Miller-bezpiecznik Busha
2012-04-04 21:22:53
Zaczęło się na kłamstwie. Kłamstwie, które trwa po dzień dzisiejszy. Wszyscy pamiętamy złotouste zapewnienia premiera Leszka Millera, który zapewniał nas wszystkich o fakcie posiadania przez Iracki reżim broni masowego rażenia. Jak mawiał klasyk- Kłamstwo powtarzana tysiąc razy staje się prawdą.

Tym, którzy mają krótka pamięć przypomnę słowa nagrodzonego przez BCC lewicowego premiera- „ Reżim iracki i jego broń masowego rażenia stanowią wyraźne zagrożenie dla bezpieczeństwa światowego. (…) Wysłaliśmy tym samym wyraźne, zdecydowane i jednogłośne przesłanie, że uwolnimy świat od groźby, jaką stanowi broń masowego rażenia będąca w posiadaniu Saddama Husajna. (…) Kombinacja broni masowego rażenia i terroryzmu stanowi zagrożenie o nieobliczalnych konsekwencjach”[1- Cyt. Za: Gazeta Wyborcza, 30 stycznia 2003]. No cóż...tej broni nigdy nie było, ale czy ktoś ma wątpliwości, że Leszek Miller by jej nie znalazł? Uwalnianie Iraku trwa do dziś a stabilizacji jak nie było, tak nie ma.

Leszek Miller powołuje się w swojej obronie na ONZ. Służę jednak panu premierowi pomocą, gdyż chyba ma krótka pamięć. Atak na Irak był pogwałceniem prawa międzynarodowego. Złamano wówczas artykuły Karty Narodów Zjednoczonych- w tym Art. 2 mówiący, iż wszyscy członkowie ONZ zobowiązują się do rozstrzygania kwestii spornych na drodze pokojowej oraz do respektowania integralności terytorialnej i politycznej niezawisłości wszystkich krajów, zgodnie z prawem Narodów Zjednoczonych, oraz Kartę Trybunałów Norymberskich. Przypomnę również, iż ówczesny Sekretarz Generalny ONZ Kofi Annan nazwał atak na Irak „nielegalnym”.


Rozumiem Pana radnego Krzysztofa Gawkowskiego. Jemu szefowi pali się grunt pod nogami. Lewicowy premier popierał wszak skrajnie neoliberalną i prawicową ekipę Georga Busha, w dodatku poparł ich imperialna politykę, z której podobno mieliśmy mieć jakieś korzyści. Sprawa tajnych więzień CIA w Polsce to prawdziwy skandal, a jej wyjaśnienie leży a naszym interesie. Przypomnę Panu radnemu, że w swojej niedawnej biografii były amerykański prezydent przyznał, że po prostu kłamał w sprawie broni masowego rażenia.

Sprawa jest bardzo poważna z kilku powodów. Po pierwsze chodzi o łamanie prawa, jakiego dopuściła się Polska, która w swojej Konstytucji, kodeksie karnym oraz kilku podpisanych przez Polskę konwencji stanowczo zabrania stosowania jakichkolwiek tortur. Po drugie chodzi – co niemniej ważne – o sprawę suwerenności państwa polskiego. Jak to w ogóle możliwe, że na polskim terytorium pewne mocarstwo przywozi i torturuje tu ludzi?

Przypomnijmy – sprawa wybuchła w ujawnionym w listopadzie przez Danę Priest artykule w „Washington Post”, który dowodził, że na terenie Europy (w tym w Polsce) znajdowały się tajne więzienia CIA. Dowodem niepodważalnym w tej sprawie były tajne loty samolotów CIA zarejestrowane przez Eurocontrol, który stwierdzał, że w latach 2002-2005 odbyło się co najmniej dziesięć takich lotów, m.in. na lotnisku w Szymanach, których wiarygodność podważał tak ówczesny jak i późniejsze rządy.

Pod wpływem miażdżących faktów, były sekretarz stanu ds. międzynarodowych w kancelarii premiera Leszka Millera Tadeusz Iwiński przyznał, że w Kiejkutach był ośrodek dla więźniów CIA. Według niego ludzi tych przetrzymywano w Polsce w ramach współpracy naszych z służb z CIA. „Sprawa dotyczy lądowania na lotnisku wojskowym w Szymanach odrzutowców wynajmowanych przez CIA” – powiedział IAR Iwiński.

Z pewnością istniały ośrodki, głównie w Kiejkutach, w których przez jakiś czas, mogli być trzymani pasażerowie samolotów używanych przez CIA, przylatujących z Afganistanu czy z Maroka czy z innych miejsc” – dodał.

Swego czasu Jarosław Kaczyński stwierdził, iż Polska jest kondominium niemiecko-rosyjskim. Jak więc nazwać fakt, że na terenie naszego państwa powstają bazy obcego mocarstwa, który na dodatek dopuszcza się tortur?

Skoro tak złamano Konstytucję- Zarówno stosowanie tortur, jak i przetrzymywanie osób bez postawienia zarzutów jest sprzeczne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej (art. 40 i art. 41) oraz złamaniem Kodeksu Karnego (art. 123 i art. 189) i międzynarodowych paktów prawnych wiążących Polskę, takich jak Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, oraz Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych.

Leszek Miller nie musi się martwić i szukać wrogów wokół siebie. Cała polityczna klasa, która w tej sprawie już dawno straciła klasę jest po jego stronie. Pomocą służy nawet Adam Michnik, który tak chętnie potępia reżim Łukaszenki za łamanie praw człowieka. Były premier więc ma mocne plecy. Nadzieją jest jeszcze Ruch Palikota, który w tej sprawie, mam nadzieję nie odpuści. Polskie media również w imię jakiegoś szaleństwa bronią łamania praw człowieka. Ja jestem w mniejszości. Obrona tego stanu rzeczy to źle pojęta racja stanu. Nie popieram zarówno terrorystów jak też łamania prawa. Albo prawa człowieka albo barbarzyństwo!

Dlaczego ta książka?
2012-03-27 13:26:30
Nie znałem wcześniej profesora Krzysztofa Dunin-Wąsowicza, choć oczywiście o nim słyszałem. Był dla mnie kimś odległym, a jednocześnie bliskim ideowo. Pomysł książki pojawił się w styczniu zeszłego roku i od razu znalazł akceptację profesora.
Prace nad książką trwały wiele miesięcy, wielogodzinne rozmowy ukazywały mego rozmówcę, jako postać wielowymiarową o ogromnym doświadczeniu i dorobku.





Każda rozmowa z profesorem była olbrzymim wyzwaniem. Dorobek jego życia jest tak imponujący, że każdy rozdział zasługiwałby na osobną książkę. Dla mojego pokolenia, które szczęśliwie nie żywo a tych straszliwych latach okupacji i terroru, to tylko historia. Ja miałem to szczęście, że tej historii mogłem niejako dotknąć. Było kilka tematów, które interesowały mnie szczególnie.

Po pierwsze to kwestia pomocy Żydom w czasie okupacji. To prawdziwy temat rzeka, ciągle jeszcze badany przez historyków. A zarazem bardzo kontrowersyjny. Profesor Dunin-Wąsowicz to naoczny świadek tamtych wydarzeń, który zdał prawdziwy egzamin dojrzałości w tych nieludzkich czasach. Nigdy nie zapomnę, jak opowiadał mi o pomocy w stosunku do Żydów. Nie zastanawiał się ani chwili czy w ogóle pomagać, to dla niego było oczywiste. Zapewne według hitlerowskiego prawa byłby skazany na wielokrotna karę śmierci. Klimat, w którym wyrastał, z pewnością sprzyjał we wcześniejszym promowaniu idei tolerancji i walce z antysemityzmem. Żoliborz był wówczas dzielnicą wolną od antysemityzmu. Ta postępowa i inteligencka dzielnica promowała humanistyczne idee, wpisane w sztandary Polskiej Partii Socjalistycznej, która na Żoliborzu odcisnęła bogate piętno. Również atmosfera w jego rodzinnym domu sprzyjała bliskim relacjom międzyludzkim. Profesor mocno podkreślał fakt, iż sprawa pomocy Żydom w większości to była zasługa socjalistów, o których dziś się zapomina i niesprawiedliwie bardzo pomija...

Drugim ciekawym etapem, który szczególnie mnie interesował to pobyt profesora w obozie koncentracyjnym KL Stutthof. Co może zainteresować czytelników to fakt, iż zasłanie do obozu profesor potraktował jako... wygraną na loterii! Dlaczego? Otóż wcześniej w wyniku wsypy wraz z całą rodziną znalazł się na Pawiaku, z którego ciężko było wydostać się o własnych siłach. Wszystko było lepsze od mordowni na Pawiaku...

Wraz z bratem Markiem trafiają do obozu, który był najdłużej istniejącym obozem koncentracyjnym na terytorium Rzeczpospolitej. Funkcjonował już od 1 września 1939 roku aż do maja 1945 roku. Profesor przebywał w obozie od maja 1944 roku do stycznia 1945 roku. Doświadczenia, które tam nabył z pewnością odcisnęły swoje piętno. Był wszak naocznym świadkiem nie jednego ludzkiego dramatu i okrucieństwa, podkreślał, że bolało to, iż nie mógł nic zrobić. Jednak nawet w tych trudnych warunkach potrafił dzielić się jakże skromnymi racjami żywnościowymi z kolegami Żydami. Profesor podkreślał, że bardzo podziwiał więźniów radzieckich. Ich dumę, honor i odwagę.
W książce znajduje się ciekawy przypadek dwóch radzieckich więźniów, którzy zdecydowali się na ucieczkę z obozowego piekła, którym jednak się nie udało. Podczas wykonywania kary śmierci krzyczeli z dumą - „Towarzysze! Nie bójcie się! Przyjdzie Armia Czerwona i nas oswobodzi!”. Ta scena wywarła na moim rozmówcy ogromne wrażenie, ale zapewne na całej reszcie również.

Profesor wraz z bratem zdecydowali się na ucieczkę w styczniu, w momencie ewakuacji obozu. Zbliżała się już wielkimi krokami Armia Czerwona. Całe szczęście, iż udało się im zbiec do krewnych w Gdyni. Gdyby nie to, zapewne obaj zginęliby prędzej czy później.

Profesor Krzysztof Dunin-Wąsowicz to nie tylko Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, więzień KL Stutthof, znakomity historyk, żołnierz AK pułku „Baszta”. To również - a może i przede wszystkim - socjalista. I to jest trzecia, najbardziej moim zdaniem ciekawa sytuacja z jego życia. Jego rodzinny dom nie był domem PPS-owskim. Ojciec profesora, mjr Władysław Dunin-Wąsowicz, był piłsudczykiem, wcześniej związanym z ruchem ludowym. Podobnie mama profesora, pani Janina - notabene również Sprawiedliwa – to wielka przyjaciółka Aleksandry Piłsudskiej. Oboje rodzice niejako więc sympatyzowali i byli związani z ówczesnym obozem władzy, Sanacją.
Z kolei profesor od najmłodszych lat związał się z ruchem socjalistycznym. Jeszcze przed wojną należał do organizacji „Spartakus”, skupiającej socjalistyczną młodzież gimnazjalną. Po wojnie działalność organizacyjna się zwiększyła i przypadła na najbardziej aktywny etap w jego życiu. Czasy przecież nie były łatwe. Zniszczony kraj, masowa dezorientacja i początek walki komunistów o władzę. Istniała jeszcze wówczas niezależna PPS, która robiła wszystko, co się tylko dało, aby ratować pluralizm i demokrację w tych niełatwych warunkach. Profesor poznał w tym okresie wiele wybitnych postaci – premierów: Edwarda Osóbkę-Morawskiego i Józefa Cyrankiewicza, znanego działacza PPS Juliana Hochfelda i wielu innych.
Ważny etap w życiu Polskiej Partii Socjalistycznej to niewątpliwie grudzień 1948 roku, kiedy to zakończyła ona żywot w swojej pierwotnej formie. Profesor wspomina, że wcześniej o fakcie rozwiązania PPS i powstania jednej partii poinformował ich osobiście premier Józef Cyrankiewicz. Grobowa cisza wśród działaczy była chyba najlepszym komentarzem do tego faktu. Rozwiązanie PPS przerwało odradzającą się do życia partię, która była nadzieją dla wielu milionów Polaków. Sam profesor nie zdecydował się na zasilenie szeregów PZPR. Spotkał się przez to z wielu nieprzyjemnościami; tym bardziej jego postawa zasługuje na uznanie.
Profesor był członkiem tylko jednej partii - Polskiej Partii Socjalistycznej!

