Szmajens fiction
2010-02-04 11:10:31
Czyli wojna według Jerzego "Superszmaji" Szmajdzińskiego

Jerzy Szmajdziński stwierdził, że nie podejrzewał, że wojna w Iraku będzie aż tak krwawa.

Puśćmy więc w ruch wodze wyobraźni i zastanówmy się jak mógł sobie wyobrażać napaść na Irak kandydat na prezydenta żartobliwie zwany "lewicowcem".
Rychu, Zbychu i Piskorski na prezydenta
2010-02-02 07:37:30
Po rezygnacji pięknego i pracowitego Donalda z wyścigu o prezydencki stołek PO ma niezłą zagwozdkę - kogo wybrać na kandydata?

Padają liczne nazwiska - marszałek Komorowski, HGW która tak "umiejętnie" rządzi Warszawą, czy wreszcie były kumpel talibów, który wcale nie był brytyjskim agentem - Radek Sikorski.

Śmiem twierdzić, że żadna z tych kandydatur nie reprezentuje w pełni ducha partii jaką jest PO i należy poszukać ludzi bardziej odpowiednich.

Oto moje propozycje:

Rychu i Zbychu - słynni lobbyści mający już kontakty z PO więc znani w jej kręgach. Ludzie obrotni i przedsiębiorczy, którzy umieli zauważyć nawet korzystne wpływy społeczne tzw. jednorękich bandytów. W ramach partyjnych prawyborów trzeba by wybrać jednego z tych panów, ale jego ewentualny sukces byłby ogromnym bodźcem do rozwoju przedsiębiorczości, wyjścia wielu dziedzin życia z szarej strefy, a nie wątpię że również rozluźnienia krępujących kapitalistów przepisów kodeksu karnego (przy pomocy częściej stosowanego prawa łaski).

Jeśli jednak PO chce kandydata niezależne i uzna że Rychu i Zbychu mogą być za bardzo postrzegani jako kandydaci związani z partią neoliberałów/ neoaferałów, mają jescze jedną możliwość manewru.

Ów dynamiczny i przedsiębiorczy polityk udowodnił, że można dojść do fortuny od zera jedynie grając na giełdzie lub w kasynie. Dziś za bardzo już nie pamięta jak ową fortunę zbił, ale dowodzi to tylko jednego robienie interesów wychodzi mu niejako instynktownie. Tym wzorem przedsiębiorczości jest Paweł Piskorski. W dodatku z czasów gdy był prezydentem Warszawy opanował uśmiechanie się do kamery i przecinanie wstęg, czyli w zasadzie wszystko co polityk w Polsce musi umieć.

Czas aby PO przeprosiła się z panem Piskorskim. Nie godzi się bowiem podejrzewać o afery człowieka który jest wprost uosobieniem neoliberalnych cnót (podobnie jak Rychu i Zbychu).

Politycy PO, nie bójcie się, nadszedł moment w którym potrzeba radykalnych deklaracji aby kapitalizm się rozwijał, a działaczom partyjnym żyło się dostatniej.
Nałęcz G.W. Bushem polskiej "lewicy"
2010-01-10 20:14:03
Kiedy czytam peany na cześć profesora Nałęcza ("Obamy polskiej lewicy")przychodzi mi na myśl parafraza fraszki Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego

- Patrz Obama na mnie z USA
raz Nałęcz skandował
i popatrzył się Obama
po czym zwymiotował


Nie jestem fanem Obamy, ale porównywanie go z Tomaszem Nałęczem jest jednak obrazą prezydenta naszego nowego wielkiego brata. Jeśli już miałbym porównywać Tomasza Nałęcza z jakimś lokatorem Białego Domu, to, przynajmniej jeśli chodzi o stosunek do imperialnej polityki i "wojny z terroryzmem" bliżej mu do G.W. Busha (choć oczywiście w wydaniu light, kowboj z Teksasu jest jednak niedoścignionym wzorem "mondrości")

aby nie być gołosłownym kilka cytatów:

Nasi młodzi przyjaciele mają prawo do swych poglądów. W sprawie Afganistanu ich poglądy są jednak nie tyle młodzieńczo, co dziecinnie naiwne
"Obama polskiej lewicy" o sprzeciwie młodzieżówki UP wobec agresji na Afganistan

W roku 1939 szlachetni francuscy pacyfiści i wyrachowani politycy uważali, że nie ma sensu "umierać za Gdańsk"
Historyczne odniesienie pana profesora wobec przeciwników "wojny z terroryzmem"

do wiru partyjnych swawoli wciągnięto kolejną wartość, jaką jest polityka zagraniczna, polska racja stanu i bezpieczeństwo Polski.
O wyjeździe Andrzeja Leppera do Iraku w roku 2002

Ktoś może powiedzieć, że było to dawno. Problem w tym że "Obama polskiej lewicy" za żadne z tych stwierdzeń nie przeprosił po tym jak broniona przez niego wizja "wojny z terroryzmem" jako "obrony demokracji" rozleciała się jak domek z kart.

Tomasz Nałęcz ma wielce "lewicowe" poglądy nie tylko na "wojnę z terroryzmem". W debacie przy okazji 1 maja 2008 roku w TVN24 jasno powiedział, że mówienie o wyzysku

to język sprzed stu lat i próby wprowadzenia tego rodzaju utopii miały miejsce w Rosji bolszewickiej w 17 roku, na Kubie, a teraz w Wenezueli

Nasz rodzimy Obama przyznał się też, że jako nowoczesny lewicowiec majówki spędza odpoczywając, a nie demonstrując.

Jeszcze jedna sprawa. Obama, jaki by nie był, nigdy nie wystąpiłby w TV z portretem dyktatora w tle, tymczasem jego "polski odpowiednik" wprost obnosi się z miłością do Józefa Piłsudskiego, pomimo że jako historyk powinien dobrze wiedzieć czym były rządy sanacji.

Jestem jednak pełen wiary w Profesora, który się sondażom nie kłania. Umie się uśmiechać, nie najgorzej dobiera krawaty do marynarek i z pewnością ma jeszcze wiele innych zalet czyniących z niego nadzieję lewicy.
2009 - czyli rok żywych trupów i absurdów
2010-01-01 21:56:48
Gdy minął już ból głowy spowodowany skokami ciśnienia atmosferycznego w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia, a przekonaliśmy się już, że po odpalaniu fajerwerków nie brakuje nam żadnego palca, przychodzi czas na podsumowania.


- Rok 2009 można śmiało nazwać rokiem żywych trupów


Był on prawdziwą gratką dla miłośników horrorów klasy B. Żywe trupy atakowały pod postacią kamieniczników roszczeniowców, którzy w różnych miastach domagali się oddawania im budynków na które nie zapracowali. Wrócili z mroków historii, aby znów zatruwać życie lokatorom oddawanym razem z kamienicami.

Mieliśmy więc próby nielegalnych eksmisji, a także próby usprawiedliwiania roszczeniowców przez usłużnych dziennikarzy dla których logika, znajomość prawa, czy historii to tylko przeszkoda w wykonywaniu zawodowej "misji".

We wrześniu 2009 nastąpiło wyciąganie trupów historycznych i używanie ich przy okazji rocznicowego cyrku - 1 i 17 września.

11 listopada przez Warszawę przemaszerowały ożywione trupy faszystów
(o, przepraszam "polskich patriotów, którzy np. propagują polskość przez walkę z żydomasońską ortografią, czy noszenie flag z pornograficznym symbolem).
Przy okazji protestów przeciwko marszowi neofaszystów po raz kolejny na światło dzienne wyszło zombi Unii Wolności pod postacią yntelektualistów przekonujących że wszyscy powinni się kochać i nawet faszyście nie można powiedzieć "wynocha".

