11 listopada, czyli z choroby śmiać się nie wypada
2016-11-14 22:40:28



W XIX wieku jedną z rozpowszechnionych w społeczeństwach europejskich rozrywek, było obserwowanie pacjentów placówek dla umysłowo chorych. Dziś czasy mamy bardziej cywilizowane i z ludzi chorych śmiać się nie należy. Odpowiednik tej dawnej rozrywki dają nam wydarzenia 11 listopada, mające sławić tak zwane Święto Niepodległości. W tym roku zabawy też było co niemiara.

Znęcanie się warto zacząć od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ten nawiązujący do piłsudczykowskich tradycji polityk złożył kwiaty pod pomnikiem znanego przyjaciela Piłsudskiego – Romana Dmowskiego. W dodatki obecny przy złożeniu kwiatków przedstawiciel Stronnictwa Narodowego (Piłsudski pieszczotliwie określał takich mianem „wszy”) nazwał Kaczyńskiego „Naczelnikiem państwa”. Mieszanka niczym kefir z kiszonymi ogórkami.

Połączyć różne tradycje zapragnął również z okazji 11 listopada Mateusz Kijowski. Wódz (Naczelnik?) KODu zarządził, że wszyscy od Dmowskiego do Piłsudskiego są równie ważni. Aby pięknie łączyć zapowiedział marsz walczący między innymi o to aby kasjerki siedziały w niedziele w supermarketach. Zareklamował też wydarzenie 11 listopada wizerunkiem znanego demokraty Romana Dmowskiego. Przy okazji zapewnił również, że w kolejnych latach chciałby pójść na organizowany przez nacjonalistów Marsz Niepodległości. Cóż, da się zrobić. KODowcy zaczęli już wypraszać ze swoich marszów feministki, czy „lewaków” oraz sławić żołnierzy przeklętych. Jestem pewien, że jeśli pan Kijowski ostrzyże się na jeża, a jego zwolennicy pobiją na kolejnej demonstracji jakiegoś „czarnucha” albo „pedała”, da się załatwić.

Na mini Marszu Niepodległości w Krakowie około 200 kiboli skandowało „Śmierć wrogom ojczyzny” oraz „Roman Dmowski, wyzwoliciel Polski!” na zmianę z „Wisła Kraków!” oraz wezwaniami do wieszania komunistów. Jestem pewien, że gdyby z drugiej strony puścić podobną grupę skandującą to samo, tylko z dodatkiem „Cracovia!”, a między nimi położyć maczety, problem by się sam rozwiązał.

Tymczasem na Warszawskim Marszu Niepodległości nacjonaliści, a raczej mocno zataczający się kibole, spalili... no właśnie, spalili flagę Śląska, którą pomylili z flagą Ukrainy. O interpretację znaczenia flag doszło ponoć nawet do pryncypialnego sporu. Opcja „Je...ć UPA i Banderę!” wyszła z niej górą. Furorę robi obecnie w sieci zdjęcie, na którym uczestnicy marszu narodowego oznaczają moczem Muzeum Narodowe w Warszawie. Po takim oznaczeniu na pewno będzie jeszcze bardziej patriotyczne, w formie, treści, a nawet zapachu.
Jestem terrorystą!
2016-05-28 11:38:02
Po schwytaniu przez policję szajki warszawskich anarchistów planujących serię groźnych zamachów na radiowozy muszę wyznać szczerze - jestem terrorystą!

Do wyznania tego skłoniło mnie opublikowane przez policję zdjęcie bomby, która miała być wykorzystana do zamachu
. Oto ona:


Przyznam, że włos zjeżył mi się na głowie i od razu pobiegłem do kuchni. Butelki z płynem są, ba, nawet z gazowaną wodą mineralną, zwiększającą siłę wybuchu!

Plastikowy pojemnik na jedzenie, jest! Czasem biorę go nawet do pracy, co oznacza, że przebywam w niej z elementem morderczej bomby!

Sznurek użyty w charakterze lontu? Jest!

Gdy znalazłem jeszcze świeczkę i karton (jak wiemy jednego z seriali kartony powodują śmiertelne wypadki drogowe) musiałem dokonać terrorystycznego coming outu!

Wszystkie znalezione przeze mnie mordercze przedmioty można złożyć w taki oto ładunek wybuchowy:


Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby w okolice mojego domu trafił nieprzygotowany na takie wyzwania patrol policji w nowym radiowozie!

Tymczasem postuluję aby do nowo powstającej ustawy antyterrorystycznej dodać nakaz inwigilowania wszystkich osób kupujących butelki z płynem, świeczki, sznurek, plastikowe pojemniki na jedzenie oraz kartonowe pudełka. Jeśli ktoś posiada wszystkie te przedmioty służby specjalne powinny mieć prawo zatrzymania go na co najmniej 3 miesiące.

Wszystko to oczywiście dla dobra i bezpieczeństwa obywateli.
Jak ministerstwo ślub zorganizowało
2016-05-09 13:32:19
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zorganizowało ślub. Co więcej ślub osób dawno zmarłych, ale za to jakich!




Dzisiaj w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Ostrowi Mazowieckiej odbył się ślub rotmistrza Witolda Pileckiego i Marii Ostrowskiej poinformowało Ministerstwo.
Nie mieliśmy jednak do czynienia z odgrywaniem scenek o żywych trupach. W „młodą” parę wcielili się aktorzy z kolejnego z cyklu filmików tworzonych z myślą o katowaniu uczniów wysyłanych do kin w ramach wycieczek szkolnych, biografii rotmistrza Witolda Pileckiego.

Na ślubie obecny był wicepremier Piotr Gliński. Media milczą na temat prezentu ślubnego. Mikser? Komplet pościeli, a może wycieczka dookoła świata? Ciekawe jaki gest ma Ministerstwo Kultury? Warto zapytać przy okazji kolejnej konferencji prasowej.

Trzeba przyznać, że rozwijająca się w Polsce za sprawą rządowych dotacji, polityka historyczna (nie mylić z pamięcią i wiedzą historyczną) stwarza nowe możliwości. Ileż to ślubów, chrztów, rozwodów (wróć, prawdziwi Polacy się nie rozwodzą), koronacji, hołdów, uczt itp. Zostało jeszcze do odegrania.

Więcej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinno pójść za ciosem i zorganizować na przykład rekonstrukcję nocy poślubnej rotmistrza Pileckiego i Marii Ostrowskiej, oczywiście wszystko w wersji dla młodych widzów oraz nieco bardziej „swobodnej” dla widzów dorosłych. Jakże taka inscenizacja rozsławiłaby patriotyczne wzory, a innym narodom pokazała jak wyjątkowa jest na ich tle Polska. Może nawet dałoby się podreperować budżet ministerstwa sprzedając nagrania z inscenizacji.

Panie premierze Gliński, do dzieła, zrobił Pan pierwszy krok, czas na dalszy marsz.
Szanowni Państwo dekomunizatorzy Warszawy
2015-10-30 14:55:04
Szanowni państwo radni, szanowni przedstawiciele IPN

W związku tym iż szykujecie Państwo pełną listę warszawskich ulic do dekomunizacji chciałem zwrócić waszą uwagę na bardzo istotne kwestie, które są związane z dekomunizacją. Oczywiście wszyscy logicznie myślący bojownicy walki z komuną a.d. 2015 wiedzą, że na ulice w Warszawie nie zasługują zbrodniarze tacy jak Dąbrowszczacy, czy komunista Józef Ciszewski, który jako radny Warszawy podstępnie uniemożliwiał bohaterskiej armii niemieckiej przeprowadzenie w mieście, podczas I Wojny Światowej, poboru.

Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt iż dekomunizacja ulic nie będzie skuteczna do czasu, gdy wyjaśnione zostaną wszelkie tajemnice związane z ich nazewnictwem.
Historycy IPN, do spółki z panią radną Olgą Johann i warszawską Komisją ds. Nazewnictwa Miejskiego powinni sprawdzić podejrzanie brzmiące nazwy. W Warszawie, pomimo 26 lat wolności, wciąż istnieją ulice takie jak: Hutnicza, Kolejowa, Dworcowa, Czeremmchowa, czy Kwiatowa. Zdezorientowani mieszkańcy nie wiedzą kim byli Hutnicz, Kolejow, Dworcow, Czeremchow czy Kwiatow. Brzmienie ich nazwisk oraz fakt iż ulice istniały w czasach PRLu, daje powody aby podejrzewać iż może chodzić o jakichś funkcjonariuszy zbrodniczego reżimu komunistycznego, działaczy robotniczych lub innych degeneratów, którzy nie są godni upamiętnienia w stolicy.

Dodatkowo w stolicy, tak dotkniętej po roku 1945 przez komunizm, nadal istnieją ulice Bohaterów i Klasyków. Reżim komunistyczny w sprytny sposób ukrył, pod z pozoru niewinnie brzmiącymi nazwami, swoich perfidnych bohaterów. Oczywiste jest, że chodzi tu przecież o bohaterów utrwalania władzy ludowej oraz klasyków marksizmu-leninizmu! Dlatego wnioskuję aby pani radna Johann i jej partyjni koledzy zaproponowali zmiany, na przykład na „Bohaterów żołnierzy wyklętych” lub „Klasyków myśli narodowej”.

Problemy o których piszę to najbardziej palące kwestie dla mieszkańców Warszawy. To właśnie ich rozwiązanie, a nie banalna poprawa transportu, czy polityki mieszkaniowej, jest obecnie stolicy niezbędna.
Strach się bać, czyli nadchodzi faszyzm!
2015-10-26 14:42:31
Czy słyszysz już za oknem stuk podkutych butów? To szturmowcy PiS szykują się na nocny marsz z pochodniami pod wodzą Antoniego Macierewicza.
W szpitalach trwa już oznaczanie dzieci z in-vitro, które wraz z rodzicami zostaną wydalone z Polski, a Oddziały Religijnej Milicji Obywatelskiej odziane w sorty mundurowe z magazynów szykują już nocne wizyty u znanych ateistów.

Czy słyszysz płacz Barbary Nowackiej, która dowodząc Zielonym TRUPem SLD przez lata walczyła o prawa pracownicze, eksmitowanych lokatorów i wykluczonych społecznie? Czy słyszysz zawodzenie Zielonych po tym, gdy dowiedzieli się, że nadchodzący faszyści nie zrealizują projektów ekologicznych więzień CIA i czołgów na biopaliwo, które miałyby brać udział w niesieniu demokracji innym narodom?

To ponure dni, w których PiS dochodzi do władzy. Już tylko śmieszny człowieczek z muszką i jego dzielny adiutant, co się policji nie kłaniał i walczył z chodnikiem mogą uratować Polskę przed absolutną władzą PiS gdy przejdą próg wyborczy.

Nic to, że PO podwyższyła wiek emerytalny!
Nadchodzi przecież faszyzm!
Nic to, że SLD popierało tworzenie tajnych więzień CIA i wysyłanie w bratnim darze bomb mieszkańcom Afganistanu i Iraku!
PiS to dopiero faszyzm!
Nic to, że przez ostatnie lata banki, korporacje i organizacje kapitalistów zyskały jeszcze większe wpływy!
Pisałem już o nadchodzącym faszyzmie?

Teraz na poważnie

Naprawdę czytelniku/czytelniczko jesteś w stanie uwierzyć w te wszystkie jęki o zagrożeniu demokracji, dochodzące między innymi z redakcji „GazWybu”? Myślisz, że tak wiele się zmieni w naszym pół peryferyjnym kraju istniejącym tylko w teorii. Ta wiara jest przecież tak samo naiwna jak wiara w to, że PiS poprawi sytuację ludzi pracy.
Skąd się biorą dzieci?
2015-06-10 08:22:57
Każdy chyba przynajmniej raz w życiu tłumaczył się z czegoś niewygodnego w absurdalny sposób – na przykład „Jestem późno, bo zasiedziałem się z kolegami w klubie dyskusyjnym, a po drodze ktoś jeszcze przypadkowo oblał mnie piwem, dlatego nim pachnę”.

W Polsce w podobny sposób różne środowiska tłumaczą, wydawałoby się proste do zrozumienia zjawiska społeczne.
W ramach propagandy sukcesu organ Michnika tłumaczył na przykład, za pośrednictwem „ekspertki”, że młodzi zostają w domach ze względu na… nadopiekuńczość rodziców. Niedawno ten sam „GazWyb” stwierdzał z kolei, że Bronisław Komorowski przegrał wybory ze względu na to iż młodzi głosowali „dla jaj”.

Politycy oczywiście nie są lepsi. Zdaniem Leszka Millera wynik wyborczy Magdaleny Ogórek nie jest czerwoną kartką dla pseudolewicy, ale klęską „kandydatki niezależnej”. Stefan Niesiołowski tłumaczył z kolei porażkę Komorowskiego „falą hejtu”.

Ostatnio do tłumaczących dołączyła Fundacja Mamy i Taty ze spotem sugerującym, że w Polsce kobiety nie rodzą dzieci, bo… jeżdżą do Paryża i Tokio oraz robią kariery.

Rozwiązanie proste niczym budowa cepa. Po co budować przedszkola, podnosić pensje, umożliwiać rodzinom najem mieszkań? Wystarczy, że zabierze się bezdzietnym kobietom dowody osobiste i paszporty. Niech zamiast żreć sushi w Tokio i pić wino w Paryżu, rodzą dzieci. W nagrodę za jedno dziecko – dowód osobisty, czyli możliwość wyjazdu do krajów UE, za kolejne paszport. Nie będzie więcej jakaś sprzątaczka robiła kariery i szlajała się po Japonii zamiast siedzieć w domu oczekując przyjścia na świat kolejnego obywatela.

W ten sposób musiały działać władze Wielkiej Brytanii czy Irlandii, bo wśród mieszkających tam rodzin emigrantów z Polski dzietność jest większa. Nieprawdaż?
Uwaga na roszczeniowców!
2015-06-02 09:52:32
W Warszawie odbył się zjazd założycielski kolejnej organizacji reprezentującej interesy roszczeniowo nastawionej grupy społecznej. Jej celem jest obrona przywilejów tej mniejszościowej grupy, która skłóca i rozbija społeczeństwo w imię swoich wąsko pojętych interesów. Nie patrzy przy tym perspektywicznie. Jest w stanie niszczyć całe branże, aby osiągnąć większe zyski. Na jej czele stoi zamknięta grupa osób zarabiających krocie, starająca się aby mieć dochody kosztem całej reszty społeczeństwa. Można to wręcz nazwać kradzieżą w białych rękawiczkach.

Wysuwane przez nową organizację populistyczne postulaty mogą drogo kosztować państwo i całe społeczeństwo. Niepoparte żadnymi racjonalnymi argumentami, stanowią zestaw pobożnych życzeń, których realizacja tylko pozornie poprawiłaby sytuację pracowników, a w rzeczywistości skazała ich na pracę za grosze lub bezrobocie.