Mam nadzieję, że ta książka, wywiad-rzeka z profesorem Krzysztofem Dunin-Wąsowiczem znajdzie uznanie zwłaszcza wśród mojego, młodszego pokolenia. Jego droga życiowa bowiem może okazać się drogowskazem i przykładem, z którego można czerpać garściami.

Przemysław Prekiel

---
Krzysztof Dunin-Wąsowicz – Historyk, socjalista, pamiętnikarz. Rozmawia Przemysław Prekiel. Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa”. Warszawa 2012.

Wszystkie ręce na pokład
2012-03-13 10:25:39
No i stało się. Wściekłość sięgnęła zenitu. Salon szaleje z przygnębienia. Wcześniej Wyborcza teraz Rzepa ostrzegają społeczeństwo przed populistami. Są nimi oczywiście socjaliści. Wszak opodatkowanie banków to zamach stanu a wysokie podatki haracz.

"Lewicowa" i prawicowa prasa zwarła szeregi. W polskich mainstreamowych mediach panuje jakaś niepisana koalicja w zwalczaniu prospołecznych rozwiązań. Wczorajsza Wyborcza na pierwszej stronie grzmiała- " Słowacy wybrali populistę". Redaktorzy z Czerskiej nie mogli pojąc jak można wycofać się z liberalnych reform!

W podobne tony uderza dzisiejsza ". Rzeczpospolita". Również na pierwszej stronie znamienny tytuł " Populizm nad Europą". Dziennikarze tego dziennika dziwią się, że "Nawet w Niemczech socjaldemokracja kwestionuje podniesienie wieku emerytalnego". To faktycznie przerażające! Lewica nie chcę pozwolić na antyspołeczne reformy! Może liberałowie przyzwyczaili się już, że nawet lewica wywiesiła białą flagę w walce z kapitalizmem?

Naczelny Rzepy Tomasz Wróblewski znany jest ze swojej neoliberalnej retoryki. Nie zaskoczył i dziś. W swoim komentarzu napisał- " Zaciskanie pasa, racjonalizacja wydatków, wycinanie socjalnego tłuszczu, a także programów feministycznych, gejowskich i ekologicznych z rządowych budżetów Francji, Czech, Hiszpanii, Niemiec jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeformatowało europejską lewicę. Z postępowej w zaściankową. Z ponadnarodowej w nacjonalistyczną i antyunijną.
Ostatnie wybory na Słowacji to tylko przygrywka do ideologicznego trzęsienia ziemi. Zmiana warty po rezygnacji prawicowego premiera w Rumunii, rosnąca popularność kandydata socjalistów we Francji, socnarodowe nastroje przed wyborami lokalnymi w Niemczech. Nowa lewica nie ma zwykłych programów lewicowych. Wyższe podatki, monitorowanie zarobków bankierów, parytety, dodatki za bycie kobietą, dopłaty do wakacji dla bezrobotnych – wolne żarty!
".

No tak, wyższe podatki, opodatkowanie sprawców kryzysu, czyli spowodowanie, aby wzięli na siebie odpowiedzialność jest populizmem! Bolszewizm XXI wieku!

Pamiętacie, jaki kraj stał się pierwszą ofiarą kryzysu? To maleńka Islandia, która wychodzi już na prostą. Bez zaciskania pasa, bez euro, bez którego podobno my byśmy sobie nie poradzili. Tamtejsze polityczne elity działają w myśl zasady- najpierw obywatel, potem banki! Teraz tam spada bezrobocie, a ubiegłoroczny wzrost gospodarczy wyniósł 2,6%, czyli jeden z najwyższych na zachodzie. Co bardzo ciekawe powstał tam nawet specjalny urząd, który szuka przyczyn i winnych kryzysu. Do chwili obecnej postawiono zarzuty ponad 200 osobom! Obecnie trwajapracę nad prawidziwe ludowa Konstytucją. Islandzki przypadek to wielki problem dla Unii. Neguje to wszystko, co na naszych oczach próbuje zrobić się z Gracją. Zaciskanie pasa,masowe zwolnienia, niższe standardy to podobno konieczność, aby wyjść z kryzysu. Islandia może być przykładem. "Niezależnymi ekspertami" i "wybitnymi" publicystami nie ma się co przejmować. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Wiatropylne
2012-03-08 19:48:30
To, że kobiety maja przejebane w tym gnoju zwanym Polską nie trzeba nikogo przekonywać. Pomijam tu nawiedzonych męskich patriotów, dla których wyznacznikiem miłości do kobiety jest spłodzenie potomka. Nie będę Was drogie Panie ani pocieszał ani poklepywał po ramieniu, mówiąc, że będzie lepiej. Systemowy ucisk daje po dupie każdemu. Wiem, że macie bardziej przejebane, bo spotykacie się oprócz niższych płac także z dyskryminacją czysto seksistowską. To naprawdę przykre. Musi chyba wymrzeć system wartości zafundowany nam przez wieki pod nazwą „chrześcijański model rodziny”, aby coś istotnego się zmieniło w tym skansenie. Swoją droga ten bóg nie źle to sobie wykombinował. Wymyślił siebie facetem, wybrał 12-tu apostołów i basta! Dobrze, że chociaż tej rzekomej dziwce Marii Magdalenie przebaczył...

Ale do rzeczy. Myślałem, że chociaż dziś żaden facet nie palnie jakiegoś głupstwa. A jednak. Boli to tym bardziej, że to związkowiec, który powołany jest do tego, aby bronić praw pracowniczych. Wszystkich! Niestety. Szef NSZZ opolskiej policji Ignacy Krasicki( nie mylić z księciem polskich poetów) uważa, że dostęp do policji dla kobiet powinien zostać ograniczony. Powód: są wiatropylne, a po urodzeniu dziecka mniej efektowne. Lepszego obrońcy praw pracowniczych nie życzę nikomu...

Tak więc drogie panie, po tym mega uświadomieniu skąd się biorą dzieci i jak robicie na złość państwowej policji nie pozostaje mi nic innego jak tylko życzyć dużej ilości wiatru halnego! Na przekór związkowym pogodynkom!

Janusz Palikot. Upadek mitu.
2012-02-28 19:15:51
Wielu było takich, którzy z nadzieją spoglądali w nowego „mesjasza” lewicy Janusza Palikota. Jego wyborczy sukces zaskoczył wszystkich. Od początku jednak ten były poseł PO wydawał się nie wiarygodny. Każdy jednak może zmienić poglądy na postępowe i ma do tego prawo. Jednak trudno nie oprzeć się wrażeniu, że poseł z Biłgoraja od początku założenia swojej partii, miał niepisany pakt o nieagresji z premierem Tuskiem. Bardzo wysublimowany i skrzętnie przykrywany. Jednak pomału ta mgła opada.

Byli działacze Ruchu Palikota zasilają właśnie szeregi SLD. To w sumie bardzo dziwne, wszak Janusz Palikot ma większy klub a jego partia cieszy się większym poparciem społecznym niż SLD. Dlaczego więc zdecydowali się na tę rejteradę? Otóż twierdzą oni, iż Ruch Palikota to formacja, która powstała powstała z inicjatywy Donalda Tuska, aby przykryć jego nieudolność i która miała być pomocną dłonią w trudnych czasach. „ Dziś wiemy, że partia Ruch Palikota nie powstała w Sali Kongresowej, dzisiaj wiemy, że została ona zainicjowana w gabinecie premiera Donalda Tuska" – oświadczył był działacz Ruchu Mariusz Grzegorczyk.

Jeśli przeanalizować na chłodno praktykę działania Ruchu Palikota to jest coś na rzeczy. Na początek sprawa sejmowego krzyża, który miał zdejmować były wydawca Ozonu. Jak zwykle narobił szumu i na happeningu się skończyło. Smród pozostał. Uwaga skupiła się nie na realnym załatwieniu tej konkretnej sprawy i sensownej debacie na temat laickiego charakteru państwa. Udało się tym samym oddalić zainteresowanie mediów nieudolnością rządu. Podobnie było ze sprawą marihuany. Lider Ruchu miał w gmachu Sejmu zapalić zioło, skończyło się na zapaleniu kadzidełka. Nic tak nie oddala od realnych problemów niż pajacowanie.



Jednak gdy przyszło polityczne sprawdzam dla ideowości Ruchu Palikota to widać jak na dłoni, jak Januszowi Palikotowi blisko do premiera. Janusz Palikot zdecydowanie poparł rządowy pomysł wydłużenia wieku emerytalnego. Jego partia jako jedyna obok rządzącej PO popiera tej projekt. Nie dawno w radiu TOK FM stwierdził- „ Ludzie w Polsce nie są idiotami. Wiedzą, że jak się rodzi mniej dzieci, dłużej żyje, to trzeba dłużej pracować”. Jest to chyba dość osobliwa kwintesencja lewicowości...

Można stwierdzić, że byli działacze Ruchu Palikota popadli w niełaskę i szukają pocieszenia w ramionach Leszka Millera. Abstrahując już od tego czy jest tak rzeczywiście czy nie przypomnę, iż przed wyborami parlamentarnymi Janusz Palikot poddał się badaniom wariograficznym. Po badaniach okazało się, że bardzo pragnął koalicji z PO. Dziś już o tym się nie mówi. Sprawa przygasła a sam Janusz Palikot po raz kolejny zmienia zdanie i zapewnia, że nie będzie koalicji z PO. Jednak jego wiarygodność jest już dawno mocno nadszarpnięta.

Liberałowie wszelkiej maści powtarzają, że referendum to swoisty szantaż. To bardzo ciekawe, ponieważ to właśnie liberałom powinno zależeć na poszerzaniu wolności obywatelskich. A referendum byłoby do tego świetną okazją. Innym propagandowym chwytem jest fakt, iż przecież na zachodzie wiek emerytalny jest również podnoszony, więc u nas też powinien. Jednak nikt nie dodaje, że tam warunki życia są nieporównywalnie wyższe, publiczna służba zdrowia jest faktem, a pomoc państwa realną pomocą. W Polsce z kolei lepszym rozwiązaniem byłaby chociażby likwidacja tzw. umów śmieciowych, które nie przynoszą do budżetu państwa żadnych pieniędzy a młodym ludziom zwłaszcza, którzy doświadczyli tego typu zatrudnienia nie przynosi nic oprócz marnych wynagrodzeń. To wszak polska młodzież wiedzie prym w EU jeśli chodzi o bezrobocie...

Można wiele zarzucać SLD. Ale należy uczciwie przyznać, że w sprawie reformy emerytalnej zachował się jako odpowiedzialna lewicowa opozycja. Pomysł referendum to najlepsze polityczne sprawdzam dla rządzących.


Co mnie wkurwia?
2012-01-27 21:44:22
Przede wszystkim pycha i arogancja polityków. I zapewne jestem w tym przeświadczeniu w większości. Kolejną gorycz przelał poseł do PE Marek Migalski, który w sposób nader szczery przyznał, że jest dość prostacki. ale to dobrze, potwierdził tylko jak należy oceniać polityków i kim oni tak naprawdę są- bezmyślnymi darmozjadami do głosowania.

Poseł Migalski na swoim blogu napisał: " Dzisiaj rano dowiedziałem się, że głosowałem za ACTA. Serio. I nie mam zamiaru się tego wypierać. Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko. Czy inni posłowie i europosłowie wiedzą więcej? Nie.

Ja z kolei dowiedziałem się wczoraj, że nie spuściłem wody w klozecie. Serio. I nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć. Czy wiedziałem, że trzeba? Nie. Czy zawsze spuszczam wodę? Rzadko. Czy inni domownicy robią to często? Nie. Różnica tylko polega na tym, że ja zaoszczędzę na wodzie a ten kolo będzie miał kilka tysięcy euro.

Urynoterapia
2012-01-14 15:42:57
Amerykanie olali talibów. I to dosłownie, nie wiadomo czy po pijaku, dla jaj czy chcąc podkreślić amerykańskie standardy. Jedno jest pewne. Olany talib to dobry talib.

