył młodzież, musi budzić konsternację. Wątpię, aby nauczyciele, którzy opowiadają za tę skandaliczne zaproszenie, nie znali historii i nie widzieli, jak haniebnie w polskiej historii zapisał się ONR. Warto wobec tego przywołać kilka faktów.

To z inicjatywy młodych narodowców powstała idea getta ławkowego. Była to forma segregacji narodowościowej, polegającej na wydzieleniu części sali wykładowej i przeznaczeniu jej dla studentów pochodzenia żydowskiego, którzy w ten sposób nie mieli prawa swobodnego wyboru miejsc podczas zajęć. Naocznym świadkiem tych dramatycznych wydarzeń była Irena Sendlerowa, która studiowała wówczas na Uniwersytecie Warszawskim: „Moje studia przypadły na lata trzydzieste. Były to czasy walki o obniżenie czesnego, aby młodzież z rodzin robotniczych i chłopskich też mogła studiować, oraz potwornych burd antysemickich. Władze akademickie tolerowały ten stan. Konsekwencją tego było wprowadzenie tak zwanego getta ławkowego. W indeksach na ostatniej stronie znajdowała się pieczęć: prawa strona aryjska, dla Polaków, lewa strona dla Żydów. Chodziło o rozdzielenie nas na wykładach. Ja zawsze siedziałam razem z Żydami, okazując w ten sposób swoją z nimi solidarność. Po każdym wykładzie młodzież zrzeszona w organizacji skrajnie prawicowego ONR biła i Żydów, i nas – Polaków, tych, co siedzieli po lewej stronie. Przewodniczącym tej organizacji na uniwersytecie był student prawa Jan Mosdorf. Pewnego razu tak zbito moją koleżankę Żydówkę, że rzuciłam się z pięściami na jednego z oprawców i plunęłam mu pod nogi, mówiąc: «Ty bandyto!». Kiedy indziej ci sami oprawcy ciągnęli Żydówki za włosy z drugiego piętra na parter. Wówczas dostałam jakiegoś szoku z niemocy i w swoim indeksie skreśliłam zapis «prawa strona aryjska”.

Antysemityzm był wpisany w działalność ONR, czego oczywiście nie ukrywali, choć dziś, jak było widać w Płocku, jeszcze głośno nie mówią. Jednym z opracowań programowych poświęconych stanowisku ONR wobec Żydów była powstała w 1938 roku deklaracja pt. Likwidujemy Żydów7, podpisana przez członków kierownictwa obozu. Tytuł nie dotyczył, oczywiście, likwidacji fizycznej, lecz radykalnego usunięcia tej mniejszości z życia społeczno-gospodarczego i z terenu Polski w ogóle. Dokument przewidywał między innymi pozbawienie obywatelstwa polskiego tych Żydów, którzy otrzymali je po 1918 roku w sposób sprzeczny (według ONR) z prawem i zakazanie procederu zmieniania przez nich nazwisk na polsko brzmiące. W dokumencie propagowano wprowadzenie bojkotu towarzyskiego Żydów, ograniczenie możliwości pracy w wolnych zawodach (prawnicy, lekarze) do wysokości ich odsetka zamieszkującego w Polsce, usunięcie wykładowców żydowskich ze szkół średnich i wyższych, gdzie większość studentów była chrześcijanami, oraz doprowadzenie do rygorystycznego przestrzegania ustawy zakazującej uboju rytualnego. Autorzy postulowali usunięcie przedstawicieli tej mniejszości z urzędów państwowych, instytucji samorządowych i armii, zamiast służby wojskowej przewidywali wprowadzenie dla nich służby zastępczej i specjalnego podatku.