Dodatkowo cechą tej grupy jest daleko posunięta roszczeniowość. Już teraz wszystkie inne są jej podporządkowane, a roszczeniowcy chcieliby jeszcze więcej przywilejów oraz władzy. Ich pazerność na pieniądze, zarówno publiczne jak i prywatne, nie ma granic. W dodatku, gdy nie radzą sobie na rynku potrafią głównie jęczeć i przedstawiać się jako ofiary systemu, zrzucając winę na wszystko, tylko nie swoją nieudolność. Pielęgnują więc w pewnych względach tę wyuczoną niezaradność, bo sama przynależność do uprzywilejowanej grupy powinna im wystarczyć.

Liderem i inicjatorem nowej organizacji jest populistyczny lobbysta grup działających na granicy prawa, a nawet oskarżanych o stosowanie niemal mafijnych metod. Grupy te czerpią przywileje z wywierania nacisku na państwo i posiadanej siły przetargowej. Mogą osiągnąć o wiele więcej niż przysłowiowa sprzedawczyni w sklepie dzięki stosowaniu przemocy ekonomicznej oraz szantażu. Pozostają przy tym poza skuteczną kontrolą państwa, stosując nieetyczne chwyty przy reklamowaniu się. Mówią, że dają ludziom pieniądze, a w rzeczywistości wpuszczają w długi.

Jeśli myślicie, że mowa tu o związkach zawodowych czy którejś z organizacji lewicowych, mylicie się. Ową populistyczną organizacją roszczeniowców jest stowarzyszenie Nowoczesna.pl reprezentujące najbardziej roszczeniową grupę w Polsce – przedsiębiorców. Lider to oczywiście Ryszard Petru, znany bankowy lobbysta naginający rzeczywistość tak aby przedstawić zorganizowaną bankowość jako dobrodziejstwo.

Nowoczesna.pl śmiało kroczy walcząc ze społeczeństwem i rzeczywistością o lepszą przyszłość… dla swoich liderów.
Znęcanie się nad kandydatami (i kandydatką)
2015-05-12 15:02:25
Pierwsza tura wyborów prezydenckich zakończona, więc czas poznęcać się nad kandydatami (i kandydatką), podsumowując ich osiągnięcia.




Paweł Tanajno – należy do tych nielicznych kandydatów na prezydenta RP, którzy mogą poznać wszystkich swoich wyborców osobiście. Dla niego zresztą udział w wyborach był niczym olimpiada dla sportowca z egzotycznego kraju – samo uczestnictwo to sukces.

Jacek Wilk - on również może poznać swoich wyborców osobiście. Wilk próbował serwować korwinizm na poważnie i cytując niezrównanego komentatora sportowego w trakcie kampanii „stracił świeżość w kroku”. Cyrk bez dobrego klauna nie jest już śmieszny.

Marian Kowalski - jeśli ktoś sądzi, że radykalna lewica ma problem wizerunkowy, powinien spojrzeć na Mariana Kowalskiego i jego kumpli od brunatnych mundurków. Elokwencja, oczytanie i wykształcenie zyskały kandydatowi prawdziwych patriotów całą rzeszę zwolenników.

Grzegorz Braun - tym razem program kościół, rodzina, strzelnica oraz bomba atomowa, nie przyniosły sukcesu. Niepokorny pogromca żydowsko-masońskiego kondominium oraz rycerzy jedi poległ w nierównej walce. Gdyby przynajmniej dawał wejściówki na tę strzelnicę, albo zorganizował jakąś w kościele.

Janusz Palikot - słabiutko i bez fajerwerków. Ten kandydat w dotychczasowej działalności wyczerpał jednak limit głupoty i absurdu. W tej kampanii przegrał z konkurencją, choć jeszcze niedawno wydawało się, że nie można być głupszym od Palikota.

Adam Jarubas - na kandydata PSL nie zagłosowali tym razem nawet wszyscy ulokowani w spółkach skarbu państwa czy samorządach działacze partii wraz z rodzinami i klientami. Gdyby było inaczej wynik na pewno okazałby się lepszy. PSL musi wprowadzić nowe systemy motywacyjne, na przykład awanse czy premie pieniężne.

Magdalena Ogórek - kandydatka niezależna, która przypadkiem otrzymała pieniądze od SLD i przypadkiem odbywała konferencje w siedzibie tej partii zdobyła około 2,4% głosów. Sam chciałbym zostać niezależnym kandydatem dostającym kasę od Leszka Millera. Obiecuję, że ode mnie też mógłby później się odciąć jak od pani Magdy. Samobójstwo popełnione przez SLD należy ocenić jako bardzo malownicze.

Janusz Korwin-Mikke - lekka pedofilia, Adolf Hitler i strzelanie do górników nie okazały się jednak nośnymi hasłami. Przy obniżeniu wieku wyborczego do 16 lat i daniu prawa głosu gimnazjalistom oraz studentom, Korwin mógłby może pokusić się o wygranie jakichś wyborów. Problem z Krulem polega na tym, że dowcipy powtarzane po 100 razy przestają być śmieszne. Czas na nowy program kabaretowy.

Paweł Kukiz - sensacja, totalna niekumacja, tak można by podsumować kampanię tego kandydata. Wyuczył się trzech zdań na krzyż, ale walczył z systemem. Nie umiał odpowiedzieć na najprostsze pytania, a konstytucja to dla niego zapewne rodzaj drinka, ale „rozliczał sitwę”. Walczył przy tym o jednomandatowe okręgi wyborcze, czyli oddanie absolutnej władzy PO-PiSowi. Dowodzi to, że istnieje wielu wyborców gotowych zagłosować nawet na psa z dwoma głowami, czy inne dziwo, byle nie poprzeć establiszmentowych kandydatów.

Bronisław Komorowski - bul po ogłoszeniu pierwszych wyników, jaki rysował się na twarzach jego sztabowców rekompensował oglądanie drętwego wieczoru wyborczego. Jeszcze niedawno Adam Michnik twierdził, że Komorowski aby przegrać musiałby przejechać na pasach po pijaku zakonnicę. Czy ostatnio zaginęła jakaś zakonnica? Ogólnie niezbyt rzutki fajtłapa, zajmujący się hobbystycznie mordowaniem królików, nie wykazał się w kampanii większą charyzmą. Działanie na zasadzie: nasz program – straszenie PiSem, już nie wystarczy.

Andrzej Duda - zdecydowany wygrany z poparciem kilkunastu procent obywateli. Z tej radości zbratał się nawet z ludem spacerując przed wejściem do warszawskiego metra i rozdając kawę w plastikowych kubkach (ludzki pan, na jeden dzień zrezygnował z kawioru na rzecz taniej kawy). Może przed drugą turą, aby pokazać jaki z niego „swój chłop” nawet przejedzie się komunikacją miejską. Oczywiście jako zdecydowany bojownik walki z liberalizmem jest… byłym działaczem Unii Wolności.

Największym zwycięzcą wyborów jest jednak kandydat rzeczywiście antysystemowy. Według wstępnych wyników ma spore szanse na zwycięstwo w pierwszej turze, nazywa się Bojkot.
Cyrk wspaniały z USA!
2015-03-26 21:25:21
Zainspirowany niedawnym show wokół przejazdu przez Polskę obcych wojsk i zachwytem mediów oraz części społeczeństwa postanowiłem odświeżyć znakomity tekst Jacka Kleyff'a - oryginał można odsłuchać tutaj

Cyrk wspaniały z USA!




Dziś od rana w całym mieście
powtarzają wszyscy newsa,
że przyjechał chodzą wieści
cyrk wspaniały z USA.

Chodźcie bo transportery.
Patrzcie strzelców duecik.
No i kobita z bronią.
Bawmy się jak dzieci.