Wydawać by się mogło, że po wielu wpadkach „koalicji antyterrorystycznej” kolejne nie ujrzą prędko światła dziennego. Zwłaszcza po torturach w Abu Ghraib i mijającej dekadzie więzienia w Guantanamo. Jednak dzielni Marines postanowili zrobić chyba swoisty prezent noworoczny wszystkim tym, którzy znudzili się już widokiem zabitego Araba.

Czy pamięta ktoś jeszcze, z jakich powodów Amerykanie podbili Afganistan? Otóż wmawiano nam, iż aby obalić Talibów(których wcześniej finansowali) i złapać, rzekomo ukrywającego się tam Osamę Bin Ladena. Dziś gołym okiem widać rzeczywiste przyczyny tego podboju. Jak to zwykle bywa a amerykańskim wydaniu, jeden reżim się kończy, amerykański się zaczyna. Marionetkowy rząd z równie oddanym USA prezydentem Hamidem Karzajem- notabene wybranemu w wyniku sfałszowanych wyborów- jest tylko kwiatkiem do kożucha.

Bardziej humanitarni od chłopców z Marines byli swego czasu nasi chłopcy malowani. W wyniku ostrzału wioski Nangar Khel dokonanej przez polski patrol zginęło 6 osób cywilnych a trzy zostały ciężko ranne. Wśród pokrzywdzonych były kobiety i dzieci. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie. Uniewinnił wszystkich żołnierzy i oficerów, którzy brali udział w incydencie w Nangar Khel. W uzasadnieniu sędzia wskazał na brak dostatecznych dowodów, dzięki którym, możliwe by było wskazanie na celowość ostrzału wioski przez polskich żołnierzy. A swoją droga, to jak nasi chłopcy mogli wiedzieć, że to nie terroryści? Przecież oni wszyscy wyglądają tak samo. Po co było ryzykować, skoro Bóg i tak pozna swoich?

W książce Mario Vargas Llosy pt. „Marzenie Celta” główny bohater tej powieści, Roger Casement monitoruje- początkowo z wielkim entuzjazmem- jako brytyjski konsul- „europejską cywilizację” w belgijskiej kolonii w Kongu. Jednak z czasem, na własne oczy widzi, prawdziwą twarz kolonizatorów, którzy, mordują całe wsie, gwałcą kobiety i małe dziewczynki, traktując ludność lokalną jak zwierzęta. I tu zachodzi pewna analogia. Kiedyś Murzyn, a dziś Arab staje się w odbiorze społecznym kimś gorszym, upośledzonym, nie dorastającym do pięt. Kongo po brutalnej polityce Króla Leopolda XII nie podniosło się z zapaści. Podobnie Afganistan, w którym obecnie, mimo wprowadzania „demokracji” w życie stoi w miejscu, a o stabilizacji mowy być nie może.

A może jednak kontrowersyjna metoda leczenia,j jaką zaprezentowali Amerykanie wyjdą Afgańczykom na dobre? Kto wie, może już wkrótce okaże się, że urynoterapia będzie symbolem końca amerykańskiego gnoju w tym kraju.


Koniec amerykańskiej okupacji
2011-12-19 20:47:08
Wojna sprawiedliwa dobiegła końca. I jak to zawsze bywa w takich sytuacjach liczba ofiar się nie liczy, wszak jak mawiał klasyk- Śmierć jednego człowieka jest tragedią, miliona, to już tylko statystyka”. Milkną dziś wszyscy ci, którzy z taką lubością lobbowali na rzecz wysłania polskich wojsk do Iraku. Gdzie są ci wszyscy ludzie, którzy próbowali wmówić nam wszystkim, że musimy, że tak trzeba, że świat bez Saddama będzie bezpieczniejszy? Mylił by się jednak ten, kto uważa, że wstydzą się teraz swoich wygadywanych głupstw. Tacy ludzie poglądów nie zmieniają. Podżegaczy wojennych ci u nas dostatek.

Po ośmiu latach amerykańskiej okupacji Irak miał być bezpieczniejszy. Nie jest, i widać to gołym okiem. Choć tak zapowiadał George Bush i jego akolici. Wszyscy pamiętamy frazesy o tym, że po Saddamie Irak będzie krajem demokratycznym, o tym jak zachód chce wprowadzić swoje „demokratyczne standardy”. Jak owa demokracja wyglądała niech świadczy fakt, iż pierwszy iracki rząd został ...mianowany! Podobnie było jeszcze nie tak dawno w Afganistanie, gdzie wybory wygrał Hamid Karzaj, jednak przy dużym prawdopodobieństwie fałszerstw wyborczych.

Koronnym argumentem podżegaczy wojennych był fakt- a raczej blef- świadczący rzekomo o tym, iż iracki reżim posiada broń masowego rażenia. Kiedy upadł tak szybko jak powstał, propagandziści zaczęli powtarzać inny, nie mniej zabawny. Podobno Irak miał być bez Saddama krajem bezpieczniejszy, tymczasem pogrążony on został w straszliwym chaosie, który trwa do dziś. Amerykanie, nie potrafiąc sobie poradzić nie tylko z kosztami ale i strategią okupacji postanowili po prostu podwinąć ogony i wrócić do domu, niszcząc dotkliwie przy okazji kraj i jego mieszkańców.

Wiele tzw. „autorytetów”i „mędrców” wmawiało nam, że ta wojna jest sprawiedliwa, że tak trzeba, że stoimy po właściwej stronie. Zapamiętajmy wszystkie te nazwiska- Adam Michnik, Marek Edelman, Leszek Miller, Aleksander Kwaśniewski, Władysław Bartoszewski, Jerzy Szmajdziński, Lech Kaczyński. To oni nie słuchając woli narodu, zdecydowali się wysłać polskie wojska na wojnę, którą ówczesny Sekretarz Generalny Narodów Zjednoczonych Kofi Annan nazwał po prostu „nielegalną”. Miały być wielomiliardowe kontrakty dla polskich firm, co z prawdą miało tyle wspólnego co pokojowe deklaracje Georga Busha.

Okupacja dobiegła końca, jednak slogan „wojny z terroryzmem” wydaje się być sprytnie wykorzystywany po dziś dzień. W imię owej „wojny z terroryzmem” można przecież dziś gdziekolwiek na świecie wypowiedzieć komukolwiek wojnę. Skutecznie ograniczano swobody obywatelskie, Amerykanie-wraz z sojusznikami- zasłynęli również torturami, którzy nie powstydziliby się średniowieczni Krzyżacy. Na lepszym przykładem jest obóz w Guantanamo, gdzie po dziś dzień- mimo obietnic jego zamknięcia przez Bracka Obamę- przetrzymuje się ludzi, bez żadnych wyroków czy zarzutów, którzy nie mają prawa do obrony.

Kiedyś Bogdan Smoleń mówił o Amerykanach- „ Najpierw napadną, potem przeproszą”. Dziś zabrakło nawet i tego, choć, czy to by cokolwiek zmieniło?









100 lat Czarnych Koszul !
2011-11-27 12:40:46
Pierwszy raz z Polonia Warszawa zetknąłem się podczas serialu telewizyjnego dla młodzieży na podstawie powieści Adama Bahdaja "Do przerwy 0:1". Wówczas to oglądałem młodych chłopców grających na warszawskich podwórkach. Bohaterami byli Paragon, Perełka i Mandżaro, których idolem była gwiazda Polonii Warszawa Wacław Stefanek. Cytat podkreślający przywiązanie do Polonii z powieści- "Dla młodocianych miłośników piłki nożnej z Woli, Muranowa, Żoliborza, Starego Miasta wszystkie drogi prowadzą na ulicę Konwiktorską, gdzie znajduje się stadion "Polonii". Każdy chłopiec, który choć raz znalazł się w niedzielę na stadionie i zasmakował w oglądaniu prawdziwego meczu, do końca życia zostanie kibicem tego najpopularniejszego klubu Warszawy (...)



Później przyszedł tytułu mistrza Polski w 200 roku. Kapitanem wówczas był mój krajan Grzegorz Wędzyński, co musiało jeszcze bardziej zbliżyć mnie w stronę Czarnych Koszul. To był chyba najlepszy okres gry jaki widziałem stołecznej drużyny.

Nie będę się rozpisywał nad bogata historią klubu. Jednak 100-lecie, które przypadło w tym roku było dobra okazją do swoistego kibicowskiego outu. Najlepszym przekazem niech będzie inny z kolei fragment książki, Tadeusza Morawskiego i Zbigniewa Krakowiaka " Piłkarze z Konwiktorskiej"- "„Siłą Polonii była ścisła więź z Warszawą i jej mieszkańcami. Była bezdomna, jak wielu z nich. Po latach klęski i tragedii potrzebowała sukcesu, podobnie jak jej mieszkańcy. Z piłkarzami się więc utożsamiano. Ich sukcesy były sukcesami warszawiaków. Dlatego Polonia miała tak olbrzymią popularność, a na jej mecze przychodziły tłumy wiernych kibiców".

To,co najważniejsze jednak w tym sezonie to jak zwykle derby, który wygrała oczywiście Polonia :-)









Tusku, jak możesz?
2011-11-19 17:06:21
Po expose premiera Donalda Tuska pewni możemy być tylko jednego. Otóż runął mit zielonej wyspy, kreowanej przez ekipę obecnego premiera. Obecnie ta zielona wyspa zmienia się w trójkąt bermudzki.

Pomysł wydłużenia wieku emerytalnego budzić będzie zapewne największe kontrowersje i opór społeczny. Obecnie kobieta przechodząca na emeryturę kończy 60 lat, mężczyzna 65. Nowy pomysł rządu to zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, który wynosić będzie 67 lat. Jest to co prawda co rozłożone w czasie, ale jednak. Ze wszystkich reform, które zapowiedział premier Donald Tusk, ten wydaje się być najbardziej uderzający w ludzi. Powodów jest kilka.

Po pierwsze, czyżby polski premier nie wiedział, że Polacy to pracoholicy? Z danych przedstawionych w tym roku przez OECD wynika, że Polacy pracują najdłużej w Europie, zajmując pod tym względem drugie miejsce na świecie, w pracowitości wyprzedzają nas jedynie Koreańczycy z południa. Polacy pracują 40,7 godzin tygodniowo. To aż o 10 godzin dłużej niż Holender i o 5 godzin więcej niż Niemiec. Dlaczego tak się dzieje? Okazuje się, że problem jest banalnie prosty. Otóż to pracodawcy zmuszają Polaków do tak wielkich wysiłków, wiedzą jednocześnie, że groźba utraty pracy jest skutecznym wabikiem do większych wyrzeczeń. To są dane międzynarodowej organizacji, a nie publicystyczne wynurzenia. Inspektorzy z PIP stwierdzają, że firmy wolą dostać mandat za łamanie przepisów niż zapewnić świadczenia swoim pracownikom. Co więcej, połowa z 1400 skontrolowanych w zeszłym roku firm nie ewidencjonuje prawidłowo czasu pracy. W jednej trzeciej przypadków pracownicy nie mogli liczyć na dni wolne, które teoretycznie gwarantuje im prawo - informuje Państwowa Inspekcja Pracy. To dane z tego roku! Czy więc okres dochodzenia na emeryturę nie będzie drogą przez mękę?

Czy nie lepiej w takim razie byłoby nałożyć większy nacisk na pracodawców, którzy świadomie i cynicznie łamią prawo? Gdyby zachowywali się uczciwie to ich pracownicy, byliby bardziej wydajni i skuteczniejsi jednocześnie. Po drugie, w expose premiera, jak na lekarstwo, było o nowych miejscach pracy. Tak więc, czy nie lepiej zająć się tworzeniem nowych miejsc pracy a dopiero później poważnie zastanowić się, czy nie powinniśmy pracować dłużej? Jeśli kodeks pracy wciąż będzie liberalizowany i tak elastyczny, to trudno sobie wyobrazić, aby człowiek posiadał pracę przez taki długi okres czasu...