Pod koniec roku powróciły polityczne żywe trupy w postaci Leszka Millera i Józefa Oleksego, o których powrocie koszmar śnił Aleksander Kwaśniewski.
Obu powracajacym panom życzę jak najlepiej. Ich sukces to większa szansa na dobicie resztówek Sojuszu Liberalno Demokratycznego żartobliwie zwanego "lewicą".


- Rok absurdów


Wymienianie absurdów zacząć można od wypowiedzi przedstawicieli policji, według których policja 11 listopada nie biła nikogo z antyfaszystów. Najwyraźniej widoczne na zdjęciach ćwiczenia z pałkami służbowymi były jedynie elementem choreografii grupy baletowej, stworzonej w ramach uczenia funkcjonariuszy prewencji kultury.

Jak widać hasło (C)HWDP - czyli (Czarny) Humor w Działaniach Policji pozostaje wciąż żywe.

Wasz ulubiony blogger z lewica.pl :) przekonał się także, że policja nie przestaje walczyć z przestępczością i w roku 2010 będzie się zmagał z sądem w sprawie "posiadania środków pirotechnicznych podczas zgromadzenia publicznego", czyli demonstracji antywojennej.
Pytam się jedynie, gdzie były wzmożone siły prewencji a nawet antyterroryści, gdy setki jeśli nie tysiące Warszawiaków, gromadzących się (o zgrozo, często nielegalnie) na ulicach popełniały to samo wykroczenie.


W roku 2009 dobrnęliśmy wreszcie do "wojny co to ma być o pokój", a ściślej mówiąc promocji tej wojny na przystanku Woodstock, gdzie swoje stoisko promocyjne wystawiło Wojsko Polskie.


Kolejne absurdy są związane z niezawodną fabryką głupoty - parlamentem.


Gdy politycy się nudzą budzą się demony. Demony walki z komunizmem obudziły się w tym roku w polskim parlamencie, który uznał za jedną z kluczowych kwestii ściganie rozpowszechniania i używania symboli komunistycznych. Ponieważ nie określono nawet co jest owym symbolem, producenci sierpów i młotków nie mogą w roku 2010 spać spokojnie (jeśli jakiś zakład produkuje jedno i drugie, akcja policji powinna być wręcz natychmiastowa).

Druga połowa roku to również wojna parytetowa. Grupa polityków i polityczek (tak to się chyba teraz pisze), a raczej politykierów i politykierek, do spółki z działaczami/działaczkami (poza)rządowymi, biznesmenami/bizneswomen itp. itd. postanowiła zreformować system polityczny. Reforma ma polegać na wprowadzeniu parytetu dzięki któremu w parlamencie zasiadłoby mniej idiotów, za to więcej idiotek. Zmian jakościowych nie zaproponowano (czy cię to dziwi czytelniku, bo mnie nie).

Można oczywiście podawać jeszcze wiele przykładów zeszłorocznych absurdów i myślę, że można by zapełnić nimi dzieło o objętości książki telefonicznej, lecz postanowiłem tu wybrać tylko kilka przykładów.

W nowym roku życzyłbym sobie i czytelnikom bloga jak najmniej sytuacji takich jak te opisane powyżej.
Gorące życzenia
2009-12-24 09:12:58
Wszystkim czytelnikom bloga



Składam gorące życzenia wesołych świąt bez sennych koszmarów o powrotach politycznych żywych trupów oraz spotykania ludzi, którzy nie muszą być pijani, aby mówić prawdę. Chleba i pracy zamiast nauki jedzenia bezy w TV, a przede wszystkim dobrego wypoczynku oraz udanego spędzenia świąt upamiętniających narodziny pewnego rewolucjonisty (a wręcz socjalisty lub anarchisty).



Nie nasz cyrk, czyli subiektywna relacja z rocznicy
2009-12-16 07:52:56
Po krótkiej przerwie spowodowanej problemami technicznymi z blogami - w języku zrozumiałym dla nostalgików PRLowskiego dyktatora Jaruzelskiego "prowokacjami i przestojami spowodowanymi przez nieodpowiedzialny internet (w oryginale związkowców)" mój blog powraca.

W nocy z 12 na 13 grudnia miałem okazję, uczestnicząc w zorganizowanym przez LA proteście przeciwko wybielaniu dyktatora, obserwować zoo (tudzież cyrk) jakie pokazali jego zwolennicy i część przeciwników.

Pod willę generała przybyliśmy po godzinie 21.00 i od razu zapaliliśmy znicze oraz rozłożyliśmy transparent "Kto strzela do robotników jest zbrodniarzem. Chile 1973, Polska 1981".

Od razu zainteresowanie wykazuje kilka obecnych na miejscu osób. Spotykamy między innymi słowackiego antyfaszystę, który o akcji słyszał z niezależnych mediów.
Wita się z nami jeden z lokatorów sympatyków WSL. Przyszedł zobaczyć obchody rocznicowe, ponieważ w 1981 sam organizował strajki w Częstochowie, a obecnie w "wolnej" Polsce chcą go wyrzucić ze zreprywatyzowanego budynku. Zapewne nie o to walczył działając w Solidarności.

Nieco później wokół zaczyna krążyć kilka starszych osób z wyglądu radiomaryjnych. Jak się później okaże to radiomaryjni inaczej obrońcy generała, którzy powalą nas głębią swojej argumentacji.

Na razie zaczynamy jednak przemowy przez tubę.

Po około 30 minutach na miejscu pojawiają się politycy PiS i wykonują pierwsze zadanie tego wieczora - lans przed kamerami, czyli konferencję prasową dotyczącą upamiętnienia ofiar stanu wojennego. Zawsze to jakaś okazja do wypromowania się przez radnych przed wyborami samorządowymi.

Poza tym panuje jednak spokój. Po wyklepaniu wyuczonych formułek PiSowcy wycofują się. Widać że nie specjalnie leży im nasze przypominanie, że pierwszej "Solidarności" chodziło o samorząd pracowniczy czy prawa socjalne, które w obecnym systemie też są deptane.

Cyrk zaczyna się w zasadzie dopiero gdy na miejscu w większej liczbie (około 30-40 sztuk) pojawiają się obrońcy generała. Powiewają flagi "poważnej partii", czyli RACJI Parodii Lewicy i KPP (pomimo że generał to przecież "patriota" i antykomunista, który sam twierdzi, że w młodości ganiał z mieczykiem Chrobrego w klapie).
W imię obrony wielkiego humanisty i lewicowca pikietujący wkraczają do akcji.

Odczytany zostaje regulamin ich zgromadzenia. Tak jak w wojsku, w krótkich żołnierskich słowach stwierdza on m.in. że demonstranci mają się zachowywać "godnie". RACJA nie wprowadziła jeszcze do regulaminu organizowanych zgromadzeń ustawiania się czwórkami i zwrotów na rozkaz, ale wszystko przed nami. Może w przyszłym roku nadrobią tą niedoskonałość.

Później następują przemówienia (Styl najbardziej przaśnego Gomółki), odczytywane oczywiście z kartki oraz okrzyki "Dziękujemy generale".

Zadajemy więc przez tubę pytanie "Za co dziękujecie?! Za zabitych w Wujku?! Za Popiełuszkę?!"