Nastolatki robią selfie
Z żołnierzami jak ze stali.
Połyskują karabiny.
Oni są wspaniali!

Jankes w białych rękawiczkach
rozpościera łachman stary
I za chwilę pokazuje
Na co chcą dolary.

Wszyscy oniemieli,
Rozgorzały żądze.
Każdy chce dać teraz
Na bazy pieniądze.

Lecz za chwile piramida.
Wjeżdża pojazd mechaniczny.
Dwóch żołnierzy na transporter,
Na wierzch dziewczę śliczne.

Patrzcie, silnik ryczy
Dyszy i aż sapie
Co będzie gdy ruszą?
Kto ich potem złapie?

Dwaj weseli strzelcy wyszli
Jeden mówi „jezdem Tha dek”
Drugi też się sam przedstawił.
Ruskim skopią zadek!

Ha ha do rozpuku!
Jezusie jakie śmieszne!
Połyskują złote zęby,
Krzyczą: jeszcze! jeszcze!

Spazmy zachwytu wokół
wiwat na całej sali,
Tak, tak! Brawo, brawo!
Oni są wspaniali!

Dziś od rana w całym mieście
powtarzają wszyscy newsa,
że przyjechał chodzą wieści
cyrk wspaniały z USA
Widmo inwazji nad Ukrainą
2015-02-02 20:50:53
Nad Ukrainą zawisł cień śmiertelnego wroga wszystkich wolnych ludzi, wroga, który nie bierze jeńców i nie zna litości. Przemysł tego kraju, już teraz ledwo stojący na nogach, jest na skraju przepaści. Teraz ma szansę ruszyć śmiało naprzód. Fabryki, huty, kopalnie mogą paść ofiarą barbarzyńskiej inwazji, więc za kilka lat będą przypominały morze ruin. Nie lepszy los czeka gospodarstwa rolne, które ze względu na brak finansów i działania wroga, będą leżały odłogiem, a rolnicy staną w obliczu problemów nawet z wyżywieniem swoich własnych rodzin. Setki tysięcy ludzi w wyniku działań wroga mogą znaleźć się na bruku, wyrzucone z mieszkań, na które będzie stać tylko najbogatszych. Na Ukrainie nastaną straszne czasy otwartej obcej interwencji oraz jawnie sprzyjających jej władz.

Nie, nie chodzi o inwazję żołnierzy Putina, których, jeśli by wierzyć doniesieniom z Kijowa, powtarzanym przez polskie „wolne” media, przybywają codziennie tysiące („dziennikarze” muszą pamiętać, aby ich liczebność nie przekroczyła w końcu liczby wszystkich sił Federacji Rosyjskiej).

Wróg nadchodzi z innego kierunku i jest po stokroć straszliwszy, bo uderza za liniami frontu, w bezbronnych cywilów. Nazywa się... Leszek Balcerowicz. Po rozwaleniu polskiej gospodarki oraz przygodzie w Gruzji, gdzie bohatersko wspierał kraj, w którym luksusem stały się dostawy energii elektrycznej, dziś kieruje swój atak ku Ukrainie. Zaproszony przez głównego udziałowca biznesu zwanego Ukraina, Petro Poroszenkę, ma „ustabilizować” ukraińską gospodarkę.

To kolejna faza ataku. Już wcześniej polscy politycy doradzali Ukraińcom jak reformować samorząd, czyli nadać lokalnej oligarchii pozory demokracji.

Powstaje pytanie, gdzie jest największy, wieczny spokój? Na cmentarzu. Dzięki wspólnym wysiłkom Poroszenki i Balcerowicza ukraińska gospodarka ma wkrótce szansę przypominać właśnie... cmentarz.


Grafika www.facebook.com/SuperEtat
Dziennikarze górnikami!
2015-01-14 22:41:21
Pustoszeją redakcje,
z miasta idą pociągi,
TOK FM i „Gazeta”
na Śląsk robią zaciągi.

Wielowieyska Dominika
W szybie windy zaraz znika.
Już na przodku pracuje
I tam węgiel fedruje.

Redaktorzy Natemat
Zamiast pisać poemat
O wyższości kapitału
Chodnik kopią pomału.

Paradowska Janina
Szychtę zaraz zaczyna
Gdzieś pod Katowicami
Z innymi liberałami.

Lis Tomasz razem z Durczokiem
Wziąwszy się pod boki
Teraz są sztygarami
Rządzą więc chodnikami.

Jaka zmiany przyczyna,
Że fedrować zaczyna
Dziennikarska rodzina
I rwetesu nie wszczyna?

Prosta na to odpowiedź
Redaktorzy co się zowie
Uwierzyli, że kopalnie
Pensje dają wprost genialne.

Przywileje, pomostówki,
Nie jakieś tam marne wierszówki.
Nie medialny celebryta,
Ale górnik to elita.

Praca miła, chociaż w brudzie
Nie narobią się w niej ludzie,
Nie to co rauty i bale,
Co przyjemne nie są wcale.
Jak Doktor Marek człowiekiem lewicy został
2014-11-28 11:23:13
Miejsce: Luksusowa rezydencja Dusigrosz Centre Club

Osoby: Marek „Doktor” Ubraniszewski, szef DCC, laureat wielu ważnych i prestiżowych nagród
Ryszard Kutno, niemal europoseł i prezydent Warszawy, polityk wielkiej miary

Marek „Doktor” Ubraniszewski: płacze, obok przy zastawionym ostrygami i kawiorem stole siedzi jego kolega Ryszard Kutno.


Ryszard Kutno, przyjacielsko: Mareczku, czemu płaczesz?

Marek „Doktor” Ubraniszewski: Bo wszyscy się ze mnie śmieją i lewica mnie nie lubi. Doktorat mi odebrali, a taki był ładny, pisany przez życie. Co oni sobie w ogóle myślą?! uniósł się Ubraniszewski, ci recenzenci tyle kawioru mi zżarli i wypili najlepszego szampana, żeby docenić walory mojej pracy, a tu co?!


RK
: Nie martw się Mareczku, ty zbyt wrażliwy człowiek jesteś. Zupełnie tak jak ja. Jak zobaczyłem kiedyś lokatorów nie mających na czynsz to aż się popłakałem i przez miesiąc nie mogłem kawioru przełknąć.

M„D”U: Naprawdę?

RK: Naprawdę! I wiesz co, wtedy koledzy powiedzieli mi, że wszystko jest kwestia podejścia do życia!

M„D”U: To znaczy?

RK: Wytłumaczyli mi, że skoro jestem przedstawicielem wykluczonych i jem kawior to tak jakby oni sami jedli kawior. Teraz popieram Hannę Gronkowiec-Walec, na prezydentkę Warszawy, bo jej mąż pomagał jakimś tam zreprywatyzowanym lokatorom.

M„D”U: Na prezydentkę?

RK: Tak, na prezydentkę, bo my lewicowcy walczymy teraz o żeńskie formy językowe! To bardzo potrzebna i postępowa walka!

M„D”U: To Rysiu, co mam zrobić?

RK: Napisz do „Tygodnika Pogląd” list o tym jaki jesteś wrażliwy i lewicowy.

M„D”U: Dobry pomysł, tylko o czym napisać?

RK: Pamiętasz jak Józkowi zlicytowali dom za prowadzenie kreatywnej księgowości, a ty powiedziałeś, że i tak będziesz z nim robił interesy, bo pomagasz potrzebującym członkom DCC?

M„D”U: Pamiętam, Józek powiedział, że przyznaje mi honorowy tytuł „Przyjaciela Bezdomnych”. Dodał też, że czynię dobro.