Czego mi zabrakło w expose premiera? Przede wszystkim realnego rozłożenie skutków kryzysu po równo. Zabrakło podatku bankowego nałożonego na banki, które ponoszą lwią odpowiedzialność za obecny kryzys. Nie tak dawno premier wykluczył taką możliwość, tłumacząc, iż „U nas nie były one bowiem źródłem kryzysu”. Idąc tym tokiem rozumowania postawmy sobie pytanie, co u nas było źródłem kryzysu? Kryzys nie rozpoczął się wszak w Polsce, jest częścią szerzej globalnej machiny, klęską kapitalistycznej gospodarki w neoliberalnym wydaniu.

Chyba, że expose premiera Donalda Tuska było bardziej dedykowane w stronę agencji ratingowych, aby uspokoić ich apetyt. Jeśli tak, to Donald Tusk po raz kolejny okazuje się być silnym wobec słabych i słabym wobec silnych...

PZPN wywinął orła
2011-11-10 21:31:55
Wydawałoby się, że są rzeczy, które są nie na sprzedaż. Być może jestem naiwny, ale naprawdę tak myślałem. Podkreślam myślałem, ponieważ to jak argumentuje strona PZPN pozbawienia polskich piłkarzy i kibiców orzełka na piersi przekroczyło wszelkie granice. Okazało się, iż nowa koszulka bez godła państwowego ma być lepiej sprzedawana, a PZPN „musi się z czegoś wyżywić”.

Po raz pierwszy zażenowanie z powodu handlowania symbolami narodowymi czułem wówczas, kiedy kadra Leo Beenhakkera walczyła na boiskach Austrii i Szwajcarii w historycznych dla nas Mistrzostwach Europy. Euforia, która temu towarzyszyła nie mogła dziwić. Zagraliśmy w finałach Mistrzostwa Europy po raz pierwszy w historii, nie dokonał tego trener stulecia Kazimierz Górski oraz inny wybitny polski trener, z którą polska kadra wywalczyła trzecie miejsce na świecie Antoni Piechniczek. Jednak coś było nie tak, kiedy to flagę narodowa można było kupić bądź to wraz z piwem bądź poprzez prasę. Wszystko dla zysku, pieniędzy i reklamy. Zamiast hasła „wywieś flagę, wspieraj naszych” przychodziło mi na myśl „ wywieś flagę, kupuj nasze piwo!”. Znając jednak przywiązanie moich rodaków do alkoholu, zdziwiłem się, że flagi nie owijano we flaszkę wódki. To byłoby dopiero połączenie narodowych tradycji! Wszak Polacy często pijają Chopina...Stwierdzenie „ patriotyzm nabity w butelkę” nabiera na znaczeniu jeszcze bardziej dziś, gdyż okazuje się, że nowe koszulki naszej reprezentacji stworzone zostały z ...butelek! Jeden komplet stroju, czyli koszulka i spodenki, powstał z 13 plastikowych butelek, które poddano recyklingowi. Na koszulkę zużyto osiem, a na spodenki pięć butelek. Patriotycznie i ekologicznie, tym razem na plus.

Jako młody chłopak jak chyba każdy grałem w piłkę. Kibicowałem i kibicuje do dziś naszej reprezentacji, bez względy na wyniki, gdyż uważam, że prawdziwego kibica- jak prawdziwego przyjaciela- poznaje się w biedzie. Kiedy kupiłem koszulkę polskiej reprezentacji i grając w niej czysto amatorsko nie wyobrażałem sobie wówczas, że może go tam zabraknąć. Dziś okazuje się, że wszystko jest na sprzedaż, być może w nie długim czasie, działacze PZPN skonstatują, iż zamiast orzełka może lepiej od razu zafundować symbol jakiejś zagranicznej marki albo międzynarodowego koncernu? Złośliwi powiedzą, że teraz dopiero nasi piłkarze nie będą mogli ośmieszyć i zhańbić orła na piersi. Szkoda tylko, że nie dana im będzie nawet ta szansa, aby odwrócić ten trend.


Do czego jeszcze będzie można posunąć się w sporcie dla zysku? Chyba nie ma już takiej rzeczy, której nie dałoby się sprzedać. Czy twardogłowi działacze PZPN zaskoczą nas czymś jeszcze? A gdyby tak zamiast naszego narodowego hymnu śpiewanego przed każdym spotkaniem puszczać nowe hity Dody, Ewy Farny bądź Tomka Niecika? Umowa byłaby prosta. My (PZZN) puszczamy nagranie artysty, a ten podzieli się z nami zyskiem. Kasa misiu kasa cytując klasyka...


Przeglądając jednak listę płac i wysokość wynagrodzenia działaczy PZPN można dostać palpitacji serca. Zdzisław Kręcina, sekretarz Związku co rusz argumentował, iż związek nie jest finansowany przez państwo i z czegoś żyć musi. Abstrahując już od idiotycznej argumentacji p. Kręciny, postanowiłem sprawdzić jakimi to głodowymi pensjami obracają czołowi działacze PZPN.

Prezes Związku Grzegorz Lato otrzymuje wynagrodzenie największe. Jego pensja to 50 tys. zł! Wspomniany już wcześniej Zdzisław Kręcina otrzymuje co miesiąc 38,5 tys. zł. Przy tak wysokich zarobkach słowa „związek musi się z czegoś wyżywić” brzmią jakoś dwuznacznie. Musi się, że kryzys, że trzeba obcinać wynagrodzenia, wydłużać wiek emerytalny. Szkoda, że nie zaczyna się od góry, która smaku biedy nawet nie liznęła...

Po wycięciu orła z naszej reprezentacyjnej koszulki nasze orły pozbawione zostaną skrzydeł, a polscy kibice zatracą wigor. I tak napięte stosunki na linii PZPN- kibice podgrzeją tylko atmosferę. Już raz związek zafundował kibicom niefortunne koszulki, tym razem jednak pozbawił nas czegoś znacznie ważniejszego. Jest to tym bardziej żałosne, gdy słyszy się, że chodziło tylko o kasę...


Wpis ostatni
2011-08-29 21:34:09
"Tragiczny wrzesień zrodził się wcześniej"

Czasy II RP są dziś przedstawiane jak sielanka połączona z olbrzymimi pokładami patriotyzmu. Abstrahując już od niewyobrażalnej wręcz nędzy, to ów patriotyzm - szczery zapewne wśród społeczeństwa - miał się nijak do ówczesnej polityki prowadzonej przez sanacyjny reżim. Jej krótkowzroczność, naiwność a przede wszystkim ślepa wiara w sojusz z III Rzeszą spowodował największych bodaj hekatombę w najnowszej historii Polski. Potwierdziła to nazistowska okupacja i codzienny, nieustający terror.

Najtragiczniejszą bodaj postacią II RP był jeden z najbliższych współpracowników Marszałka Józefa Piłsudskiego - Józef Beck. Ten ślepo zapatrzony w Komendanta płk Wojska Polskiego przeszedł do historii polskiej dyplomacji jako człowiek przegrany. I co ważne - przegrany na wszystkich odcinkach.

Myśląc Beck przywołuje się w pamięci jego słynne sejmowe przemówienia z maja 1939 roku: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na okres pokoju zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.

Szkoda jednak, że tego honoru zabrakło kiedy to kierował polską dyplomacją. Szereg błędów bowiem jakie popełnił jest niewybaczalny.

To Józef Beck, jak gdyby nigdy nic, zgodził się na niemieckie pogwałcenia Traktatu Wersalskiego. U progu swojego kanclerskiej kadencji Adolf Hitler od razu postanowił przywrócić obowiązkową służbę wojskową, Nie potrzebował, co prawda, zgody mocarstw zachodnich, bowiem doskonale zdawał sobie sprawę, jakie tam panują obecnie warunki. Klimat był jasny - Zachód nie chciał wojny i oprócz ciętego języka nie mógł i nie chciał nic zrobić rozpędzającej się potędze III Rzeszy. Jednak jeszcze w 1934 Hitler musiał się z państwami zachodnimi liczyć, z Polską również. Dlatego o tym fakcie postanowił poinformować czterech ambasadorów - brytyjskiego, francuskiego, włoskiego i polskiego. Jednak polski ambasador lakonicznie wstrzymał się od uwag. Czyżby nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, jakie wynikało z nowej sytuacji? A może po prostu został dokładnie poinstruowany przez swojego zwierzchnika? Nie zmienia to faktu, że ten kardynalny błąd dał Berlinowi sygnał na dalsze łamanie postanowień martwego już traktatu. Punktem kulminacyjnym tej fazy dyplomatycznej gry było jednak zaakceptowanie oficjalnie powołanie do życia Wehrmachtu. Józef Beck uczynił to podczas swojej wizyty w Berlinie w dniach 3-4 lipca 1934 roku. Ten sam Wehrmacht zmiażdżył wkrótce polską kawalerię. Co za ironia losu...



Tak licznych spotkań między Warszawą a Berlinem nie było nigdy przedtem ani później. Historia europejskiej dyplomacji nie zna bowiem tak nasyconego bogatego programu wzajemnych uprzejmości. Najbardziej płodne okazały się lata 1938-1939, kiedy to szef polskiego MSZ wielokrotnie spotykał się ze swoim niemieckim odpowiednikiem oraz z Hitlerem, który widział Polskę przy swoim boku w marszu na ZSRR.

Ale to nie koniec wymiany uprzejmości. Nastąpiła jeszcze cała ich masa. Polska poszła na rękę Hitlerowi kiedy to, Beck w Genewie oświadczył, że Polska nie będzie z Ligą Narodów rozwiązywała problemów mniejszości narodowych. Führer zrewanżował się gościnnie przyjmując polską mniejszość w Niemczech, dodając, że „ deklaracja wpłynie na poprawę i umocnienie przyjaznych stosunków między obu narodami”. Podobny do Hitlera gest wykonał prezydent Mościcki, który przyjął delegację mniejszości niemieckiej.

Kiedy w marcu 1936 roku Niemcy zajmują zdemilitaryzowaną Nadrenię - co było ewidentnym pogwałceniem postanowień Traktatu Wersalskiego - na polskim MSZ nie robi to większego wrażenie. Nie pojawia się nawet nota protestacyjna. Co więcej, w przemówieniach sejmowych Józef Beck zapewnia opinię publiczną o „ przyjaznych stosunkach z Rzeszą”.

Całkowitym dziś szokiem może wydawać się sprawa anschlusu Austrii 12 marca 1938 roku. Kto by pomyślał, że ten gwałt na sąsiedzie pierwsza zaakceptuje Polska?! A jednak. Co więcej sanacyjny rząd – zgodnie z życzeniami Niemiec - od razu zlikwidował całkowicie swą obecność dyplomatyczną w Austrii. Na rewanż nie trzeba było długo czekać. Niemcy zaakceptowały natychmiast ultimatum Polski wobec Litwy, które ta przyjęła 19 marca 1938 roku. Przyjaźń kwitła w najlepsze, ku naszej zgubie.

Jednak sprawą, która od lat napawa nas wstydem, było wspólne z III Rzeszą rozebranie Czechosłowacji. Sprawa Zaolzia, która od powstania II RP była sprawą dyskusyjną z południowym sąsiadem, Polska postanowiła załatwić na spółkę z dyktatorem, ku jego radości. W opinii światowej bez żadnych już obaw można było przedstawiać Polaków, jako tych, którzy stać będą wiernie przy Hitlerze. Winston Churchill powiedział „ Żołnierz polski wyjął Bohumin z plecaka żołnierza niemieckiego”. Co prawda sprawa Zaolzia nie miała żadnego wpływu na los Czechosłowacji, ale propagandowo dla Polski było to posunięcie fatalne. Co ciekawe, dopiero w 2009 roku na Westerplatte prezydent Lech Kaczyński przeprosił oficjalnie za ten błąd. Aby jednak dokładnie zobrazować to, jak tę sprawę widzieli sami Niemcy, przytoczmy słowa ambasadora Rzeszy - von Moltke: „Swoimi czynami Polska stara się nawet pomagać Niemcom w realizacji naszych planów wobec Czechosłowacji. Podjęcie przez nas kroków nie przeszkodziła aktywności wojskowej ze strony Związku Sowieckiego”.