"Tak dziękujemy!" odzywają się głosy z drugiej strony, co pokazuje z ludźmi o jakiej moralności mamy do czynienia.
Jakaś starsza kobieta krzyczy do nas jeszcze "Wy w ogóle Polakami jesteście?!" i "Jacy z was Polacy?!" czyli RACJA osiągnęła wreszcie kompromis (przynajmniej jeśli chodzi o siłę argumentów) z Radiem Maryja.

Później jest już tylko zabawniej. Po stronie przeciwników generała pojawiają się narodowcy, nieco skonsternowani gdy przypominamy im po której stronie byliby ich idole Jędrzej i Maciej Giertych.

Obie strony zaczynają się przekrzykiwać coraz bardziej absurdalnymi hasłami, a gdy pojawiają się ponownie politycy stwierdzamy, że dalej nie będziemy w tym uczestniczyć. Rację przyznaje nam również spotkany wcześniej lokator, którego tez razi wykorzystywanie rocznicy do bieżących celów.

Po 2,5 godziny akcja jest zakończona. Teraz czas zająć się bieżącymi kampaniami.

Szefostwu RACJI PL proponuje natomiast wydać broszurę z wzorami regulaminów demonstracji i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć z okrzykiem "ludu Polan powstań z kolan" na ustach, nie przejmując się jakimiś tam tematami społecznymi czy innymi kwestiami zastępczymi. Dzięki temu uda się dotrzymać kroku narodowej prawicy i jej teoriom spiskowym czy marszom w mundurkach.

Ja jednak uważam, że powinniśmy powstrzymać się od współpracy z takimi cyrkowcami. Wszelki ich udział w akcjach o tematyce społecznej nie wniesie nic, bo ich wiedza jest zwykle tak wielka że strajk generalny to dla nich najwyraźniej strajk w obronie generała Jaruzelskiego.
Rocznica 13 XII 1981 - zaproszenie
2009-12-10 15:48:42
Gdy banda hipokrytów uważających się za lewicowców popiera generała "patriotę", "prawdziwego Polaka", a banda zwolenników prawicowego autorytaryzmu krytykuje go za to czego by chciała po dojściu do władzy, warto przyjść i pokazać, że istnieje jeszcze trzecia racjonalna alternatywa.

- Jeśli uważasz, że dyktatura nie staje się dobra jeśli jest mniej krwawa.

- Jeśli uważasz, że uznanie jej za "lewicową" nie rozgrzesza przestępstw przeciwko ludziom pracy

- Jeśli uważasz, że szowinista i nacjonalista w generalskim mundurze nie jest żadnym wzorem dla lewicy

Zapraszam




Precz z krzyżami ze szkół/ brońmy krzyża !!!
2009-12-07 07:59:37
Czytelniku, jeśli trafiłeś na ten wpis ponieważ zainteresował cię szczególnie powyższy tytuł to tym uważniej powinieneś przeczytać jego treść.

Czy hodowaliście kiedyś kota lub psa? Jeśli tak, to zapewne wiecie, że gdy zwierzak zaczyna być zbyt natarczywy należy go czymś zająć. Jeśli nie chcecie aby zaczął podgryzać obrus czy pakować się na stół zwykle wystarczy rzucić mu piłeczkę. Będzie nią tak zaabsorbowany, że przestanie wam przeszkadzać.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że taką piłeczką, pojawiającą się dla utrzymania status quo w sferze ekonomicznej, są w Polsce kwestie światopoglądowe i to przedstawiane w nad wyraz infantylny sposób przez obie strony sporu.

Kiedy toczyła się dyskusja nad Traktatem Lizbońskim za najważniejszą uznano nie jego wymowę gospodarczą, lecz to czy w preambule powinien znaleźć się Bóg. Dziś w czasach narastającego kryzysu, gdy rząd chce przeznaczać pieniądze na ewentualne ratowanie banków, najważniejsze tematy to... związki partnerskie i to czy w szkołach powinny wisieć krzyże.

Wybaczcie, jestem zdecydowanym antyklerykałem, ale nie pobiegnę za piłeczką pasjonując się debatami w "Gazecie Wyborczej" i wdając w jałowe polemiki z konserwatystami ganiającymi za podobną piłeczką z napisem "obrona krzyża". Może czas się obudzić i zacząć podgryzać elity ekonomiczne, czyli wykazać się większym intelektem niż udomowione przez nie zwierzęta polityczne.

Czytelniku wybór należy do ciebie. Możesz oczywiście pasjonować się walką o zdjęcie krzyży i nie widzieć poza nią świata, ale nie zdziw się jeśli za jakiś czas obudzisz się i będziesz musiał chodzić do pracy na 10 godzin, lub w ramach "walki z kryzysem" szef oświadczy ci że musisz zarabiać mniej aby "ratować firmę". Kto wie może nawet abyś się lepiej czuł zdejmie w zamian jakieś krzyże.
(C)HWDP
2009-11-16 20:11:22
Czyli (Czarny) Humor w Działaniach Policji

Życie co róż potwierdza, że nie ma dowcipów o policjantach, bo to wszystko prawda.

Po tym jak były rzecznik Komendy Głównej Policji Paweł Biedziak gdy trwały blokady eksmisji mówił po jednej z nich o działaniach ówczesnego posła Piotra Ikonowicza że poseł "negatywnie wpływał na morale młodych funkcjonariuszy, krzycząc do swoich zwolenników "kop psa po jajach" " myślałem że szczyt policyjnego absurdu ze strony różnych rzeczników został już osiągnięty.

Okazało się, że myliłem się. Tym razem szczyt czarnego humoru osiągnął nadkomisarz Marcin Szyndler komentując zdjęcia TVN warszawa na których policja bije antyfaszystów 11 listopada, twierdząc że "tam nikt nikogo nie bije".



Kolejna nowość w policyjnym arsenale humoru to zdawałoby się banalne "pobicie funkcjonariusza" tudzież "naruszenie nietykalności cielesnej". Funkcjonariusze wielokrotnie już podczas demonstracji byli okładani ciosami karate, a jeden z działaczy został swego czasu skazany nawet na grzywnę za kopniecie policjanta w pełnym rynsztunku w pierś. Jak człowiek nie mający czarnego pasa karate mógł dokonać takiego wyczynu nie zostało przez sąd wyjaśnione i prawdopodobnie nigdy nie poznamy tej tajemnicy.

Tym razem "naruszenie nietykalności cielesnej" funkcjonariusza pojawiło się w zupełnie innym kontekście. Tajniacy przebrani za neofaszystów atakowali demonstrantów, aby, jeśli ci dawali odpór, zatrzymywać ich pod zarzutem napaści na funkcjonariusza. Nie wiem tylko czy podobny zarzut usłyszy gliniarz z prewencji, który w ferworze walki kilka razy zdzielił jednego z tajniaków pałką.

Takie działania operacyjne otwierają przed polską policją nowe horyzonty pozwalające na przykład na zwiększenie skuteczności.

Wyobraźmy sobie - kilku zwyrodnialców w biały dzień szarpie staruszkę i wyrywa jej torbę. Na pomoc spieszą przechodnie, aby za chwilę leżeć już skuci (razem z opierającą się napadowi staruszką) na ziemi jako winni napaści na, udających tylko zwyrodnialców, funkcjonariuszy w cywilu. To nie jedyne zastosowanie owego triku. Tajniacy mogliby udawać włamywaczy, kieszonkowców, podpalaczy, złodziei samochodów itp. Skoro udawali już neofaszystów to czemu nie podszywać się pod innych bandytów.
11 listopada - policja wspiera pornografię
2009-11-11 19:03:10
11 listopada jak zwykle przez Warszawę chcieli przejść zwolennicy pornografii, nazywający się "prawdziwymi Polakami".