RK: No widzisz, to ty jesteś prawdziwy człowiek lewicy, jak nie przymierzając ja. Zerknij jeszcze do wydawnictw PZPR o lewakach, żeby wiedzieć jak się od nich odciąć, bo tylko lewacy mogą krytykować tak dobrego człowieka. Potem pisz list!

M„D”U: Dziękuję Rysiu! Wszystkie Ryśki to porządne chłopy! Świetny pomysł, zaproszę cię na kolejną Galę DCC w Operze Narodowej!
Tymczasem może po kielonku whisky, najlepsza, Józek od „Przyjaciela Bezdomnych” mi prosto ze Szkocji przysyła.

Wszelkie podobieństwo z listem "doktora" Marka Goliszewskiego do "Tygodnika Przegląd" całkowicie przypadkowe.


Niech golasy bronią Polski!
2014-11-05 22:47:21
Dziennik Telewizyjny TVP doniósł, że pojawiły się plany włączenia do systemu obronnego Polski oprócz różnych grup paramilitarnych... historycznych grup rekonstrukcyjnych.

Ponieważ, jak twierdzi, mający luki w pamięci, były minister Sikorski, grożą nam zabory, czy jakoś tak, warto zastanowić się: kto byłby w stanie stanąć na straży niepodległej i niezawisłej Rzeczpospolitej?

Wybór mamy bardzo szeroki. Poza banalnymi Powstańcami Warszawskimi (trochę za bardzo przypominają Niemców w tych mundurach, co źle się kojarzy, niemiecki „rewanżyzm” podnosi wszak łeb), mamy wiele innych opcji. Na przykład tacy piechurzy Księstwa Warszawskiego. Bardzo malownicze wojsko, które stanie w równych szeregach i będzie strzelać do wroga salwami z ładowanych od przodu karabinów. Mamy też grupy rekonstruujące wcześniejsze formacje. Oto wyobraźmy sobie husarzy szarżujących na wroga z rozwiniętymi sztandarami. Każdy Polak powinien czuć dumę i bezpieczeństwo widząc takich obrońców.
Mamy też piastowskich wojów, szyjących do wroga z łuków, a co najważniejsze doświadczonych w walkach partyzanckich (między innymi w tym celu ma być tworzona nowa formacja). Puszcz wprawdzie od średniowiecza trochę ubyło, ale zawsze jakieś rezerwaty przyrody, których mogliby strzec wojowie, się znajdą.

Budżet jest jednak obciążony. Opowiadamy się za tanim państwem, a skórzane kaftany, kolczugi czy tarcze dla wojów kosztują, nie wspominając już o ekwipunku husarskim.

Stąd, opracowując nową strategię bezpieczeństwa warto sięgnąć po rekonstrukcje jeszcze innej formacji – greckich harcowników. W takiej rekonstrukcji może wziąć udział niemal każdy. Wymaga ona jedynie jakiegoś koca czy płaszcza do owinięcia się, opcjonalnie kapelusza lub wełnianej czapki. Za broń takiemu rekonstruktorowi/obrońcy ojczyzny wystarczy oszczep lub wręcz kamień, a do ochrony mała drewniana tarcza.

To, że w ogóle rozważa się teraz tworzenie paramilitarnych, wspieranych przez państwo formacji nie będących wcale ani obroną terytorialną, ani gwardią narodową, ale de facto prywatnymi armiami potwierdza tylko tezę, że nasz kraj istnieje tylko w teorii. Oto w imię bezpieczeństwa mamy godzić się na formacje wspierane przez organizacje pracodawców czy samorządy (sic!). Poglądy, że grozi nam inwazja „zielonych ludzików”, tylko czekających z wysadzeniem desantu w Gdańsku (z którymi będą musieli zmierzyć się między innymi rekonstruktorzy historyczni), nie są już traktowane w kategoriach psychiatrycznych. Głoszących je polityków zaprasza się do mediów nie w celu wyśmiania, ale „poważnej” dyskusji.

Dlatego zgłaszam pomysł z gołymi harcownikami rzucającymi we wroga oszczepami. Bezpieczniej nie będzie, ale za to weselej na pewno.


W celu zaprezentowania projektu przedstawiam go na modelu, figurkach w skali 1/100
Gospodarka oparta o lichwę
2014-10-20 22:21:56
Oglądanie reklam potrafi być bardzo pouczające. Ostatnio z coraz większej liczby można się przekonać, że naszą przyszłością są... usługi finansowe.

Uśmiechasz się oglądając stan konta po wypłacie? Bank sprawi, że się uśmiechniesz jeszcze raz dając ci do 300 zł ekstra! Taki dodatek/zapomoga, wiec po co państwo czy płace minimalne! W innej placówce tylko czekają aby spełnić twoje marzenia. Tropikalna podróż, samochód, wyprawka szkolna dla dziecka, zakupy? To nic, że za drogie! Są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy mały kredycik na te „inwestycje”. Na pewno szybko się zwrócą, więc po co się martwić!

Nie spłacasz kredyciku, jesteś w rejestrze dłużników? Nie szkodzi, z pomocą przyjdzie firma lichwiarska, oferująca do swojego kredytu nawet... ubezpieczenie zdrowotne (nie to co zatęchła państwowa służba zdrowia, która nawet jak działa to nie tak jak powinna). Jak zobaczysz odsetki, to fundną ci pogotowie, żebyś przed spłatą nie zdążył kopnąć w kalendarz.

Raty i oprocentowanie za wysokie? Cóż, czas na firmę windykacyjną. Tam też pracują ludzie, jak dowiemy się z reklamy, co bardzo nas uspokaja, bo już widzieliśmy oczami wyobraźni hordę krwiożerczych wampirów. Zaraz do ciebie zadzwonią i ustalicie raty możliwe do spłaty (a może jakiś kredycik na spłatę kredytów?). Firma rozwiąże też twoje problemy rodzinne. Nie rozmawiasz z partnerką i dzieckiem, chcesz dla niego lepszego życia i nie wiesz co robić? Po co wydawać na psychologa rodzinnego (pamiętaj masz długi) skoro zadzwoni windykator. Od razu zaczniesz nowe życie. Zaświeci słońce, a i rodzina wyda się jakaś milsza oraz przystępniejsza.

Tylko nie mów, że brakuje ci pieniędzy na spłatę, przecież w innej firmie możesz wygrać „ekstra pensję”, a w jednym z supermarketów piąte zakupy gratis!

Może niedługo usłyszymy, że po wzięciu kredyciku weźmiemy udział w losowaniu nagrody głównej... pracy na etat u któregoś z windykatorów, albo nawet pracy na etat z regularnie płaconą pensja wystarczającą na niemal wszystkie opłaty (nie wszystkie, bo by się ludziom w d... poprzewracało i nie braliby kredycików).

Można żyć bez opresyjnego, niszczącego przedsiębiorców państwa? Można i to jak dostatnio!

Tak więc niech cały naród buduje fortuny bankierów i lichwiarzy, podstawy tego naszego wspólnego nas wszystkich dobrobytu!
Niech żyje wojna... i redaktor Sierakowski!
2014-08-28 09:34:05

Stało się! Po odejściu partnerki, która redagowała część jego tekstów i służyła za darmowego wyrobnika w „Krytyce Politycznej” nadzieja „młodej lewicy” redaktor Sławomir Sierakowski stał się zdecydowanie bardziej wojowniczy. Przeczytał stare numery „Żołnierza Wolności”, aby wprowadzić się w klimat, podmienił Armię Czerwoną na NATO, a „zgniły zachód” na Rosję i popełnił tekst „Nie przysyłajcie nam słów”. NATO powstało po to, żeby chronić porządek, którym właśnie zachwiała Rosja. Putin podważył to, co jest samym sensem funkcjonowania NATO pisze redaktor i domaga się jak największej obecności obcych wojsk w Polsce. Jego kolega Radosław Sikorski zapewne bił brawo jak czytał. Powstaje pytanie czy zaproszenie do ostatnio nadanej panu ministrowi wsi już trafiło do redakcji „Krytyki Politycznej”? Kto wie, może jakieś wakacyjne studium warunków na wsi, prowadzone z ministerialnego dworku będzie niedługo miało miejsce.