Coraz bardziej dało się więc zauważyć, że Polska zorientowana jest na bliższy sojusz wojskowy, wymierzony oczywiście w ZSRR. Nijak się to ma do testamentu Piłsudskiego, który w polityce zagranicznej zalecał „równowagę sił”, rozkładania elementów nacisku po równo. Józef Beck jednak postawił na Niemcy, o żadnej równowadze mowy być nie mogło. Szokujące jest to, że kilkadziesiąt lat po wojnie znany historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz uważał, że Marszałek Edward Śmigły-Rydz winien ramię w ramię maszerować z Hitlerem na Moskwę!

Polski patriotyzm tak nadmuchiwany w czasach sanacyjnego reżimu w chwili próby okazał się nic nie wartą wydmuszką. Zarówno polski rząd jak i naczelny wódz w chwili największego zagrożenia we wrześniu 1939 roku po prostu uciekli z kraju zostawiając na pastwę losu obywateli, którzy nie bacząc na zdradę spełnili swój obowiązek należycie.

Niestety dziś wybiela się zarówno sanacyjny system jak i jego elity, które w chwili gwałtu na ojczyźnie zrejterowali. Widocznie dla niektórych polityków i publicystów honor ma pejoratywne znaczenie...

Skąd się bierze bezrobocie?
2011-08-27 17:37:11
Wydawać by się mogło, że odpowiedź na to jest bardzo prosta. Tym bardziej z przerażeniem oglądałem kilka dni temu konferencję prasową Bartosza Arłukowicza wraz z innymi politykami, którzy sami nazwali się wrażliwym i społecznym skrzydłem PO. Zważywszy jaką szeroką paletę poglądów- sprzecznych ze sobą- oferuje nam rządząca partia, to ilość tych skrzydeł na pokładzie premiera Tuska przeraża. I są one nie do pogodzenia, ale przed wyborami trzeba przecież znaleźć odpowiedź na bolączki mas...

Na wspomnianej już konferencji, oprócz żenująco niskiego poziomu merytorycznego panowie- plus jedna pani- opowiadali o tym, jak to nam zrobią dobrze. Największy wkurw był- zresztą jak zwykle gdy widzę tego pana- kiedy to głos zabrał prof. Dariusz Rosati. Zdiagnozował on przyczyny polskiego bezrobocia- „ Największa przyczyną bezrobocia jest brak wykształcenia”. Zaraza zaraz pomyślałem, co on pierdoli? Toć to podobno profesor! Wykładowca ekonomii. Skąd więc u niego takie luki?

Aby zauważyć, że się mylił nie trzeba dużo szukać. Dane są dostępne wszędzie i publikowane niemal codziennie. Połowa absolwentów zarabia mniej niż 1486 zł brutto, a 10 proc. pracuje za mniej niż 900 zł, 2/3 młodych osób rozpoczynających karierę zawodową nie otrzymuje umowy o pracę. Większość z nich pracuje na czarno, na umowę o dzieło lub zlecenia. Takie dane przedstawił obecnie portal Praca.pl

Wynika z niego, iż pierwsza praca rodaka to najczęściej praca w szarej strefie, bez jakiejkolwiek umowy. Swoją karierę w ten sposób zaczyna 38 proc. pracowników. Co czwarty (26 proc. ) podpisuje umowę cywilnoprawną - o dzieło lub zlecenia. Zaledwie 36 proc. młodych osób już w swojej pierwszej pracy otrzymuje umowę o pracę. Abstrahuję już od tego jakie wynagrodzenie otrzymują ci szczęściarze, którym uda się jakimś cudem podpisać stałą umowę o pracę.

Co ciekawe przy okazji przykra wiadomość dla wielbicieli polskiej transformacji- wbrew wieloletniej zmasowanej propagandzie Polacy to nie lenie i nie powinni- jakby tego chcieli panowie Balcerowicz czy Petru- pracować więcej i wydajniej, zwłaszcza w kryzysie. Okazuje się, że jesteśmy jako społeczeństwo najbardziej narodów na świecie. Gorzej mają tylko Koreańczycy!

Spośród 1,4 tys. pracodawców skontrolowanych w 2010 r. przez PIP połowa nie ewidencjonowała prawidłowo czasu pracy, a ponad jedna trzecia nie zapewniała koniecznych dni wolnych. I to jest zapewne ta cena za wolność i demokrację. Tylko dlaczego kurwa płacimy za nią już drugą dekadę?!

Coraz cieplej nie tylko w pogodzie, ale zwłaszcza w polityce. Zbliżają się wybory parlamentarne. Polityczne lanie wody ma być odpowiednią na coraz bardziej rozgrzane do czerwoności nastroje społeczne. I pomyśleć, że nie podchwyca tego lewicowa opozycja. Tak doskonałej koniunktury może już nie być, a szansa ucieka. Jeśli bowiem w tak trudnych warunkach lewica idzie ramie w ramię z BCC to możemy już ją pochować, choć ta agonia jeszcze trochę potrwa.

BBWR dziś
2011-08-22 09:22:27
Wydawałaby się, że ideologia sanacyjna nie może być dziś zbyt atrakcyjna. Wiadomo z czym się kojarzy- rządy autorytarne, prześladowanie opozycji, klęska moralna zamiast jej odnowy. Ważną cechą Sanacji była krytyka tzw. partyjniactwa, tak znienawidzonego w II RP. Istotnym elementem ideowym był szereg osób, którzy lgnęli do niej zewsząd, tj. od byłych PPS-owców do posiadaczy ziemskich i konserwatystów. Dziś rzecz jasna rządy autorytarne Polsce nie grożą- na razie nic na to nie wskazuje- ale parcie do partii Donalda Tuska z każdej niemal strony jest niebezpieczne.

Pod tym właśnie względem PO przypomina BBWR Józefa Piłsudskiego, znajdziemy tam byłych działaczy skrajnie neoliberalnej i prawicowej UPR oraz byłych działaczy SLD i SdPL. Wszystko po to, aby pokazać opinii publicznej jasny przekaz- Donald Tusk jest tym przywódcą, który nie liczy na splendor, chodzi mu tylko i wyłącznie o dobro Ojczyzny.

Myśląc o politycznych transferach od razu przypomina mi się rozmowa Wojciecha Mojzesowicza z Renatą Beger w pokoju hotelowym, kiedy to namawianą byłą posłankę Samoobrony do przejścia w objęcia Jarosława Kaczyńskiego. Ta odrażająca praktyka spotkała się z powszechnym krytycyzmem. Grzmiały wszystkie media i cała opozycja. Dziś na stronę innego polityka- Donalda Tuska- przeszedł szereg innych polityków, całkiem spora gromadka. Ile więc takich rozmów i zakulisowych gierek musiał przeprowadzić premier? Nie zauroczył ich zapewne swoim urokiem osobistym. Chodziło o korupcję polityczną i to na większa skalę. Jednak Donald Tusk w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego nie wysyłał posłańca, sam postanowił zakasać rękawy i rzucić się na lewy połów. Udało się. Udało się przyćmić kongres SLD i to kilkanaście minut przed jej rozpoczęciem. Jednak ów połów nie wydaje się mimo wszystko znaczący jeśli chodzi zarówno o lewicową jakość jak i atrakcyjną ofertę skierowaną do lewicowego wyborcy.

Po pierwsze wyborcy nie lubią zmiennych polityków, którzy głoszą co innego a następnie rejterują do obozu przeciwnika, którego przed sekunda obrzucali jeszcze błotem. To budzi wstręt i nie smak. Symbolem takiego nowego narybka stał się Bartosz Arłukowicz, gwiazda sejmowej komisji ds. zbadania procesu legislacyjnego ustawy o grach i zakładach wzajemnych . W odbiorze opinii publicznej pozostał niestrudzonym walczakiem o prawdę, bez pardonu atakując rządzącą ekipę Donalda Tuska. Twierdził on wówczas, że „afera hazardowa może pogrążyć Tuska” a o samym premierze mówił- „ Mistrzem plastikowości jest Donald Tusk. Szanuję go jako premiera, ale on jest strasznie miałki poglądowo”. Czy taki śliski polityk może być brany na poważnie? Okazuje się, że tak, wszak mamy demokrację medialną, gdzie nie liczą się czyny i słowa, w cenią są spektakularne zagrania, nie koniecznie fair.

Podobnym zaskoczeniem było poparcie Józefa Piniora, byłego działacza Solidarności i PPS. Ten jedyny sprawiedliwy wśród polskich polityków jeśli chodzi o tajne więzienia CIA w Polsce postanowił zmierzyć się z olbrzymim murem obłudy. Udowadniał wszem i wobec, jak to rząd SLD- przy powszechnej wiedzy następnego rządu PiS- zgodził się na łamanie praw człowieka w Polsce. Jednak nie sposób nie odnieść się do tego, czym wg. Piniora jest lewica dziś. Otóż mówił, on że stoimy obecnie przed wyborem- albo rząd proeuropejski albo zaściankowy, który napuszcza na ludzi służby specjalne takie jak CBA. Zapomniał jednak dodać, że wspomniana służba specjalna nie powstałaby gdyby nie poparcie PO. Ze 131 ówczesnych posłów i posłanek PO głosowało 120 i 114 było za! Szkoda, że Józef Pinior ma taką krótką pamięć...

Osobnym politycznym elektronem jest prof. Dariusz Rosati, nad lewicowością którego nie warto się zbytnio rozwodzić. Ale warto z kolei zacytować byłego szefa MSZ, który na konferencji prasowej PO wyjaśniał skąd się bierze w Polsce bezrobocie- „ Największa przyczyną bezrobocia jest brak wykształcenia”. Wiadomo jednak, że wykształcenie nie gwarantuje znalezienia pracy. W marcu do absolwentów szkół wyższych było skierowanych zaledwie 0,7% wszystkich ofert w Urzędach Pracy, z czego blisko jedną trzecią stanowiły propozycje stażu. Oznacza to, że duża część bezrobotnych w Polsce jest obecnie w wieku najwyższej aktywności zawodowej. Bajdurzenie prof. Rosatiego przerosło już jego samego.

Patrząc więc na napływ lewicowej kry do Platformianego jeziorka można machnąć ręką. Jednym słowem mam z tego POlew! Partia Donalda Tuska stała się już bezideową partią władzy.

Brunatna rzeczywistość
2011-08-18 08:58:08
Kiedy Anders Behring Breivik z zimną krwią zamordował 69 młodych ludzi z norweskiej młodzieżówki lewicowej Partii Pracy i wysadzając w powietrze 8 innych, którzy przebywali w siedzibie premiera Norwegii, jak wielu zastanawiałem się nad pytaniem, czy podobna tragedia mogłaby zapukać do naszych drzwi? Odpowiedź brzmi — oczywiście i mogłaby być motywowana podobnym typem nienawiści. Mury naszych miast usiane są white powerowymi sloganami w stylu „Juden Raus', "Żydzi do gazu", itp. Na naszych stadionach wrzask „Śmierć krzywym nosom" jest wyrazem osobliwego patriotyzmu. A na naszych ulicach codziennie dochodzi do fizycznych ataków na ludzi wyglądających inaczej. Wciąż działa strona internetowa Red Watch Polska, w której podawane są adresy i numery telefonów osób uznanych za „zdrajców rasy", z którymi nasi rodzimi faszyści chcieliby rozliczyć się fizycznie. Z takimi i innymi przypadkami rasistowskich zachowań walczy od lat Stowarzyszenie Nigdy Więcej. Opublikowana przez tę organizację kolejna już edycja Brunatnej Księgi 2009-2010 (po Brunatnej Księdze 1987-2009) Marcina Kornaka stanowi doskonały oręż w dyskusjach z ludźmi negującym i umniejszającym obecność rasizmu w naszym społeczeństwie.

Kiedy tylko w jakimkolwiek środowisku zaczyna się dyskusja na temat rasizmu, jak mantra słyszę, iż dramatyzuję, że to przesada, że to niewielki margines i że w innych krajach jest gorzej. I tu właśnie czai się groźba ignorowania rosnącego zła, które pewnego dnia może nas zaskoczyć tak, jak Breivik zaskoczył swoich rodaków.