Na czele pochodu umieścili swój ulubiony pornograficzny emblemat z ręką trzymającą członka i w ten dziwny sposób wyruszyli czcić rocznicę odzyskania niepodległości.


Co ciekawe takie jawne propagowanie pornografii pod narodowym płaszczykiem po raz kolejny jest ochraniane przez państwową policję! Zgroza, w kraju podobno tradycyjnych wartości takie bezeceństwa na ulicach i to jeszcze w wykonaniu ludzi, którzy w swoich odezwach i materiałach nie potrafią nawet posługiwać się prawidłowo językiem polskim (na stronie www twierdzą, że "za niedługo" zamieszczą obszerną relację ze spędu).

Ku mojemu oburzeniu ludzie chcący zaprotestować przeciwko bezeceństwom Ośmieszenia Narodowo Radykalnego i Narodowego Ośmieszenia Polski zostali zablokowani przez policję, a część z nich zatrzymano! Przecież na marsz faszystów patrzyły niewinne dzieci i pornograficzne logo mogło zaszkodzić ich psychice.

Przy okazji oficjalnego protestu przeciwko marszowi mogliśmy zobaczyć jaka jest recepta na faszystowską pornografię, prezentowana przez "elity" "Gazety Wyborczej".

Przede wszystkim jest nią podawanie różnorodnych definicji narodu, patriotyzmu i nacjonalizmu.

Jak wiadomo, gdy będziemy znali definicje z podręczników, pokonamy faszystów. Co więcej, myślę że elity GW powinny apelować o wydawanie uświadamiających ulotek z definicjami. Narodowe Ośmieszenie Polski czy Ośmieszenie Narodowo Radykalne istnieją tylko dlatego, że należący do nich ludzie nie znają definicji faszyzmu.

Na wyżyny intelektualne wspięła się publicystka Halina Bortnowska według której faszyzm też ma swoje miejsce, ale nie na ulicach. Proponuję aby pani "intelektualistka" przygarnęła więc pod swój dach kilku narodowców. Skoro tak zbulwersowało ją między innymi skierowane do faszystów hasło "wynocha" "ponieważ nikomu nie można mówić wynocha", niech zaprosi ich do domu, urządzi pokoik z portrecikiem Dmowskiego do którego by się mogli modlić. Na takim gabinecie osobliwości mogłaby sobie nawet nie najgorzej dorobić, pokazując owe dziwa za drobną opłatą.

W końcu każdy gdzieś musi czuć się dobrze i wolałbym aby ONRowcy oraz NOPowcy dobrze czuli się zaproszeni przez panią Bortnowską, ale na ulicach Warszawy niespecjalnie.
Figo i Fago czyli terrorysta schwytany
2009-10-25 00:00:36
W dniu 24 października w Warszawie schwytany został niebezpieczny terrorysta Piotr C., podejrzany o próbę zaatakowania ambasady USA za pomocą środków pirotechnicznych. Podejrzany został ujęty po brawurowej akcji funkcjonariuszy w cywilu i przewieziony na komisariat.

Cóż, po dzisiejszej demonstracji antywojennej było śmiesznie, ale nie aż tak, ale po kolei.

Po zakończeniu protestu mieliśmy już udać się w kilka osób na degustację złocistego napoju. Zdziwiliśmy się więc, gdy jeden z przechodni poinformował nas "psy za wami jeżdżą".
Nie byliśmy w stanie stwierdzić czym mogliśmy wcześniej się narazić, więc ruszyliśmy dalej.

W pewnym momencie całkowicie nie rzucający się w oczy czerwony Peugot 307 (rejestracja do wiadomości redakcji) z przyciemnianymi tylnymi szybami i czterema całkiem nie rzucającymi się w oczy ludźmi, przestał całkowicie nie rzucając się w oczy jechać za nami, gdyż zajechał mi drogę i uwolnił ładunek - funkcjonariuszy w cywilu sztuk trzy, którzy (co trzeba przyznać bez ironii) grzecznie poprosili mnie o wylegitymowanie się.

Zapytani o przyczynę tak nagłego zainteresowania powiedzieli, że na monitoringu widać jak używam "środków pirotechnicznych" podczas demonstracji.
Na pytanie czy prawo jest równe dla wszystkich skoro policjanci podczas demonstracji w Krakowie mogli bezkarnie rzucać wojskowymi petardami nieco się strapili po czym odpowiedzieli, że przecież nie byli na tamtej demonstracji.

Następnie poprosili mnie do samochodu,przy czym dwie sztuki musiały przemieścić się na komisariat pieszo. W drodze zaproponowałem abyśmy nie mówili sobie na "ty" ponieważ się nie zaprzyjaźniliśmy. Bardziej wygadany z moich towarzyszy podróży mówił więc np."co pan, albo ty, robiłeś?" (prawdziwy człowiek kompromisu).

Po przybyciu na "poczekalnię" komisariatu było jeszcze śmieszniej
.

Pojawili się dwaj inni tajniacy o wdzięcznych ksywkach Figo oraz Fago. Figo Fago byli jednak zajęci innymi sprawami i nie poświęcili uwagi akcji antyterrorystycznej rozgrywającej się na ich oczach. Na miejsce przybyli też funkcjonariusze od monitoringu demonstracji, którzy na jego podstawie przygotowywali protokół.

Udało mi się wyłowić fragment ich rozmowy:

Policjant 1 - "Rzucał petardy powodując huk - jak się pisze huk?"
Policjant 2 (obserwujący piszącego) - "Pisz hałas"

Później jeszcze zatrzymanie dowodu "zbrodni" czyli petard sztuk 8, aby sprawdzić czy są to środki pirotechniczne. Oświadczyłem, że nie uznaję tak małych petard używanych między innymi w Sylwestra za środki pirotechniczne i na tym zakończyło się moja rola. Wyraźnie coraz bardziej zażenowani "wagą" zadania jakie im przydzielono tajniacy spisali protokół i po dmuchnięciu w alkomat (jak na złość nic nie piłem/ wydruk zachowam sobie na pamiątkę) byłem wolny.
Mogłem wyjść i spotkać ludzi, którzy przyszli w kilkanaście osób demonstrować solidarność z zatrzymanym.

Czekam czy sprawie zostanie nadany dalszy bieg i terrorystyczny akt który popełniłem zainteresuje sąd grodzki.
Jeśli tak mam zamiar domagać się powoływania biegłych, świadków itp. aby nadać tak poważnej sprawie odpowiednią wagę. Zresztą już obecnie czuję się doceniony - akcja czteroosobowego zmotoryzowanego patrolu, grupy monitoringowej, przejażdżka nieoznakowanym radiowozem na koszt państwa, a to wszystko z powodu wątpliwego wykroczenia.
Cyrk tworzy miejsca pracy, czyli jak Sejm z komunizmem walczy
2009-10-17 19:56:24
W pewnym cyrku, zwanym Sejmem, grupa klaunów, powszechnie zwanych parlamentarzystami, bardzo się nudziła.

Z tej nudy wpadła na pomysł aby wymyślić jakiś nowy zakaz, bo przecież nic nie jest tak pożyteczne jak nowe zakazy i uchwaliła zakaz produkowania i sprzedaży symboli komunistycznych.