Zdecydowanie popieram redaktora Sierakowskiego. Więcej obcych wojsk to taka nowa „lewicowa” recepta na kryzys. Proponuję aby oficerów nowych sojuszniczych wojsk śpieszących z bratnią pomocą zakwaterować między innymi w siedzibie „Krytyki Politycznej”. Ostatnio i tak coraz częściej publikuje teksty zgodne z rządową propagandą, więc po co w ogóle miałaby publikować. Skoro [Rosja] Złamała fundamentalne założenie o pokojowym współistnieniu państw - powojenny porządek granic i prawo międzynarodowe. Stworzyła niebezpieczny precedens, a nawet nowy typ wojny. Do wykorzystania dla każdego agresora w przyszłości. Zachęta tym większa, im więcej będzie tolerancji wobec Rosji. to Krytyka mogłaby czynem przysłużyć się polskiej obronności.

Najlepiej w ogóle aby redaktor Sierakowski znalazł się w składzie polskich sił wysyłanych do Donbasu. Takie siły należy wysłać, zwłaszcza, że coraz więcej ukraińskich żołnierzy nie chce poświęcić życia w imię interesu oligarchów… wróć, „demokratycznej i niezależnej Ukrainy”. W skład sił mogliby wejść wszyscy zwolennicy zaangażowania militarnego na Ukrainie. Eurodeputowany Paweł Kowal pokazywałby drogę przez pola minowe, eurodeputowany Bogusław Sonik własnym ciałem osłaniał nacierające czołgi, a Romuald Szeremietiew wymachując szabelką wołał przed nacierającymi że „nadchodzą siły NATO”, ponieważ według niego powinny się pojawić na Ukrainie.

W ten sposób Polska będzie mogła wzmocnić „pomoc humanitarną dla wojska ukraińskiego”, która robi ostatnio furorę w mediach głównego nurtu.

Osiągnięcia wymienionych polityków (oraz redaktora) oznaczają, też że niewiele byśmy stracili na wyeksportowaniu ich do strefy wojny.
Jak Adam Michnik specjalistą od lotnictwa został
2014-07-23 22:36:25



Adam Michnik siadł sobie w kącie i zaczął przyszywać do garnituru kolejną sprawność podśpiewując pod nosem „jestem najmądrzejszy, jestem najmądrzejszy”. Obok plakietki „autorytet moralny” oraz „człowiek wolności” znalazła się sprawność z sylwetką samolotu i dopiskiem „ekspert lotniczy”.

Adam Michnik przyznał ją sobie po tym, gdy w błyskotliwym komentarzu w „Gazecie Wybiórczej” pod tytułem „Zbrodnia Putina” wyjaśnił tajemnicę zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad Doniecką Republika Ludową. Sprawność mu się należała. Znalazł winnego bez analizy zapisów z czarnych skrzynek, oględzin miejsca katastrofy czy rozmów z jej świadkami. Nagle okazało się, że nie są potrzebne żadne międzynarodowe komisje. Adam Michnik rozwiązuje zagadki katastrof na podstawie samych relacji w mediach. Linie lotnicze po katastrofach powinny przesyłać mu nagrania z serwisów informacyjnych, a on objaśniałby – tutaj wina Putina, tu zemsta zza grobu Saddama Husajna, a tu sztuczna mgła rozpylona przez zawistnych polityków, czy jakoś tak.

Adam Michnik powinien przyznać sobie też jeszcze jedną sprawność „światowej klasy politolog” za stwierdzenie: ... ten wielkomocarstwowy, wielkorosyjski szowinizm jest najwyższym stadium komunizmu. Doprawdy trzeba nie lada umysłu, aby rozszyfrować komunistyczną ideologię Rosji Putina z bolszewickimi oligarchami, marksistowsko-leninowskimi korporacjami i lewackimi milionerami.

Tymczasem „separatyści”, którzy według między innymi organu Michnika nie chcieli oddać czarnych skrzynek z malezyjskiego samolotu ... oddali czarne skrzynki stronie malezyjskiej, która im za to... podziękowała.

Tuż po tym , gdy między innymi „Gaz Wyb” mówił o walających się wszędzie ciałach ofiar (gdyby nie „separatyści” zapewne ułożyłyby się one same w rządki, tak jak np. po katastrofach w krajach zachodu) „separatyści” przesłali ciała ofiar do Holandii.

Dzisiaj z kolei na stronie głównej portalu Gazeta.pl, czyli elektronicznego organu Michnika, straszył czytelników tytuł „Separatyści wciąż zestrzeliwują samoloty”... jako komentarz do zestrzelenia dwóch ukraińskich samolotów szturmowych. Proponuję aby za kilka dni z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego Gazeta.pl przygotowała na przykład tytuł „Powstańcy strzelali do ludzi”.
Czuli wyzyskiwacze
2014-06-25 22:49:50
Dwa z pozoru niezwiązane fakty potrafią po bliższym przyjrzeniu się być bardzo znamienne.

Co ma wspólnego sytuacja osobista „Nadziei lewicy”, Sławomira Sierakowskiego z ogłoszeniem w GazWybowych „Wysokich Obcasach”?


Zacznijmy od organu młodych, zdolnych, z wielkich miast. Ogłosił on nabór frajerów/frajerek, potocznie zwanych stażystami/stażystkami.

„Wysokie Obcasy” wyszły naprzeciw oczekiwaniom kandydatów/kandydatek. Za możliwość wpisania sobie w CV stażu w redakcji nie każą sobie nic płacić! Co będzie wchodziło w zakres obowiązków stażysty? Zapewne pisanie do WO kolejnych łzawych tekstów o tragicznej sytuacji materialnej i wyzyskiwaniu... stażystów. Gaz Wyb doszedł najwyraźniej do wniosku, że dziennikarze muszą pisać o swoich własnych doświadczeniach (aż strach pomyśleć, kto odpowiada u nich za kronikę kryminalną).

Sławomir Sierakowski (dla przypomnienia, taki znany „lewak” z Krytyki Politycznej, proponujący umiarkowany postęp, ale zawsze w granicach prawa) dokonał z kolei coming outu (dla nieznających nowomowy, nagle napisał szczerą prawdę). Przyznał się, iż od pięciu lat zatrudniał swoją, byłą już, partnerkę w charakterze darmowej siły roboczej przy redagowaniu i pisaniu tekstów. Szczerze wyznał, że jej nazwisko nie pojawiało się w stopce redakcyjnej, ani nawet pod tekstami, które w większości były jej autorstwa.

Ponieważ Sławomir Sierakowski to ludzki pan, więc zakładam, że w ramach kontynuowania coming outu zapłaci jednak swojej byłej zaległe wierszówki. Wierzę, że tak wolnościowy zwolennik równości płci oraz praw pracowniczych nie płacił gdyż na przykład groziła mu jakaś zorganizowana grupa kontrolująca finanse redakcji. Była partnerka to z kolei osoba tak skromna, że niemal przemocą wymazywała swoje nazwisko z wszelkich tekstów i dokumentów. Redaktor nie miał śmiałości, aby tę tak cnotliwą skromność przełamywać.