Chciałoby się wierzyć, że z roku na rok jest coraz lepiej. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, instytucji dla której prawa człowieka mają fundamentalne znaczenie i której państwa członkowskie, jak chcielibyśmy wierzyć, potrafią poszanowanie tych praw wymusić w swoich społeczeństwach. Lektura Brunatnej Księgi 2009-2010 ukazuje inny obraz. Suche fakty, nieopatrzone redakcyjnym komentarzem pozwalają na trzeźwo spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Przecież nikt nie jest w stanie wmówić normalnie myślącemu człowiekowi, że pobicia, napaści i w końcu morderstwa w imię nazistowskiej ideologii biorą się z powietrza, że te zachowania nie płyną z przekazywanej przez społeczeństwo narodowej tradycji.




Ubiegłoroczny marsz niepodległości z 11 listopada, zorganizowany przez prawdziwych Polaków spod znaku Obozu Narodowo Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej przy dziwnej aprobacie niezastąpionych patriotów- Janusza Korwina- Mikkego, Rafała Ziemkiewicza, Jana Żaryna, Jana Pospieszalskiego i Pawła Kukiza, którzy składali hołd wielkiemu polskiemu antysemicie, Romanowi Dmowskiemu — potwierdził tezę, że do reaktywacji narodowej prawicy potrzeba niewiele. Tezy Ziemkiewicza czy Pospieszalskiego trafiają na podatny grunt. Salonowiec Ziemkiewicz przeprasza publicznie ONR, organizację, której przed wojną największym osiągnięciem były getta ławkowe, a która dziś swój antysemityzm ma ciągle na sztandarach, że ten wzięty publicysta wychwala publicznie reżim faszystowski Benito Mussoliniego i watykańskiego pupila gen. Franco, i dla którego antysemityzm w Polsce to mit, a Adolf Hitler był lewicowcem. Brednie powtarzane tysiąc razy zmieniają się w prawdę. Nie dajmy się jednak zmanipulować. Świeckiej pamięci Marek Edelman powiedział: „ Jak ktoś jest z prawicy i jest radykalny, to on jest z charakteru zły". I chyba coś w tym jest. Czas, żeby to sobie w końcu to uzmysłowić i rozpocząć na nowo dyskusję o priorytetach europejskiej demokracji. Inaczej marzenie faszystów- brunatna Europa- się ziści.

Po przeczytaniu tych 130 stron Brunatnej Księgi zdumiewa to, jak polskie prawo delikatnie odnosi się do przestępstw na tle rasistowskim. Ilość umorzonych spraw i niemożność znalezienia „nieznanych sprawców" skłania do pytań o priorytety naszego wymiaru sprawiedliwości. Przypomnę tylko, że Art. 256. stanowi jasno — „ Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. oraz Art. 257. "Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowościowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

Chciałoby się powiedzieć i co z tego?! Mamy zapis o świeckiej charakterze państwa, a kościelne instytucje są finansowane z budżetu państwa, mamy kosztowną religijną indoktrynację w polskich szkołach. Mamy zapis o społecznej gospodarce rynkowej, a z ostatnio opublikowanych badań przez GUS wynika, że w Polsce aż 2 miliony ludzi żyje w nędzy. Suche konstytucyjne zapisy muszą być w końcu przestrzegane i respektowane. Jednak dopóki problem rasizmu nie będzie potraktowany z należytą powagą, akty rasizmu pozostaną bezkarne, a ich atrakcyjność w pewnych kręgach będzie rosła.

Lektura Brunatnej Księgi Marcina Kornaka jest wstrząsająca i konieczna, ta książka powinna trafić do szkół, być przedmiotem dyskusji wśród młodych ludzi. Jeśli codzienne brutalne ataki na ludzi o innym kolorze skóry, o innej orientacji, innym wyznaniu, światopoglądzie czy poglądach politycznych są faktem, to niezależnie jak szeroki jest to margines, trzeba o nim głośno mówić.

Sojusz antykobiecy
2011-08-06 16:37:25
Partia Grzegorza Napieralskiego, która najbardziej lobbowała na rzecz parytetów na listach wyborczych, postanowiła zmienić zdanie. I choć kobiet nie brakuje na listach SLD, to już na tzw. miejscach biorących - jedynkach - jest ich jak na lekarstwo.

Uwagę zwraca fakt, iż na 41 listach SLD w wyborach do Sejmu pierwsze miejsca dostały zaledwie 4 , czyli niecałe 10 proc. Jak to ma się do wcześniejszych zapewnień liderów, w których obiecywali, że kobiety będą filarem list wyborczych? Tyle warte są obietnice Grzegorza Napieralskiego - postanowił postawić na przegranego Leszka Millera, który to swego czasu zgniótł lewicę i stał się symbolem jej klęski , po której Polacy zapragnęli rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Ale przypomnijmy, co sam Napieralski pisał o parytetach, gdyż z perspektywy czasu brzmi to dość interesująco. „ No kto się boi kobiet? Dżentelmeni? Wykształceni, mądrzy, wartościowi mężczyźni? Czy niepewni rozedrgani, zakompleksieni chłopcy, udający mężczyzn? Słuchając dyskusji o parytetach, czyli europejskim standardzie, wstydziłem się za poważnych (?) polityków głoszących w polskim sejmie dziewiętnastowieczne tezy. Ja stawiam tezę współczesną: Platforma Obywatelska jest partią nie tylko niedotrzymującą słowa (...). Przecież bez kobiet nie ma demokracji! Parytet 50/50 to ideał, do którego powinniśmy dążyć. Tak jest w krajach skandynawskich. Do tego zmierza Belgia i Holandia. Z drugiej strony jest Argentyna, gdzie udział kobiet w życiu publicznym jeszcze niedawno wynosił 5 proc. Którą drogą chcemy iść? Okaże się komu bliżej do Europy, otwarcia, równouprawnienia, a komu do konserwatyzmu i średniowiecza”. Tak pisał lider SLD na swoim blogu 16 lutego 2010 roku.

Widać słowa jedno a czyny drugie. Kolesiowe układy są więcej warte niż wcześniej składane obietnice i kompetencje kobiet takich jak Wanda Nowicka czy Dorota Gardias, którą wygryzł gdyński spadochroniarz Leszek Miller.

Po takiej kompromitacji Grzegorzowi Napieralskiemu puściły nerwy. W radiowej trójce zadał prawdziwie filozoficzne pytanie - „A ile kobiet jest we władzach Gazety Wyborczej, czy wydającej ją spółki Agora?”.

Abstrahując już od tego niestosownego pytania, można zapytać lidera SLD co ma piernik do wiatraka? Jest to jednak typowa dla tego środowiska taktyka, którą stosuje się od lat. Ta zmyłka przypomina mi skecz Kabaretu TEY, gdzie na stwierdzenie pewnego robotnika, że jedno koło jest zepsute, jego szef stwierdził:

- Nie mówi się, że jedno koło jest zepsute, tylko, że trzy są dobre.
- A co to za różnica? - zapytał zdziwiony pracownik.
- Żadna - odpowiedział z dumą szef - ale jaka różnica! Trzy opony dobre!

Zapytajmy więc dziś publicznie Grzegorza Napieralskiego: No kto się boi kobiet? I dlaczego jest to lewica, która równe szanse powinna mieć na swoich sztandarach, a nie w pustych, jak się okazało, przekazach, z których w praktyce nie wychodzi nic. Na jedynkach PiS i PO kobiet będzie zapewne więcej i niech to dla do myślenia wszystkim i bez wyjątku.

Feminoteka
Dwa miliony wykluczonych
2011-08-03 11:46:37
Niby zielona wyspa, niby jesteśmy w Europie, niby bogaty kapitalizm a jednak. A jednak coś jest nie tak i powinno być to powodem do wstydu dla rządzących, którzy od lat nie robią nic, aby zmienić ten stan rzeczy. Chodzi oczywiście o polską biedę. Tak wyśmiewaną, lekceważoną i traktowaną po macoszemu. Jest ona jak się okazuje realnym problemem, z którym od lat po prostu nic się nie robi. A podobno mamy społeczną gospodarkę rynkową, jednak praktyka pokazuje coś innego. Są równi i równiejsi.

Wg Głównego Urzędu Statystycznego, mimo wzrostu ogólnego poziomu życia w Polsce notowanego w ostatniej dekadzie, w skrajnym ubóstwie wciąż żyją setki tysięcy polskich rodzin – w sumie ponad 2,2 mln Polaków, w tym ponad 600 tys. dzieci. Czy ten cichy krzyk ktoś w końcu usłyszy?!

Łatkę polskiego cudu gospodarczego, który wszystkim dał po równo zrywa dr Waldemar Urbanik, socjolog z Wyższej Szkoły Humanistycznej TWP w Szczecinie, który niejako wbija szpilę e neoliberalną demagogię- „ Pod wieloma względami Polska błyskawicznie się cywilizuje, rośnie ogólny poziom życia, w wielu dziedzinach gonimy świat technologicznie, ale w sferze socjalnej jesteśmy barbarzyńcami. To nie populizm, lecz realna ocena bardzo poważnego zjawiska, którego konsekwencją jest wykluczenie sporej części obywateli z życia społecznego i gospodarczego”. Nie jest więc to "lewacka demagogia". Mimo tak dramatycznych danych w mediach wciąż za guru uważa się ojca polskiej transformacji, Leszka Balcerowicza dla którego wydatki socjalne są socjalistycznym przeżytkiem. Co by się stało, gdyby w tym barbarzyńskim kraju wcale nie było wydatków socjalnych? Zapewne większość by zdechła, ku zadowoleniu skrajnych neoliberałów. Swoją drogą co to za pomoc państwa, skoro taki zasiłek na dziecko to ledwie 58 do 91 zł na osobę, w zależności od wieku. I to ma starczyć na żywność, obuwie, leki, środki czystości, książki i zeszyty malucha? Czymś jeszcze czasem musi do tej szkoły dojechać.

Okazuje się, że mimo pompowanej przed media i polityków propagandy sukcesu tak dobrze nie jest, wręcz przeciwnie jest źle jak było. W 2000 r. 17,1 proc. osób w gospodarstwach domowych zaliczono do relatywnie ubogich. Po dziesięciu latach w tej kategorii jest nadal 17,1 proc., czyli ok. 6,5 mln Polaków. Przez 10 lat nie zrobiono nic żeby walczyć z tą plagą. Ważniejsze są igrzyska i przepychanki.

Za serce ściska zawsze bieda najmłodszych. I tak np. 100 tys. najuboższych dzieci, które straciły w ciągu dwóch lat (2009 – 2010) prawo do ciepłej zupy i kanapki. Jak pisał „Głos Nauczycielski", okazali się „za bogaci na kanapkę" serwowaną przez Ministerstwo Pracy w ramach programu „Pomoc Państwa w dożywianiu". Według GUS 12 proc. osób do lat 18 żyło w rodzinach ze sfery tzw. ustawowego ubóstwa. – W rzeczywistości jest gorzej, bo w realnym ubóstwie żyje co piąte polskie dziecko – alarmuje prof. Ewa Leś, wykładowca UW, specjalistka w dziedzinie polityki społecznej . Nikogo to nie rusza?!



W szczególnie trudnej sytuacji są też rodziny wielodzietne. Niemal co czwarta rodzina z co najmniej czworgiem dzieci znalazła się w 2010 r. w grupie skrajnego ubóstwa. Wśród rodzin niepełnych – 8 proc. I pomyśleć, że kler propaguje modele wielodzietnych rodzin! .Tylko potem rodzina taka zmuszona jest klepać biedę i dziękować Bogu, bo przecież zawsze może być gorzej... Kościół jednak woli zabrać głos w sprawach zwrotów kolejnych ziem niż upomnieć się o biedną dziatwę. Bo tak łatwiej...a przesłanie „BĘDZIESZ MIŁOWAŁ SWEGO BLIŹNIEGO JAK
SIEBIE SAMEGO" tak piękne w treści w praktyce nie oznacza nic. Katoliccy posłowie traktują to chyba jako policzek wymierzony w ich interesy.

Od momentu zamrożenia progów socjalnych w 2006(to czasy rządów podobno socjalnych PiS) r. do 2010 r. prawo do wsparcia socjalnego straciły dwa miliony osób, a liczba zasiłków rodzinnych na dzieci spadła niemal o połowę. Potwierdza to także GUS, pisząc w raporcie, że gdyby przyjąć wskaźnik urealniony wzrostem cen z 2006  r., to stopa ubóstwa ustawowego w 2010 r. wyniosłaby nie 7,3 proc., lecz niemal 11 proc. Ten ogólnonarodowy dramat rozgrywa się na naszych oczach i za naszym cichym pozwoleniem, gdyż za to odpowiadają polityczni idioci, których wybieramy.