Jest to bardzo pożyteczne posunięcie, które pobudzi w kraju siły twórcze, a także stworzy nowe miejsca pracy

Na początek aktywność twórcza

Parlamentarzyści nie zadekretowali cóż to są owe straszne symbole komunistyczne. Ponieważ jednak główna partia - POPiSPSL jest zgodna, że "komunistyczna" była PRL, zachodzi potrzeba wymyślenia nowego godła.

Zgrozą każdego prawdziwego Polaka powinien napełniać fakt, że symbolem jego kraju jest "komunistyczny" orzeł, wykorzystywany w czasach PRL, który po "demokratycznych przemianach"jedynie dostał koronę.

Ponieważ obrazków czy książek z godłem nie wolno już produkować (dotyczy to też opatrzonych nim rządowych dokumentów) trzeba jak najszybciej zabrać się do pracy. Przejściowo oczywiście można za godło uznać samą koronę (bez orła), ponieważ pochodzi ona już z czasów słusznego systemu.

Idziemy dalej z symboliką narodową. Flaga biało-czerwona to podwójnie symbol komunistyczny. Nie ma tu znaczenia, że była używana już wcześniej, wykorzystywano ją w czasach PRL, a poza tym, o zgrozo... częścią flagi biało czerwonej jest czerwony materiał, kojarzący się przecież z symbolem komunizmu - czerwonym sztandarem.

Następnie dochodzimy do literatury.

Nie wystarczy zakazać wydawania dzieł Marksa czy Lenina. Indeks ksiąg zakazanych powinien objąć wszelkie publikacje, w których pojawiają się ich podobizny - ewidentnie symbole komunizmu.

Oburzenie każdego polskiego patrioty powinien powodować również fakt, że w niemal każdym sklepie spożywczym jest propagowany komunizm.
Odpowiada za to browar Heineken, którego symbolem jest... czerwona gwiazda.


Dlatego browarowi należy zaproponować zmianę symbolu na krzyżyk, ewentualnie wizerunek papieża, tak aby Polacy spożywając złocisty napój nie byli indoktrynowani przez komunistów.

Z oceanariów trzeba będzie wycofać wszystkie rozgwiazdy, będące zwierzętami propagującymi komunizm samym swoim wyglądem.

Sprzedaż młotków i sierpów powinna zostać także zakazana.

W jaki sposób stworzy to miejsca pracy?

Po pierwsze Sejm powinien powołać komisję ekspertów od heraldyki, socjologów, specjalistów od PR, w celu opracowania nowej symboliki narodowej. Różne firmy mogłyby wysłać do pracy swoich lobbystów, proponując na przykład umieszczenie na nowej fladze loga albo zwolnienie od podatku zakładów hazardowych dotyczących tego jaka symbolika zostanie wybrana.

Za ustawą powinna pójść także kolejna o powstaniu inspekcji Państwowo-Kapitalistyczno-Obszarniczej, w której skład weszliby specjaliści z organizacji patriotycznych, przedstawiciele biznesu i arystokracji. Inspekcja zajmowałaby się sprawdzaniem czy sprzedawane w sklepach towary nie propagują komunizmu.

W ten oto sposób poważni parlamentarzyści mogą pomóc uciśnionemu przez komunistyczną symbolikę społeczeństwu i jeszcze stworzyć dodatkowe miejsca pracy dla swoich rodzin, znajomych, zaprzyjaźnionych lobbystów itp.
Jak zaspokoić roszczeniowców
2009-10-05 07:53:15
Wakacje mają to do siebie, że niestety się kończą. Moje zakończyły się mocnym uderzeniem, czyli demonstracją z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatora.

Dobry nastrój częściowo pozostał, wiec wykażę się dobrocią nawet dla tej rozwydrzonej, roszczeniowo nastawionej bandy jaką stanowią kamienicznicy oczekujący zwrotu ich "własności".

Istnieje sposób, a nawet kilka sposobów aby chociaż częściowo zaspokoić ich roszczenia w miastach takich jak Warszawa, które w czasie wojny zostały zrównane z ziemią.

1. W związku z redukcjami w armii część poligonów stoi dziś pusta. Ponieważ wojsko ćwiczy również walkę w mieście, na części ich terenów stoją budynki i to one powinny być oddawane w ramach reprywatyzacji. Często składają się one wprawdzie z jednej, dwóch ścian, ale jak jakiemuś kamienicznikowi się nie podoba, to niech sobie obejrzy zdjęcia Nowego Światu czy Mokotowskiej z roku 1945 aby zobaczyć że otrzymuje i tak dom w lepszym stanie niż powinien.

2. Poligonów nie wystarczy, wiec państwo, zgodnie z oczekiwaniami kamieniczników powinno aktywnie zająć się ich roszczeniami. W tym celu można zwieźć nieco budulca w jakieś puste miejsce i tam zbudować repliki ruin z roku 1945. Ci szczęśliwcy którzy załapaliby się do grupy odzyskującej takie budynki mogliby nawet trzymać dokładną replikę swojej kamienicy sprzed 64 lat.

3. Polskie władze mogą dogadać się też z jakimś zniszczonym wojną krajem, na przykład Bośnią i Hercegowiną. Ponieważ część zrujnowanych budynków wciąż jest tam nieodbudowana, można by je przekazać roszczeniowcom znad Wisły. Ta grupa kamieniczników miałaby po wyłożeniu drobnych sumek, zbliżonych do tych wpłacanych przez społeczeństwo na odbudowę Warszawy, a później państwo na utrzymanie budynków, mogliby nawet za jakiś czas zarabiać na odradzającej się na Bałkanach turystyce.

Wszystkie te rozwiązania są podwójnie korzystne. Po pierwsze zamykają usta rozszalałej tłuszczy uważającej że kamienice należą się jej za darmo, po drugie dają pracę na przykład przy odbudowie.


Istnieje tylko obawa, że ci wszyscy, którzy dziś najgłośniej krzyczą o prawie własności nie chcieliby wówczas z niego skorzystać. Czy mamy jednak brać odpowiedzialność za wyuczoną bezradność kamieniczników?
17 września, czyli mamy was w d... drodzy rodacy
2009-09-14 08:53:25
O tym w której części ciała mają resztę społeczeństwa współczesne elity polityczne wiemy już od dawna, a cyrk z wydawaniem historycznych oświadczeń przez parlament jest tego najlepszym dowodem (może zamiast finansować 460 amatorów "znających historię" lepiej byłoby wesprzeć wyższe uczelnie i samych historyków).

Jak niewiele się zmieniło widzimy jednak na przykładzie innej rocznicy. 7 września 1939 roku (kiedy wynik wojny nie był jeszcze przesądzony) sanacyjne władze IIRP z wodzem naczelnym Edwardem Rydzem-Śmigłym "nie oddając ani guzika od płaszcza" (gubiąc płaszcze przy ucieczce) rozpoczęły ewakuację z Warszawy. Nasi "bohaterowie" zabrali przy tym dla ochrony część oddziałów broniących wcześniej Warszawy, w tym zupełnie przecież zbędnej miastu obrony przeciwlotniczej i lotnictwa.

17 września ukochane władze II RP zakończyły swój "strategiczny" odwrót na terytorium Rumunii.

17 września jest więc symbolem tego jak niewiele się zmieniło w mentalności rządzących pomimo upływu 70 lat.

Ponieważ lubię pomagać innym poniżej przedstawiam wersje wydarzeń dla rodzimych patriotów (przecież "GW" czy "Rzeczpospolita" nie mogą napisać, że w roku 1939 większość polityków okazała się tchórzami)

W nawiasach moje uwagi dla propagandystów... przepraszam - dziennikarzy.