Teraz okazał się jednak ludzki. Po coming oucie jego była będzie sobie mogła wpisać te doświadczenia do CV.

Tutaj dochodzimy do istoty staży, czy jest się młodym zdolnym dziennikarzem WO czy partnerką „lewicowego” salonowego publicysty.
Praca to „fun”, więc zasuwaj na swojego szefa, bo powinno ci to sprawiać frajdę! Pensja? Wierszówki? To nie PRL, ani program satyryczny!


Szkoda że nie działa to w drugą stronę. Stażysta nie może napisać do firmy energetycznej:

wierzę, że dostarczanie energii jest Państwa misją, więc oferuję trzymiesięczne darmowe dostarczanie mi prądu. Obiecuję, że po upływie państwa stażu rozważę płacenie za tę usługę

Lub do sklepu spożywczego:

ogłaszam konkurs ofert na darmowe przekazywanie mi żywności. Wybrany sklep będzie miał możliwość goszczenia mnie oraz poznania moich opinii o jego asortymencie jako konsumenta. Jeśli oferta wyda mi się zadowalająca bardzo prawdopodobne jest uzyskanie przez taka placówkę ode mnie opłat za dalsze zakupy.

Ja z kolei na koniec proponuję "Gazecie Wyborczej" i Sławomirowi Sierakowskiemu:

Oferuję atrakcyjną ofertę na dostarczanie mi darmowych publikacji o tematyce społeczno-politycznej. Zgłaszające się redakcje będą miały okazję wpisać do swoich doświadczeń fakt, że byłem czytelnikiem ich publikacji oraz uzyskać moje opinie o nich. Najlepsze wydawnictwa mogą liczyć na to, że zacznę płacić za ich publikacje
Projekt Praca, czyli GazWyb i propaganda za pieniądze podatnika
2014-06-24 10:59:23
"Gazeta Wyborcza" to jedno z propagandowych mediów trudzących się aby na niewygodne dla kapitalistów pytania udzielać wygodnych odpowiedzi.

Ostatnio tego typu akrobacje wyczyniała w dodatku "Praca".

Młodzi ludzie późno się usamodzielniają i pomimo że są dorośli mieszkają z rodzicami bo...?

W zasadzie odpowiedź na te pytanie powinna być prosta – zmuszają ich do tego najczęściej warunki ekonomiczne.
Wystarczy popatrzeć na oferty pracy pojawiające się w głównych dziennikach. Mało która zapewnia pieniądze pozwalające na przeżycie na godziwym poziomie. Wiele wygląda tak jakby panowie kapitaliści robili w ogóle łaskę, że kogoś do pracy przyjmą. Absolwent wyższej uczelni, ze znajomością kilku języków, najlepiej dyspozycyjny 24 godziny na dobę, być kreatywny, wiecznie uśmiechnięty, umieć pracować w zespole, ustawicznie się szkolić i jeszcze nie wiadomo co. Zwykle jeśli znajdzie się szczęśliwiec spełniający wszystkie kryteria to i tak rzadko zarobi więcej niż pensja minimalna, ewentualnie „wspaniałą” prowizję od sprzedanego chłamu jeśli trafi na stanowisko „sales managera” (czyli normalnie mówiąc: akwizytora).

Tymczasem jaką diagnozę problemu ma „Gazeta Wyborcza”? Kiedyś tytuł ten propagował wizję „nadchodzącego rozwoju”. Rozwoju jakoś nie widać, młodzi siedzą po domach, na bezrobociu, więc trzeba znaleźć wytłumaczenie.
Sprytni dziennikarze sięgnęli po… ekspertkę. Wiadomo ekspert dobry na wszystko.

Kto został ekspertką GazWybu? Ekonomistka? Socjolog? Nie, pani psycholog - dr Ewą Jarczewską-Gerc, ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.


W artykule Dorosłe dzieci na garnuszku rodziców” tłumaczy ona czytelnikom, że młodzi mieszkający z rodzicami to wynik nie sytuacji ekonomicznej, ale… psychiki oraz sposobu wychowania. Źli, nadopiekuńczy rodzice trzymają młodych ludzi po domach, nie chcąc stworzyć im możliwości robienia kariery. Ludzie są obecnie coraz bogatsi, a sytuacją finansową starają się usprawiedliwiać m.in. brak dzieci czy chęci wyprowadzki z domu stwierdza pani ekspert.

W zasadzie w tej tępej propagandzie sukcesu nie byłoby nic nowego, gdyby nie drobne ale. Artykuł powstał w ramach Projektu Praca… wspieranego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce. Za pieniądze publicznych instytucji, czyli podatników, wpaja się ludziom wolnorynkową propagandę o przedsiębiorczości, przebojowości i konieczności wychowywania dzieci do tego aby jak najszybciej szły do pracy. Oczywiście wszelkie oczekiwania płacowe przedstawia się jako roszczeniowość. Młodzi powinni pracować za najniższą możliwą płacę, a przy tym starać się jeszcze zapewne o kredyt mieszkaniowy na 30 lat, bo przecież do tego prowadzi zwykle jak najwcześniejsze usamodzielnienie.

Najgłośniej o przedsiębiorczości krzyczą więc ci, którzy korzystają z pieniędzy podatników.
Redakcji Gazety Wyborczej krzywda się nie dzieje. Są pieniądze z urzędowych ogłoszeń i programów. Pani Jarczewska-Gerc zapewne swoją pozycję zdobyła też dzięki „wolnemu rynkowi”. Zawód doktora psychologii pozwala przecież na utrzymanie bez wsparcia z różnego rodzaju państwowych funduszy i stypendiów.

Pani ekspertce oraz członkom redakcji GazWybu radzę – postarajcie się od nowa o „pierwszą pracę” i spróbujcie przeżyć za nią „na swoim”. Jeśli wytrzymacie dłużej niż miesiąc bez zadłużania się i zalegania z wszelkimi możliwymi opłatami, będziecie mieć prawo wypowiadania się.
Niemal 78 proc. wybrało mądrze
2014-05-26 13:39:03
Minęły kolejne wybory. Spełniając swój „obywatelski obowiązek” mogliśmy oddawać głosy na cwaniaków, technokratów, złodziei, szaleńców, faszystów lub naiwniaków wierzących, że uda im się coś zmienić startując do Parlamentu Europejskiego.

Chociaż postawa tych ostatnich wydawała mi się najbardziej sympatyczna, to wczoraj postanowiłem nie tracić czasu na kolejne „demokratyczne” wybory.

Duży wpływ na to miało obejrzenie spotów wyborczych.


Zacznijmy od „lewicy”. Głównym mottem programów SLD było to, że partia ta należy do Partii Europejskich Socjalistów i kilka sloganów typu: rozwój, przyszłość itd. itp. Czym więc przejawia się lewicowość SLD? To oczywiste, należy do Partii Europejskich Socjalistów. Co może zaoferować ludziom pracy? Przynależność do Partii Europejskich Socjalistów.

W tych wyborach żartobliwie nazywano „lewicą” również Europę Plus Ruch Palikota. Ideologia, a raczej wizerunek tego komitetu był tak zawikłany jak jego nazwa.
Ugrupowanie milionera z Biłgoraja, wspierane przez byłego prezydenta kapitalistę z filipińską chorobą, dało przezabawny popis post polityki. Jaka była jego oferta? Podstawowym elementem programu była dobra znajomość Janusza Palikota z Ryszardem Kaliszem, którzy rozumieją się bez słów. Sam Ryszard Kalisz z kolei przedstawił swój program dla warszawiaków – 128 cm w pasie. Była jeszcze Dorota Gardias robiąca Polsce zastrzyk z Euro (dobrze, że nie lewatywę) oraz „lewicowy” Paweł Piskorski, tym razem nie grający na giełdzie, ale wymachujący szabelką. To straszne, że wyborcy nie docenili tej oferty i 128 cm oraz strzykawek zabraknie w europarlamencie.