Wydawałoby się, że lekiem na całe zło będzie praca. Wiadomo, bez pracy nie ma kołaczy. Problem polega na tym, że jesteśmy w Polsce, kraju, gdzie płaca minimalna jest jedną z najniższych w Europie, gdzie często zdarza się łamanie praw pracowniczych, a pracowników nie zawsze dostaje na czas swoją zapłatę. I tak ludzie, którzy mają jakimś cudem stały dochód w skrajnym ubóstwie żyje 10 proc. rencistów (3,9 proc. emerytów) i 9 proc. rolników.

Kolejnym przejawem biedy jest niepełnosprawność w rodzinie. Okazuje się, że to nie tylko wielki ludzi i rodzinny dramat, ale także a może i przede wszystkim ekonomiczny. Tam, gdzie głową rodziny jest osoba niepełnosprawna, ubóstwo skrajne sięgało w ubiegłym roku 9 proc., a w rodzinach z niepełnosprawnym dzieckiem aż 12 proc.

Prof. Ewa Leś stwierdza bowiem to, co najbardziej zaboli polskich neoliberałów, zachłyśniętych polską transformacją- „ To nie bezrobocie jest dziś największym problemem, lecz to, że ubóstwo paradoksalnie dotyka coraz częściej rodzin, w których rodzice pracę mają, ba, nawet oboje mają, ale są najniżej wynagradzani – mówi. – W Polsce mamy problem z dramatycznym zaniżaniem płac”. Ale wiek emerytalny się wydłuża a politycy sami sobie dają podwyżki, tak jak choćby ta ostatnia z br. kiedy to, zdecydowali, aby podwyższyć sobie kwotę na prowadzenie własnego biura. Jeśli wziąć pod uwagę, ilu mamy posłów- 460 i pomnożymy to przez owe 500zł wyjdzie bardzo ciekawa sumka. Jednak nie dla psa kiełbasa, zdawałoby się mówić takie przedsięwzięcie...

Wolny rynek nie rozwiązał wszystkich problemów. Co gorsza, skumulował je jeszcze bardziej. Od lipca Polska przewodniczy w Radzie UE. Czy nie powinien być to priorytet polskiego rządu, aby zlikwidować ten olbrzymi problem? Okazuje się, że nie. Dlatego czas na obywatelskie nieposłuszeństwo. Każdy polski rząd po 1989 roku łączyło jedno- wiara w niewidzialną rękę wolnego rynku. Ubóstwo traktowano jako problem przejściowy. A on jednak jest ciągle nierozwiązany.

Jedną z moich ulubionych piosenek jest „Małgocha” Piotra Bukartyka. Jej refren pasuje jak ulał do obecnej sytuacji w naszym barbarzyńskim kraju i śmiało stanowić może manifest wykluczonych:

Niektórzy chyba rodzą się przegrani
dlatego nigdzie miejsca nie ma dla nich
choć może gdyby byli tacy sami jak wy
nie schodziliby na psy



Masakra warszawska
2011-07-28 08:48:16
Takiej masakry żadne polskie miasto nie doświadczyło. W wyniki tej „walki” straty po stronie polskiej wyniosły około 10 tys. zabitych i 7 tys. zaginionych, 5 tys. rannych żołnierzy oraz ok. 120–180 tys ofiar ludności cywilnej. Czy tak pompatyczne czczenie jednej z największych klęsk militarnych i moralnych ma sens? Okazuje się, że tak. Wszak Polska słynie z celebrowania kolejnych klęsk.

W wyniku ataku na WTC 11 września 2001 roku śmierć poniosło blisko 3 tys. osób. Ta nie wyobrażalna tragedia musi uzmysłowić światu, że właśnie tylu co dziennie ginęło Warszawiaków w bezmyślnym Powstaniu Warszawskim. Na jednego niemieckiego żołnierza przypadało stu Polaków. Co nie zmienia oczywiście bohaterstwa powstańców, którzy w nierównej „walce” z okupantem próbowali stawić im czoła. Próbowali, gdyż z tak słabo uzbrojoną partyzantką w ogóle nie powinni brać udziału w akcji zbrojnej. Niestety przywódcy Powstania- dziś wynoszeni pod niebiosa- zadecydowali inaczej. I to także na nich spoczywa moralna wina za Warszawską katastrofę, za wymordowanie miasta i obrócenie go w dywan gruzu.

Dla lepszego zobrazowania jakież to „cenne” wyposażenie posiadali powstańcy wyliczmy, iż „ Całe uzbrojenie powstańców w dniu wybuchu powstania składało się z 7 ckm, 60 lkm, 1000 kb, 300 pm, 1700 pistoletów i 25 tys. granatów i 15 piatów. Prawie połowę broni strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali, stanowiły pistolety, które jako broń krótka - osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy, forty, barykady, nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów"[1]. Jakiż racjonalnie myślący dowódca zezwoliłby w związku z tak słabym uzbrojeniem na podjęcie walki? Zapewne gdyby nie PRL, dowódcy Powstania zostaliby zohydzeni nie oficjalnie przez komunistyczne władze lecz przez zwykłych ludzi, co i tak miało miejsce już po powstaniu. Bić się jednocześnie z Niemcami i zarazem nie dać się Sowietom- oto przesłanie, które przyświecało dowódcom. Jak było zgubne pokazała historia.

Znajdą się zapewne i tacy, którzy głosić będą, że powstanie musiało wybuchnąć, gdyż pięć długich lat okupacji zrobiło swoje, że Warszawiacy dość już mieli upokorzenia, niemieckiego terroru i buty. Należała im się kara. Należała się jak najbardziej, ale czy nie przysłoniło to realnej i trzeźwej oceny szans na powstanie? W takich a nie innych warunkach powstanie nie miało żadnych szans, cena za głupotę i nieodpowiedzialność dowódców była okrutna. Zginął kwiat polskiej młodzieży, inteligencja, której tak zabrakło w latach późniejszych. A samo miasto po prostu zdechło.

Aby realne przesłanie Powstania Warszawskiego wreszcie dotarło do nas Polaków musimy odrzucić lansowaną przez media piękną i bohaterską tragedię Warszawy i zadać sobie pytanie za jaką to było cenę? Trzeźwych wszak ocen nie brakuje:


Gen. Władysław Anders: „Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność”.(...). Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje. (...) Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał jednak złudzeń, że stanie się to, co się stało, to jest, że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej, bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż się wyleje do dna najlepsza krew Narodu Polskiego.
Byłem zawsze, a także wszyscy moi koledzy w Korpusie zdania, że w chwili, kiedy Niemcy wyraźnie się walą, kiedy bolszewicy tak samo wrogo weszli do Polski i niszczą tak jak w roku 1939 naszych najlepszych ludzi – powstanie w ogóle nie tylko nie miało żadnego sensu, ale było nawet zbrodnią.(...)

Prof. Wiesław Chrzanowski: „Wywołanie Powstanie jest karygodną zbrodnią, za którą ponoszą odpowiedzialność pewne polskie ośrodki. Tak te wypadki ocenia polskie społeczeństwo, tak wyglądają one w rzeczywistości. Winni muszą ponieść odpowiedzialność".

Władysław Pobóg-Malinowski: „Za decyzję porwania się do walki, która w warunkach chwili była bezsensem politycznym, a militarnie - szaleństwem wręcz zbrodniczym, zapłacono niewiarygodnie wysoką cenę”.

Gen. Kazimierz Sosnkowski: " Powstanie bez uprzedniego porozumienia z ZSRR na godziwych podstawach byłoby politycznie nieusprawiedliwione, zaś bez uczciwego i prawdziwego współdziałania z Armią Czerwoną byłoby pod względem wojskowym niczym innym jak aktem rozpaczy".

Prof. Marian Stępień: „Jak nazwać to, co robi się dzisiaj w rocznicę powstania warszawskiego? Zamiast głębokiej zadumy nad największą polską tragedią, zamiast przedstawienia jej w całej trudnej złożoności, bez niedomówień i przemilczeń, by młode pokolenie Polaków wyprowadzało właściwe wnioski z doświadczeń ich ojczyzny - dochodzi do nadużywania najszlachetniejszych uczuć patriotycznych dla doraźnej, cynicznej polityki. Jakich tu słów użyć spośród tych, którymi w cytowanych materiałach określano decyzję wywołania powstania”?

Paweł Jasienica: „ Powstanie Warszawskie było wymierzone militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce”.

Por AK. Krystyna Kulpińska-Cała: „ Każda wojna ma dwa wizerunki: heroiczny, na ogół przedstawiający losy operacji wojskowych i bohaterstwo żołnierzy, oraz obraz cierpień w okopach, schronach, brudu, głodu, losu cywilów, braku lekarzy, szpitali opatrunków, obraz bólu i poczucia klęski. Mamy wiele przykładów w dziejach, gdy z przyczyn źle zorganizowanego zaplecza załamywały się fronty, ofensywy, wojny. Powstanie Warszawskie ujawniło wszystkie te oblicza, i to w sposób skumulowany”.

Idea Powstania Warszawskiego została w Polsce tak zmitologizowana i przesiąknięta polityką historyczną, że doprowadziło to do absurdów, takich jak idea, aby uczynić 1 sierpnia świętem państwowym, czego prekursorem był prezydent Lech Kaczyński. Żołnierzom, kombatantom i ludności cywilnej należy jednak złożyć hołd, gdyż zdali swój egzamin. Cenzurkę wystawić jednak dowódcom powstania, którzy zaślepieni politycznymi korzyściami zapomnieli o konsekwencjach idiotycznej „walki”.

Przypisy:

1- Jan M. Ciechanowski – „Powstanie Warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego”. Wydawcy: Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Geysztora w Pułtusku, Bellona s.a., Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR. Warszawa-Pułtusk 2009.]



Atak na demokrację
2011-07-25 09:40:05
Świat po 11 września nigdy już miał nie być ten sam. I tak się rzeczywiście stało. Mimo, iż tzw. wojna z terroryzmem okazała się jedną wielką kompromitacją zachodniej cywilizacji, kiedy to na jaw wychodziły liczne przekręty z łamaniem praw człowieka na czele, bushowska propaganda odcisnęła jednak swoje piętno. Nic więc dziwnego, że, norweska tragedia w pierwszym rzędzie kojarzona była z islamskimi radykałami. Europa przymyka jednak od lat oko na rosnącą w siłę skrajną prawicę, która zdobywa co rusz nowe przyczółki.

Podejrzany, to 32-letni Anders Behring Breivik, członek prawicowej Partii Postępu, która znana jest z niechęci do imigrantów. Był-jak sam o sobie pisał- konserwatystą oraz chrześcijaninem. Jego celem okazali się młodzi ludzie z młodzieżówki rządzącej Norwegią Partii Pracy zrzeszeni w Arbeidernes Ungdomsfylking. Szwedzka organizacja Expo, która monitoruje skrajne organizacje w Skandynawii, twierdzi, że Breivik był także aktywnym użytkownikiem i miał zarejestrowany profil na szwedzkiej nazistowskiej stronie internetowej Nordisk.nu. Z tekstów Breivika opublikowanych w internecie wynika, że nienawidzi on lewicy oraz muzułmanów. Atakiem więc człowieka o skrajnie prawicowych poglądach stała się lewica i jej ideologia. I nie bójmy się o tym mówić głośno. Tu ofiarą jest lewica.

Zastanawiające jest też to o co prosił Boga ten chrześcijański fanatyk- „ Dziś po raz pierwszy od dawna się modliłem. Wyjaśniłem Bogu, że jeśli nie chce marksistowsko- islamskiego sojuszu i przejęcia Europy przez Islam oraz całkowitego unicestwienia chrześcijaństwa w ciągu najbliższych 100 lat, musi sprawić, że wojownicy walczący o przetrwanie europejskiego chrześcijaństwa zyskają przewagę”. Zapewne nie jednemu taki scenariusz przypadłby do gustu.

Czyżby Europa nie widziała a może nie chciała zauważyć faktu, iż nad starym kontynentem unosi się widmo faszyzmu?