7 września 1939 władze II RP udały się w podróż po kraju aby poszukiwać pomocy dla walczącej warszawy. Bohatersko organizowały przygotowania do obrony Przedmościa Rumuńskiego [nie wspominać o tym, że większość sił mających go bronić już przed 17 września została rozbita] szykując tam twierdzę do obrony w oczekiwaniu na pomoc zachodnich sojuszników [nie wspominać, że żadna twierdza nie istniała] i jedynie cios w plecy zadany przez Sowietów zmusił je do emigracji [nie wspominać, że nie jest wcale pewne czy w momencie przekroczenia granicy władze II RP wiedziały w ogóle o ataku ZSRR].

P.S. Swoją drogą ciekawe jak szybki byłby "strategiczny odwrót" obecnych władz w przypadku jakiegokolwiek poważniejszego kryzysu. Jestem pewien, że w dobie współczesnych technologii komunikacyjnych przebiegłby on szybciej i sprawniej.
Leksykon wiedzy o OPZZ - moje propozycje haseł
2009-09-07 19:59:15
Na lewica.pl informowaliśmy niedawno o powstaniu subiektywnego leksykonu wiedzy o OPZZ.

Jako że jestem wielkim fanem tego typu związków zawodowych postanowiłem dołożyć do leksykonu swój wkład.

Oto moje propozycje haseł:

D

Dwadzieścia lat ciągłej walki - tytuł biuletynu "Nowy Tygodnik Popularny" z roku 2004, nie na Prima Aprilis, lecz z okazji 20lecia OPZZ.
Jak wiemy w roku 1984 OPZZ ciągle walczyło, zwłaszcza o prawa pracownicze, pluralizm związkowy i samorząd pracowniczy.

F

Fabryka Kabli Ożarów - symbol tego, że członkowie związków branżowych mają prawo płacić składki i oczekiwać pomocy, a centrala ma prawo te składki wydawać i nic ponad to. W roku 2002 Przez ponad 200 dni walka z likwidacją zakładu toczyła się przy minimalnym udziale głównych central związkowych. "Solidarność" przysłała aż kilka autokarów stoczniowców na jeden dzień. OPZZ jak zwykle skromnie... nie przysłało nic i nikogo.

K

Komisja trójstronna - miejsce handlu prawami pracowniczymi. W zamian za ich sprzedaż można umocnić swoją pozycje jako biurokratów i polityków.

R

Reprezentatywność - mechanizm dzięki któremu można pozbywać się nieodpowiedzialnej konkurencji mówiącej o strajkach i tym podobnych nieodpowiedzialnych posunięciach. Czasy się zmieniają, a OPZZ wciąż walczy o pluralizm związkowy.

Radykalizm - to chyba jakaś nowa marka papierosów

S

Składki - to co związkowe tygrysy lubią najbardziej. Dzięki nim są etaty w centrali i ... więcej etatów w centrali oraz ładne, podświetlane logo... też w centrali.

Strajk - OPZZowski odpowiednik Yeti. Czasem się o nim mówi, ale bardzo rzadko jakikolwiek działacz związkowy go widuje.

Strajk generalny - ktoś kiedyś o tym chyba wspominał. Najprawdopodobniej chodzi o strajk w obronie generała Jaruzelskiego.

W

Współpraca - najczęściej z pracodawcą - jak usłyszałem kilka lat temu od jednego z działaczy związku zrzeszonego w OPZZ "właściciel zakładu i pracownicy mają wspólne interesy". Do dziś niewiele się chyba zmieniło.

Z

Zakłady Cegielskiego w Poznaniu - symbol "ciągłej walki" związków zrzeszonych w OPZZ. W tym przypadku bezkompromisowość branżowego związku pomogła w zmniejszeniu pensji "z powodu kryzysu".
Jak wykuwała się "prawda" historyczna.
2009-08-30 20:19:55
1 i 17 września w moim domu nie będzie oglądania żadnej z polskich stacji telewizyjnych. Przerzucam się na BBC i ćwiczę Angielski.

Dlaczego?


Dwa słowa pojawiające się obok siebie dosyć często przy okazji wrześniowych rocznic przyprawiają mnie o odruch wymiotny.

Jeśli obok siebie znajdują się nagle "polityka" i "historia" oznacza, że będziemy zaraz mieli do czynienia z kłamstwami, cenzurą i naciąganiem faktów historycznych.

Co ciekawe to co oburza u Rosjan, czy w mniejszym stopniu u Niemców, czyli zamiatanie historycznych brudów pod dywan i interpretowanie dawnych wydarzeń zgodnie z bieżącym zapotrzebowaniem, wydaje się całkowicie uzasadnione jeśli chodzi o polską "politykę historyczną".

Putin nie ma najmniejszego prawa usprawiedliwiać i wybielać Józefa Stalina. My natomiast bez mrugnięcia okiem powinniśmy oddawać cześć dyktatorowi (wprawdzie mniejszego formatu ale zawsze) Józefowi, ale Piłsudskiemu.

Wiemy także, że więzienie w Berezie Kartuskiej nie istniało, a jeśli istniało to było istnym sanatorium.

Wejście polskich wojsk na Zaolzie to nic więcej jak krajoznawcza wycieczka na zaproszenie lokalnej ludności mająca uchronić ją przed hitlerowcami (zadziwiająca analogia z rosyjskim usprawiedliwianiem 17 września 1939).

We wrześniu 1939 roku polski sztab generalny wykazywał się znakomitymi zdolnościami dowódczymi i tylko przypadek sprawiał iż gubił całe oddziały, nie umiał skoordynować działań, a w wielu jednostkach oficerowie już na początku wojny wybrali taktyczny odwrót, pozostawiając żołnierzy.

Polska armia bohatersko stawiała czoła przeciwnikowi choć przecież wielu kombatantów pamięta Kampanię Wrześniową jako pasmo odwrotów często nawet bez żadnych walk.

Rząd bohatersko wspierał oczywiście walczących i tylko złośliwiec mógłby twierdzić, że robił to w czasie ucieczki do Rumunii. Prawdziwą herezją byłoby stwierdzenie iż rządzący do ochrony zabrali sobie jednostki potrzebne przy obronie Warszawy.

Po 17 września bohatersko broniły się rzekomo Grodno i Wilno. Jeśli dokumenty wskazują iż były to co najwyżej większe potyczki, tym gorzej dla dokumentów podważających jeden z patriotycznych mitów.

Wprawdzie nie istnieje dziś żadna oficjalna cenzura, jednak prowadzący "polityką historyczną" ma sposoby na obejście tych ograniczeń. Nie niszczy się wprawdzie informacji o niewygodnych wydarzeniach z przeszłości, ale wystarczy przecież o nich nie mówić, lub mówić nieprawdziwie, a to co ukazuje się w mass mediach niedługo stanie się jedynie obowiązującą prawdą.

Kto wie, może niedługo dowiemy się, że wprawdzie 1 września Niemcy wkroczyli do Polski, ale to ZSRR miał być głównym agresorem i armie Hitlera miały jedynie uprzedzić jego działania, a ich prawdziwe intencje nie zostały zrozumiane.

Dotychczas głosy oceniające, że Polska powinna w roku 1939 trzymać z Hitlerem stanowiły margines, ale kto wie jaka będzie za jakiś czas "polityka historyczna".

Jeśli chcemy liczyć na poznanie prawdy o historii i przedstawianie jej bez koloryzowania potrzebne jest zniszczenie "polityki historycznej".