Czarnym koniem wyborów okazał się tym razem Janusz Korwin-Mikke. Jak widać nie brakuje wyborców zdeterminowanych aby, w związku z tym, że wybory to cyrk, wybrać największego klauna spośród kandydatów. Tudzież nawiązując do słów samego JKM, że PE powinien zostać burdelem wybrali największą polityczną… Zasada: nie będzie lepiej, niech przynajmniej będzie śmiesznie, jakiś tam sens ma. Oczywiście, bardzo umiarkowany, sukces JKM to też wynik upadku rodziny. Rodzice posadzili dzieci przed monitorami, myśląc, że będą mieć problem z głowy, a te naoglądały się gwałtów, delikatnej pedofilii, masakrowania różnych osób i w wieku 18 lat dostały prawo głosowania. Na szczęście z tego się wyrasta, zwykle po pójściu do pracy.

Wyborcy nie docenili z kolei inwencji Ruchu Narodowego, a raczej to narodowcy nie trafili do elektoratu. Bujający się wódz Kowalski z gapą stylizowaną na polskiego orła na koszulce i przemawiający na rozmazanym tle, mógł trafić do grupy alkoholików, ale nie są oni zbyt zdyscyplinowanymi wyborcami. Podobnie inny „target” RN – osoby z dysfunkcjami intelektualnymi, do których narodowcy próbowali trafić powtarzając po kilka razy te same kwestie i operując trzema zdaniami na krzyż. Młodzieży nie zachęciła z kolei perspektywa brania jej do wojska (pomijając już fakt jak RN zamierzał wprowadzić pobór w Polsce poprzez Parlament Europejski).

O ofercie pozostałych komitetów niewiele da się powiedzieć. Gdyby PO, PiS i PSL zamieniły się spotami, to wymagałyby one tylko drobnych korekt i pasowałyby nadal. Bezpieczeństwo, rozwój, polska polskość, najbardziej polska polskość i polska polskość, która jest najbardziej polska. Uśmiechnięte dzieci, wizerunki dobrobytu, który już nastał (w wersji PO) lub wkrótce nastanie (w wersji PiS) to zaprezentowana przez główne partie oferta. Nic tylko głosować, będzie więcej miejsc pracy w agencjach reklamowych udostępniających zdjęcia dobrobytu.

Podobnie z Solidarną Polską oraz partią Gowina. Te przedstawiły jednak postulaty. Gowin chciał aby mapy Londynu służyły jedynie w celach turystycznych, a nie poszukującym pracy. Jak chce to zrobić zasiadając w PE? Nie zdradził. Być może chciał dogadać się z przeciwnikami emigrantów i wspólnie przeforsować prawo umożliwiające korzystanie z map tylko turystom?
Podobnie Solidarna Polska, która w PE chciała… zwiększyć kwotę wolną od opodatkowania w… Polsce.

Oczywiście zostali jeszcze Zieloni, którzy wciąż wierzą w demokratyzację Ukrainy i to, że pucz w Kijowie został wywołany oddolnie. W wielu innych kwestiach mówią słusznie, ale niestety w UE temat zamachów stanu i ingerowania w wewnętrzne sprawy innych państw jest jednym z najważniejszych. Poza tym od początku nie mieli szans. Nie zarejestrowali list we wszystkich okręgach. Głosując na nich podnosiłoby się tylko niepotrzebnie frekwencję.

Po doświadczeniach kampanii cieszy mnie niezmiernie, że niemal 78% Polaków wykazało się jednak zdrową obywatelską postawą i wykorzystała ostatnią niedzielę na coś ciekawszego niż wybór z takiej „oferty”.
Wszystko wina to Putina
2014-05-12 13:16:10
Władimir Putin przerwał pożeranie małych dzieci, którego akurat dokonywał w swojej jaskini na Kremlu i zionąc ogniem ruszył na miłującą pokój i spokój wszelaki Polskę.

Najpierw odebrał wsparcie rodzinom niepełnosprawnych i ich opiekunom, pożerając przygotowane na ten cel przez światłe władze RP walizki. Władimir Putin podłożył też Donaldowi Tuskowi projekt zmiany prawa utrudniający niepełnosprawnym uzyskanie wsparcia w postaci 1% odpisu od podatku. Putin powstrzymywał też przedstawicieli władz przed przyjściem do opiekunów niepełnosprawnych protestujących w miasteczku namiotowym przed Sejmem RP i spełnienia ich postulatów. Przebrani za komorników specnazowcy dokonywali natomiast w Warszawie i innych miastach eksmisji na bruk, w tym rodzin z dziećmi, niszczyli domy kultury, likwidowali szkoły i przedszkola.

Nie były to pierwsze takie przypadki prowokacji wrogich sił. Wcześniej perfidny Putin podmienił parlamentarzystom projekty ustaw. Zamiast obniżenia wieku emerytalnego wyszło jego podwyższenie. Podłożył też projekt pozwalający na działanie w Polsce obcych służb specjalnych i wykorzystanie zagranicznej policji w „wyjątkowej sytuacji”. Wszystko po to aby wysyłać do Polski swoich popleczników przebranych za europejskich policjantów i agentów.

Władimir Putin podłożył też miłującemu wolność i demokrację polskiemu rządowi projekt zmiany ustawy o zgromadzeniach. Dzięki temu trudniej jest zarejestrować dziś w Polsce pikietę, a policja ma większe uprawnienia do działania.
Również przez wrogiego przywódcę mamy w Polsce służby, które wiodą prym jeśli chodzi o liczbę podsłuchów, śledztw i inwigilacji obywateli w skali Unii Europejskiej. Nie jestem w stanie uwierzyć aby miłujące wolność PO, PSL, PiS i inne partie parlamentarne były z tym jakkolwiek związane.

Podobnie było z tajnymi więzieniami CIA… wróć FSB w Polsce. Putin wmówił przecież ówczesnemu premierowi Leszkowi Millerowi, że chodzi o ośrodki szkolące przedstawicieli „społeczeństwa obywatelskiego” z zagranicy.

Wreszcie, to Władimir Putin wysyła do Polski myśliwce i obce wojska.
Szkolą się one do agresji na pustyni błędowskiej, bo przecież prawdziwi amerykańscy spadochroniarze nie rozjeżdżaliby pojazdami wojskowymi tego jedynego w Polsce skrawka pustyni, która podobno jest przecież chroniona. Nie chce mi się też wierzyć aby NATO szkoliło polską armię w warunkach, które nie są przecież właściwe do uczenia się obrony kraju. Wniosek, muszą to być przebrani żołnierze Putina tylko udający gości z „ojczyzny demokracji”.

Wniosek z tego taki, że zwalczanie potwora Putina to najważniejsze czym powinny się zajmować wszystkie siły polityczne w naszym kraju. Gdyby nie on, Donald Tusk do spółki z Jarosławem Kaczyńskim (konflikt między nimi to przecież także wynik rosyjskich machinacji) już dawno zbudowaliby drugą Irlandię/IV RP mlekiem i miodem płynącą, gdzie nie ma biedy, a kapitalista i żebrak wspólnie pracują z uśmiechem na twarzach na sukces nas wszystkich, Polaków.

Przecież wszelkie zło bierze się nie z władzy kapitału i jego lobbystów, ale z działań Putina, a przynajmniej tak słyszałem... z polskich mediów.