Na Węgrzech tradycję faszystowskie są ogromne. To na Węgrzech powstała pierwsza prawicowa dyktatura w Europie po I wojnie światowej. Miklos Horthy jako regent zbliżył się do nazistowskich Niemiec i brał udział w wojnie po stronie państw osi. Dziś zagrożenie na Węgrzech powraca. Organizacja paramilitarna o nazwie Magyar Gárda (Gwardia Węgierska)postuluje konieczność odzyskania terytorium Węgier w granicach sprzed traktatu w Trianon(w wyniku którego Węgry straciły znaczną część terytorium po I wojnie światowej) oraz zrobienia porządku z mniejszością romską. Ci młodzi ludzie wprost nawiązują ubiorem do węgierskich nazistów z czasów II wojny światowej. Chodzi o Strzałokrzyżowców, którzy odpowiadają za śmierć 400tys. Żydów, zabitych i zamęczonych w obozach zagłady. Ulice Budapesztu pełne są gwardzistów, nie brakuje ataków na sklepy, których właścicielami są Żydzi, atakuje się fizycznie homoseksualistów oraz Romów. Faszystowskich burd jest coraz więcej. Co istotne, faszyści odnoszą na Węgrzech także polityczne sukcesy. W 2010 roku partia Jobbik( skrajna prawica) stała się już trzecią siłą polityczną w kraju, mając 47 swoich posłów w parlamencie, trzech posłów do PE oraz trzech burmistrzów. Wyniki i sukcesy Węgierskich faszystów niepokoją całą Europę.

Przyczółek europejskiej socjaldemokracji Szwecja, również poniosła w ostatnich klęskę, przygrywając wybory. Co gorsze, 20 mandatów poselskich zdobyła faszystowska partia Szwecja-Demokraci. To jawni naziści, mający swoje korzenie w takiej organizacji jak np. Zachowujmy Szwecję Szwedzką. W swojej ideologii partia ta, postuluje walkę z imigrantami a szczególnie z muzułmanami. Co ważne- wiele osób z partii wciąż ma powiązania z ruchem "White Power"(Biała Siła). To musi rodzić przestrogę.

W innych krajach Europy również nie brakuje faszystowskich partii i organizacji. Holandia, Niemcy, Austria, Dania i wiele innych stawiają pytanie, czy Europa brunatnieje? Społeczeństwo multikulturowe wg kanclerz Niemiec Angeli Merkel po prostu nie zdało egzaminu. Pamiętny kryzys lat 30-tych był główną przyczyną dla której Adolf Hitler zdobył władzę. A wiadomo nie od dziś, że bieda i kryzys są doskonała używką do szukania wewnętrznych i zewnętrznych wrogów. Żydzi, Romowie, homoseksualiści, lewica- oni wszyscy są na celowniku.

Norweska tragedia karze nam zastanowić się, czy w Polsce podobny akt terroru mógłby mieć miejsce. Jeśli to możliwe było w Norwegii to dlaczego nie w Polsce?. Wszak wciąż działa strona internetowa Red Watch Polska, w której podawane są adresy i numery telefonów osób uznane za „zdrajców rasy” z którymi nasi rodzimi faszyści chcą rozliczyć się fizycznie. Na co czekają polskie służby? Czy tylko tragedia może uzmysłowić nam, że prawicowe zagrożenie nie jest chorym wymysłem a realnym zagrożeniem? Czy nie zagubiliśmy się gdzieś w tym wszystkim tracąc z oczu rzeczywistego zagrożenie?


Marek Edelman powiedział: „ Jak ktoś jest z prawicy i jest radykalny, to on jest z charakteru zły”. I chyba coś w tym jest. Czas, żeby to sobie w końcu to uzmysłowić i rozpocząć na nowo dyskusję o priorytetach europejskiej demokracji. Jednak problemu emigracji nie da się zamieść pod dywan w imię politycznej poprawności. Przymykanie oczu na ten problem, zaostrzać może tylko problemy w przyszłości. Obyśmy tylko nie zapominali o tym co cechowało Europę przez dziesięciolecia- otwartość i tolerancja. Wszak- jak powiedziała kilkunastoletnie dziewczynka, która przeżyła strzelaninę- nie patrzmy ile zła zrobiła jedna osoba, pomyślmy ile dobra zrobić może 100 osób.

Na tropie Jędrzeja Giertycha
2011-07-20 10:32:38
Dziś w czasach kiedy to polski ruch narodowy wybielany jest w sposób oczywisty należy przypomnieć tę prawdziwą i ukrywaną prawdę o „polskich patriotach”. Jednym z tych, którzy szczególnie blisko współpracowali z naczelnym antysemitą RP Romanem Dmowskim był Jędrzej Giertych, który szczególnie przesiąkł antysemicką propagandą. Mało kto dziś zdaje sobie sprawę jakież to paszkwile wypisywał dziadek byłego wicepremiera i ministra edukacji.

Polityka historyczna, która za sprawą IV RP zapoczątkowali nam bracia Kaczyńscy przynosiła efekty. W Warszawie stanął pomnik Romana Dmowskiego, żołnierzy NSZ, którzy niejednokrotnie współpracowali z hitlerowskim okupantem przy mordowaniu ludności cywilnej wychwala się pod niebiosy, nazywając ich dumnie „żołnierzami wyklętymi” choć bardziej pasuje tu- zważywszy na zbrodnie jakich dokonywali- określenie „żołnierzy przeklętych”. Nie byłoby jednak tego zwrotu gdyby nie przed wojenna polityka prowadzona przez obóz narodowy, który swój skrajny antysemityzm wypisał sobie na swych sztandarach.

W "Deklaracji Obozu Narodowo-Radykalnego", opublikowanej w dodatku nadzwyczajnym "Sztafety" (Warszawa, 15 kwietnia 1934 r., nr 13/19) czytamy między innymi: "Żyd nie może być obywatelem Państwa Polskiego i - póki jeszcze ziemie polskie zamieszkuje - powinien być traktowany jedynie, jako przynależny do państwa". W konsekwencji Żydzi winni opuścić Polskę, gdyż "odżydzenie miast i miasteczek jest niezbędnym warunkiem zdrowego rozwoju gospodarstwa narodowego". Za słowami poszły czyny. Zbrodnie dokonywane przez żołnierzy NSZ są znane, jednak wybielane bądź pomniejszane przez propagandzistów obozu narodowego. Warto przypomnieć choćby zbrodnię we wsi Wierzchowiny w powiecie krasnostawskim, kiedy to śmierć poniosło ok. 200 mieszkańców. Oddziały Józefa Kurasia ps. „Ognia” nie jednokrotnie napadały i mordowały ludność żydowską.

Wróćmy jednak do samego Jędrzeja Giertycha, który po II wojnie światowej mieszkając w Londynie wydawał swoje pismo pt. „ Opoka”, w której przedstawiał swój punkt widzenia na bieżące sprawy, które toczyły się w kraju. W nr XVII z grudnia 1982 roku nakreślił on przyczyny swojego wrogiego nastawienia do żydów. Lektura ohydna, ale konieczna do poznania.

Zaczyna on od starej religijnej propagandy pisząc, że „Naród żydowski odrzucił pana Jezusa”. Przypominając od razu, że Sobór Watykański II łaskawie uznał, że dzisiejsze pokolenie żydów jest z tego grzechu zwolnione. Nie napisał jednak jakiego pochodzenia był sam Jezus. Zapewne nie przeszło by mu to przez gardło. Niestety chrześcijaństwo ma długą tradycję antysemicką, która co rusz oskarżała Żydów o nienawiść do Chrystusa, żeby przypomnieć tylko św. Piusa X, papieża, który mawiał: „Żydzi nie uznali Pana naszego, , nie możemy uznać żydów”. W jaki sposób zostali oni „odrzuceniu” aż nadto pamiętamy z historii.


Dalej ten znany działacz narodowy przytacza znane i chętnie powielane slogany o tradycyjnej polskiej tolerancji. I o ile można się zgodzić z faktem, że Żydzi nie napotykali w okresie I Rzeczypospolitej prześladowań, to już II RP okazała się pod tym względem zgoła odmienna, o czym Giertych już nie pisze. Jak silny był wówczas antysemityzm sięgamy po wyważony konserwatywny krakowski „Czas” z 1934 roku, w którym czytamy ” Antysemityzm jest z pewnością sto razy u nas silniejszy od antyklerykalizmu czy ruchu antykapitalistycznego, czy ruchu za reformą rolną, bo wszystkie inne hasła radykalne zmuszają jednak do pewnego wysiłku umysłowego. A antysemityzm pozwala wcale nie myśleć. Masz krzywy nos, w mordę, co twoje-to moje. I skończona parada“. Jeśli dodamy do tego tradycję, która bliska jest Giertychowi- czyli getta ławkowe, pogromy żydowskie w Polsce jeszcze przed wojną, czy śmierć pierwszego prezydenta Gabriela Narutowicza, który zginał, gdyż jak argumentowała prawica- „został wybrany głosami niepolskimi”, chodziło oczywiście o mniejszości narodowe z Żydami na czele- to zdamy sobie sprawę, że tradycyjna polska tolerancja zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a wszystko przez paskudną propagandę, która trafiła na podatny grunt tuż przez wybuchem II wojny światowej.

Jednak czy Żydzi wg Jędrzeja Giertycha są choć trochę Polsce przyjaźni? Nigdy w życiu! „ Nie jest antysemityzmem świadomość, że środowisko żydowskie zawiera w sobie pierwiastek zagrożeń wobec społeczeństwa chrześcijańskiego, jego ducha i jego cywilizacji. Obok powyższego wszystkiego, należy pamiętać, że Żydzi stanowili, a po części wciąż stanowią, poważne zagrożenie, szczególnie dla Polski”- pisze autor „Opoki”. Nie wyjaśnia jednak na czym te zagrożenie polega, lecz paszkwil poszedł w świat. Szkoda, że ten polski nacjonalista, który podobno wierzył w Boga, dla którego postać papieża Polaka była autorytetem, nie pamięta jego słów- „ Antysemityzm jest grzechem przeciwko Bogu i ludzkości”. Ileż to razy musiał się on spowiadać...

Giertych snuje też tragiczne wizje odnośnie zagrożenia, jakim dla chrześcijaństwa stanowią Żydzi- „ Na zakończenie powiem jeszcze jedno. Żydzi są w całym świecie potężną, szeroko wpływami swoimi rozgałęzioną, zbiorową siłą, która reprezentuje dążenie do obalenia przeważającej roli chrześcijaństwa w świecie.(...) Walczymy o wielkie idee- a mianowicie o zwycięstwo Kościoła i wiary. Tak jak Żydzi walczą o unicestwienie tego Kościoła i tej wiary”. W tym przypadku również nie mam solidnych i konkretnych przykładów świadczących o tym jakoby Żydzi mieli obalić Kościół, tego nam bowiem Giertych nie wyjaśnia, bo i po co? Antysemityzm nie wymaga racjonalnego myślenia...

Na koniec podsumowuje on walkę, jaką toczy Polska o narodowe istnienie- „ Prowadząc naszą walkę o narodowe istnienie, musimy zdawać sobie z tego sprawę, że musimy bronić się nie tylko przeciwko wrogom zagrażającym nam geograficznie i politycznie, ale przeciwko całemu, wielkiemu obozowi w skali światowej, nieprzyjaznemu nam ideowo. Obozowi temu przewidzą Żydzi”. Czyżby zapomniał, że wynaradawianiem Polaków zajął się swego czasu Adolf Hitler? Że pomógł mu w tym radziecki dyktator Józef Stalin? Doprawdy ciężko zrozumieć ten tok rozumowania. Ale chrześcijańskie miłosierdzie samo w sobie jest ciężkie do zrozumienia.

Wydawać by się mogło, że ta okropna endecka ideologia nie ma dziś w Polsce racji bytu, że nie ma dla niej miejsca. Niestety, nawet najmniejsza negacja bądź jej wybielanie spotkać się musi ze zdecydowaną ripostą, aby przestrzec następne pokolenia przed zgubną chorobą antysemityzmu, zwłaszcza, że nie dawna rocznica mordu w Jedwabnem po raz kolejny zjednoczyła prawicowych publicystów w obronie polskiej ksenofobii.