Ocenianie historycznych wydarzeń przez polityków i tworzenie patriotycznych mitów to zwykła, ordynarna propaganda, która słusznie oburza w ustach przywódców Rosji. Dlaczego jednak Polakom wolno więcej? "Nasi" już mogą przedstawiać się jako zbawcy ludzkości, największe ofiary wojny (niemal "Chrystus narodów")?
Tusk i Kaczyński odpowiedzą pewnie na to pytanie "Tak", ja mówię "Nie" i dlatego daruję sobie oglądanie żałosnych szopek 1 i 17 września.
O wiceprezydencie, który się encyklopedii nie kłaniał
2009-08-20 22:44:41
Przez jakiś czas byłem nieobecny, ale proszę czytelników o wybaczenie, pod wpływem zaszczytu jaki mnie spotkał w zeszłym tygodniu musiałem udać się na urlop, aby ochłonąć.

Dostąpiłem zaszczytu ujrzenia na żywo postaci wręcz kultowej -


wiceprezydenta Warszawy Andrzeja Jakubiaka.

Zacznę jednak od początku

Słynny Rzymski wódz i polityk Lukullus, znany także z zamiłowania do uczt pewnego razu poprosił kucharza o przygotowanie wystawnej kolacji. Ten, widząc, że arystokrata jest sam przygotował porcję na jedną osobę. Lukullus widząc to zdenerwował się i stwierdził "Jak to? Nie wiesz, że dzisiaj Lukullus ucztuje z Lukullusem?"

Podobną zasadę przyjął Jakubiak. To nieprawda, że organizowane przez niego konsultacje społeczne to fikcja, przecież on konsultuje się z wiceprezydentem miasta.

Ponieważ jednak nie zgodziliśmy się z takim rozumowaniem postanowiliśmy pana Jakubiaka odwiedzić.

Wizyta miała charakter edukacyjny - czyli wytłumaczenie znaczenia pojęć brutto i netto. Podczas ostatniej sesji Rady Warszawy pan prezydent pokazał, że encyklopediom się nie kłania i przy opisywaniu minimów dochodowych uprawniających do starania się o mieszkanie komunalne pomylił najprawdopodobniej kwoty brutto z kwotami netto, przez co mówił o sumach wyższych niż zapisane w projekcie.

Prezydent był zaskoczony wizytą edukacyjną przedstawicieli Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Komitetu Obrony Lokatorów. Sekretarka próbowała ratować swojego szefa, wołając, że "jest bardzo zajęty" o czym postanowiliśmy si przekonać wkraczając do jego gabinetu.

Okazało się, że pan Jakubiak nie chciał z nami rozmawiać, ponieważ był zajęty ważną prywatną rozmową telefoniczną.

Dopiero po naszym stwierdzeniu, obecności mediów, że dyżur wiceprezydenta miasta nie jest najlepszym czasem na "ważne prywatne rozmowy" zmienił front.

Otrzymał definicje kwot netto i brutto oraz dowiedział się o co chodzi. Po tym zdarzeniu z jego ust nie padło ani jedno słowo o kwotach brutto czy netto. Usłyszeliśmy natomiast, że teraz lokatorom jest lepiej i nie pomyliłem się.

Na miejsce przybyło dwóch ochroniarzy, którzy wyraźnie pokazywali, że bardzo poważają pana prezydenta. Poprosili nas o wyjście i stanęli z boku, przyglądając się akcji. Podobne podejście wykazali wezwani strażnicy miejscy, którzy nawet nikogo nie spisali (czyżby sami wcześniej doświadczali działań Jakubiaka?).

Akcję zakończyliśmy złożeniem oficjalnych pism do władz warszawy informując o "fachowości" ich przedstawiciela i postawiwszy ultimatum, że jeśli nie otrzymamy w terminie odpowiedzi przejdziemy do bardziej radykalnych działań.

Pozostaje nadzieja, że pan Jakubiak sięgnie w wyniku działań WSL i KOL do encyklopedii, a w przyszłości będzie sprawdzał przynajmniej definicje pojęć, którymi operuje. Być może, znając poziom większości stołecznych włodarzy, nadzieje te są naiwne, ale warto dawać ludziom drugą szansę.

W końcu odwiedziny u sympatycznego pana Andrzeja Jakubiaka zawsze można powtórzyć. Jeśli ktoś się nie uczy na błędach wyraźnie potrzebuje przecież dodatkowych korepetycji.
Pomieszanie z porąbaniem
2009-08-05 12:55:25
Zakończył się kolejny Przystanek Woodstock.

Znowu przekonaliśmy się, że osobistości z głównych stron gazet to kontrkulturowcy. W zeszłym roku swoje punkowe korzenie ujawnił występując jako gość debaty odbywającej się podczas festiwalu Leszek Balcerowicz.

W tym roku naczelnym punkiem RP okazał się Lech Wałęsa.

Nie ma w tym nic dziwnego. Tylko prawdziwy punk potrafi złamać wszystkie konwenanse i nasikać do chrzcielnicy. Lech Wałęsa wprawdzie wypiera się dziś tych młodzieńczych epizodów, ale to zapewne z wrodzonej skromności.
Prawdziwy punk za nic ma także fakt, że gdzieś go nie chcą. Ochrona nie wpuści na koncert, przeskoczy przez mur. Tak samo załogant Lechu potrafił przeskoczyć przez płot, wprawdzie do Stoczni Gdańskiej, ale zawsze.
Nie zapominajmy też o słynnym podawaniu nogi. Punki zawsze w głębokim poważaniu miały zawodowych, młodzieżowych działaczy – biegających do pracy drętwych krawaciarzy. Dlatego słynne „mogę panu podać nogę” skierowane przez Lecha do Aleksandra Kwaśniewskiego było wyrazem typowego kontrkulturowego buntu. Podobnie zresztą sprawa przedstawia się z publicznymi wypowiedziami. Punk ma w czterech literach to czy bełkocze i czy jego wypowiedzi mają sens.

Punk często nosi na ubraniu prowokujące naszywki lub przypinki. W roku 1980 nie było jeszcze dostępu do naszywek „Fuck the system”, a zespół Sex Pistols nie był w Polsce tak znany. Pomimo to Lechu wiedział jak prowokować. Wkurzał zwolenników systemu przypinka z Matką Boską (motywy religijne są zresztą również dzisiaj często używane w załoganckich prowokacjach).

Kontrkulturowcem okazał się także kolejny gość – Tadeusz Mazowiecki. Trudno go jednak wyraźnie zakwalifikować. Sposób zachowania wskazuje, że mamy do czynienia z rastamanem – wyluzowanym i spokojnym. Aż prosi się o slogan – „Pal zioło, będziesz cool jak Mazowiecki”.

Całości charakteru Woodstockowi dodawali krisznowcy nauczający o pokoju, wojsko nauczające o walce o pokój prezentując służącą temu celowi broń, organizatorzy Przystanku Jezus nauczający o Bogu i blackmetalowcy mówiący o szatanie.

Były oczywiście koszulki z Che Guevarą noszone przez młodzież oklaskującą Owsiaka mówiącego o konieczności prywatyzacji i "lewicowa" młodzieżowa przybudówka partyjna, zbierające podpisy za legalizacją posiadania zioła.