Wątpliwości co do faszystowskich fascynacji ONR-u nie mieli ci, którzy byli częścią przedwojennego ruchu narodowego. Jędrzej Giertych, bliski współpracownik Dmowskiego, po wojnie pisał krótko: „ONR to byli polscy faszyści”. Również Bolesław Piasecki, jeden z przywódców ONR, pisał w 1950 roku: „Wydawnictwa ideologiczne Falangi, między innymi i mój «Duch czasów nowych a Ruch młodych», pełne były wpływów faszyzmu i totalizmu”, dodając: „Szowinizm sugerował nam obraz Polski potężnej w postaci totalnego państwa, wzorowanego na faszyzmie”8. To spuścizna i tradycja, której wierny pozostaje obecny Obóz. 16 marca 2013 roku w Bratysławie członkowie ONR wzięli udział w marszu, który odbył się w rocznicę powstania Pierwszej Republiki Słowackiej w 1939 roku. Gloryfikowali postać faszystowskiego przywódcy, ks. Jozefa Tiso. Przypomnijmy, że Słowacja była państwem, które w kampanii wrześniowej brało czynny udział w pacyfikacji Polski. Nie po raz pierwszy widać, jak osobliwy jest „patriotyzm” przedstawicieli ONR. Przemysław Holocher, były już lider ONR, stwierdził niedawno w jednym z wywiadów, iż „Antysemityzm ONR jest taki sam jak przed wojną”9. Warto może w tym miejscu zacytować rozkaz organizacyjny Wydziału Wykonawczego ONR-ABC: „W wykonaniu numerus nullus poleca się wszystkim członkom ONR, gdyby kto spotkał Żyda na uczelni, pobić go i wyrzucić z terenu uczelni. Jeśliby okazała się przeważająca siła Żydów lub woźnych, którzy by stawali w obronie Żydów, należy zaalarmować innych kolegów do pomocy. Rozkaz niniejszy bezwzględnie musi być wykonany. Numerus nullus musi być zrealizowane tak, jak rok temu zostało zrealizowane getto”.

Tak rozpala się iskrę, która przerodzić może się w piekło. Nie przechodziłbym obok tego wydarzenia obojętnie, mimo, iż było marginalne. Swastyka była już swego czasu „symbolem szczęścia”. Czy dziś, getto ławkowe będzie uznane za część polskiej polityki historycznej?


W obronie honoru żołnierzy Wojska Polskiego
2016-03-11 09:43:00
Sławomir Cenckiewicz, historyk IPN i od niedawna dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego, obraził żołnierzy Wojska Polskiego. Zdeptał ich pamięć, ich służbę i wielką daninę krwi. Stwierdził bowiem, iż „żołnierze 1. i 2. Armii Wojska Polskiego „nie są Wojskiem Polskim” , a ich szlak bojowy „nie jest częścią historii oręża polskiego”.

Obok takich słów nie można przejść obojętnie. Od 1989 roku państwo konsekwentnie wypiera z pamięci historię Wojska Polskiego walczącego na froncie wschodnim podczas II wojny światowej. Umniejsza się ich rolę, skazując nie tylko na zapomnienie, ale, co gorsza, zarzuca im się zdradę. Nie wolno dzielić polskiej krwi na lepszą i gorszą. Bowiem to policzek dla polskiego państwa i nas samych.

Kim byli żołnierze, którzy walczyli u boku ZSRR? To wcześniejsi zesłańcy na Sybir, , do Kazachstanu i w inne rejony ZSRR. Przy okazji tworzenia polskiej armii w ZSRR otrzymali oni niebywałą wręcz okazję do wyrwania się z niewoli. Kierowała nimi nie tylko niepewność jutra, ale również gorący patriotyzm, który szedł w parze z oddaniem i poświęceniem, co udowodnili na całym szlaku bojowym. I tak faktem, który może dziś wydać się zaskakujący, jest chociażby fakt obecności w 1. Dywizji Piechoty kapelanów wojskowych. Odprawiane były msze święte, modlitwy, jednym słowem, nijak to się ma do kreowanej przez dzisiejszą propagandę rzeczywistości. Był odgrywany polski hymn, flaga była biało-czerwona, obchodzono święta religijne. Żołnierską przysięgę składano z dodaniem „Tak mi dopomóż Bóg”. W pamięci żołnierzy zapisał się ksiądz Wilhelm Kubsz, w stopniu majora, bardzo oddany polskiej sprawie, bliski żołnierzom towarzysz ich niedoli. Był Kapelanem Wojska Polskiego w ZSRR.