W przyszłym roku proponuje, aby pan Owsiak w ramach cięcia kosztów (w końcu to jeden ze skutków prywatyzacji, a i może dodatkowo pomóc w dobie kryzysu) bardziej skondensował imprezę.
Krisznowcy powinni rozdawać jedzenie z wojskowych transporterów opancerzonych, a Wałęsa przemawiać w tym samym czasie stojąc w wieżyczce. Tło muzyczne stanowiliby sataniści śpiewający metalowe teksty o Bogu na przystanku Jezus. Marek Borowski (czy jak się nazywa obecny przewodniczący SdPL) i jego młodzież zachwalaliby koszulki z Che Guevara, a księża spowiadający na Przystanku Jezus częstowali jointami i piwem.

Nie ma to sensu? A obecna oprawa woodstockowego „buntu” i owsiakowego lansu ma?
Warszawa Europejską stolicą Kultury?! cz.2
2009-07-26 21:24:44
Pisałem już o tym jak władze Warszawy przyczyniają się do tego, że miasto nie tylko stara się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, ale już nią jest.

Ponieważ niektórzy mogą uznać, że wśród argumentów zabrakło odwołań do kultury wyższej, śpieszę wyjaśnić - te odwołania widać w efektach pracy radnych.

Weźmy działkę lokatorską, z którą się stykam i wiem jak wiele nasi radni zrobili aby wnieść do niej więcej kultury.


Przykładem są obecne w całym mieście instalacje artystyczne, których pokaz można by nazwać "Skutki reprywatyzacji".

Władze miasta bardzo starają się aby kamienicznicy mogli przejąć niegdyś komunalne budynki czego skutkiem jest zamienienie niektórych z nich w prawdziwe świątynie sztuki, zwłaszcza nowoczesnej.

Aby nie być gołosłownym:

Instalacja 1 - ul. Marysińska.
Autorstwo: Nieznani Sprawcy
Okoliczności powstania: Po reprywatyzacji budynku, gdy lokatorzy zaczęli kwestionować legalność działań kamienicznika.



Wyraźnie inspirowana "Krzykiem" Edwarda Muncha i kierunkiem ekspresjonistycznym. Obecne są też odwołania do prowokacji twórczych, takich jak obóz koncentracyjny z klocków Lego Zbigniewa Libery

Instalacja 2 - ul. Nowy Świat
Autorstwo: Wojciech Bazarnik



Mogła by nosić tytuł BAZAR, NIKt tu nie mieszka
Przypomnienie o trudnej historii wypędzeń i wysiedleń.
Po przejęciu przez kamienicznika budynku odłączenie mediów i próba nielegalnego wyrzucenia lokatorów aby uświadomić im jak pogmatwana polska historia wysiedleń wpływa na ludzkie losy. Dodatkowo przypomnienie czasów wojennych przez odłączenie mediów.

Dodatkowo twórca instalacji jest również miłośnikiem "Roku 1984" Orwella


Instalacja 3 - podwórko róg ul. Kruczej i Al. Jerozolimskich
Autorstwo: ?
Okoliczności powstania: Bierność władz miasta



Gratka dla miłośników rekonstrukcji historycznych. W samym centrum miasta budynek mogący śmiało być tłem dla obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego. Podobnych niszczejących budynków znajdzie się w Warszawie jeszcze wiele. Władze twierdzą że nie mają mieszkań, a jednocześnie często czekają aż pustostany rozlecą się nieremontowane.

Proponuję aby nad wszystkim pieczę objęła Dominika Olszewska z "Gazety Stołecznej, która z iście maoistowską energią potrafiłaby wesprzeć swoim piórem tą nie bójmy się - kulturalną rewolucję w warszawskim mieszkalnictwie.

Kolejną patronką powinna zostać radna Małgorzata Załęcka która wzięła sprawy mieszkaniowe w swoje ręce, a raczej jako osoba potrzebująca wzięła w posiadanie mieszkanie komunalne.

Pasuje ona na patronkę, bowiem ma niesamowite zaplecze, rodowodowe.[i](...)jest Księżniczką z rodu Książąt Czetwertyńskich herbu Pogoń Ruska. (według komentarza pod poprzednim wpisem na moim blogu).
Warszawa Europejską Stolicą Kultury?!
2009-07-17 13:36:10
Z zaskoczeniem dowiedziałem się, że Warszawa aspiruje do bycia w roku 2016 Europejską Stolica Kultury.

Zaskoczenie moje jest tym większe, że Warszawa już przecież jest stolica kultury, czego dowodzą działania stołecznych samorządowców i ich efekty.



Zacznijmy od podstaw czyli kultury osobistej, bez której nie można mówić o kulturze wyższej.


Warszawscy radni słyną z punktualności.
Aby być bardziej europejscy dostosowują się do którejś z zachodnioeuropejskich stref czasowych i tylko przez to spóźniają się na sesje o godzinkę czy dwie.

Szanują bardzo czas obywateli, którzy najwyraźniej muszą nauczyć się jeszcze europejskich obyczajów, bo marudzą wciąż o spóźnieniach.

Kultura to również znajomość poprawnej pisowni, a tej sam profesor Miodek mógłby się od radnych uczyć
Radny Piotr Kalbarczyk (PO) mając na myśli zapewne rozwiązania mieszkaniowe jakie szykuje dla mieszkańców miasto, podczas ostatniej sesji Rady zamienił swoje nazwisko podczepione pod jednym z baloników przyniesionych przez lokatorów na napis "Barak Obama" (pisownia oryginalna)
Wykazał się również znajomością kultury popularnej, dodając jeszcze, zapewne swoją idolkę - Dodę.


Człowiek kulturalny powinien umieć znaleźć się w towarzystwie, a w tym stołeczni radni są już mistrzami.
Choćby radna Małgorzata Załęcka (PO) znalazła się w towarzystwie mieszkańców lokali komunalnych. Z podobnej pomocy dla słabiej zarabiających Warszawiaków skorzystał sam wiceprezydent miasta Andrzej Jakubiak - sam zresztą pochwalił się swoim osiągnięciem na sesji. Nic dziwnego, że jako ludzie kulturalni nie chcą znajdować się w jednej grupie z cwaniakami zarabiającymi po 1,5-2,0 tys zł i chcącymi wyłudzić mieszkanie komunalne ustanawiając bardzo rygorystyczne kryteria dochodowe dla starających się o nie.



Myliłby się jednak ten, kto stwierdziłby, że w warszawskim samorządzie brakuje przejawów kultury wyższej

Niemal każda dzielnicowa komisja mieszkaniowa została stworzona przez miłośników Franza Kafki na wzór sędziów z "Procesu".

Zwykle nie wiadomo kto jest który w kolejce oczekujących, a w niektórych przypadkach kolejek jest kilka w zależności od sytuacji znajdujących się w nich osób i nikt chyba nie wie która kolejka ma jakie miejsce w kolejce ogólnej (idealnym przykładem inspiracji twórczością Kafki jest komisja z dzielnicy Wawer, nie potrafiąca wyjaśnić na jakich zasadach przyznaje mieszkania).

Jeśli komus sie to nie podoba zawsze odpowiedzieć mu może Andrzej Jakubiak, najwyraźniej miłośnik "Roku 1984" Orwell'a, oskarżając o "populizm" (odpowiednik "myślozbrodni"). Wiceprezydent Warszawy jest też chodzącym dowodem na to iż orwellowskie hasło "Ignorancja to siła" jest jak najbardziej aktualne.

Jak widać władze samorządowe pod światłym przewodnictwem PO, przy wsparciu "lewicy", ale tez nie bez udziału opozycji z PiS, uczyniły już Warszawę stolicą kultury - ze szczególnym naciskiem na surrealizm, tragifarsę i groteskę.