W Polsce Ludowej jedna bitwa stoczona przez Wojsko Polskie była czczona szczególnie. To bitwa pod Lenino. Miał być to symbol polsko-radzieckiego braterstwa broni. Był to chrzest bojowy polskich żołnierzy w ZSRR. Symboliczną datą był dzień 1 września 1943 roku, kiedy to Pierwsza Dywizja Piechoty wyruszyła na front. Cztery lata wcześniej rozpoczęła się bowiem wojna, której następstwem był obecność polskich żołnierzy w tym miejscu. Do symboliki przywiązywano olbrzymią rolę. W doktrynie wojennej ZSRR straty wojenne nie były najważniejsze, życie żołnierza było dość cynicznie wykorzystywane. I o ile to potężne imperium miało olbrzymie zapasy siły ludzkiej, o tyle każda kropla polskiej krwi kosztowała wiele. Ta historyczna, zwycięska bitwa kosztowała życie 510 kościuszkowców, 652 zaginęło bez wieści a 116 dostało się do niewoli. To bagatela 23,7 proc. stanu osobowego! Ta danina krwi nie może pozostać zapomniana! Polacy wykazali się męstwem i wielką walecznością. W bitwie pod Lenino Polacy zadali Niemcom duże straty – ok. 1500 żołnierzy niemieckich zginęło, a 326 dostało się do niewoli. To trzy razy więcej, niż straty własne! Warto przy tym zauważyć, iż pierwszy i ostatni raz w tej wojnie władze ZSRR uhonorowały troje Polaków tytułami Bohaterów Związku Radzieckiego. Wśród odznaczonych była kobieta. Z kolei podczas Powstania warszawskiego, olbrzymim męstwem wykazał się Edwin Rozłubirski ps. Gustaw, partyzant lewicowej Armii Ludowej, generał Wojska Polskiego. Za walki w Powstaniu otrzymał on od gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Szlak bojowy żołnierzy gen. Zygmunta Berlinga, który tworzył zręby Wojska Polskiego w ZSRR, od Lenino do Berlina był olbrzymi. Podczas walk na Wale Pomorskim poniesiono największe straty w jednej operacji. Wówczas życie straciło ponad 3 tysięcy żołnierzy. Przełomowym momentem była jednak obecność żołnierzy Wojska Polskiego w bitwie o Berlin. Zdobycie stolicy III Rzeszy dla polskiego żołnierza to symbol nadzwyczajny. Oto bowiem nadarzała się okazja, aby po sześciu niemal latach od napaści Niemiec na Polskę, dokonać dziejowej sprawiedliwości. Ciekawostką może być to, że plany ZSRR nie przewidywały udziału Polaków w szturmie na stolicę Niemiec. Dopiero po interwencji Marszałka Michała Żymierskiego u Marszałka Żukowa, oraz po osobistej decyzji Stalina, zezwolono na udział polskich jednostek. Straty również były duże. Podczas operacji berlińskiej, trwającej od 16 kwietnia do 2 maja 1945 roku, straty bojowe wyniosły 4871 poległych, rannych i zaginionych żołnierzy WP. Polska flaga zawisła nad Berlinem, co dziś nie jest w ogóle eksponowane. Czy może być większa duma, niż biało-czerwona flaga powiewająca nad gruzami III Rzeszy zawieszona przez kapitana Henryka Jabłońskiego?

Żyją jeszcze weterani tamtych walk i tamtego wojska. Zapomniani o których mało kto dziś pamięta. Haniebne słowa historyka IPN potwierdzają, że trwa u nas zajadła batalia o politykę historyczną. Szkoda, że odbija się ona rykoszetem na tych, którzy swoje męstwo i oddanie udowodnili na froncie, w przeciwieństwie do młodego historyka.